środa, 17 października 2018

Opowiem Ci o jednej z moich ulubionych palet | Affect, Pure Passion

     No proszę, proszę! Ktoś tu wpadł odkurzyć bloga i wreszcie zacząć coś wrzucać :D Ale nie będę wrzucała byle czego, tylko to, co naprawdę jest warte pokazania! No bo kto nie potrzebuje jakiejś nowej i do tego fajnej paletki? Ta, którą widzicie na pierwszym zdjęciu i która jest głównym bohaterem dzisiejszego wpisu jest warta napisania o niej każdej najmniejszego słowa! No to zacznijmy! 
   Paleta polskiej marki Affect jest współtworzona z Karoliną Matraszek - jedną z najbardziej utalentowanych makijażystek w Polsce. Nic więc dziwnego, że jest spełnieniem oczekiwań wizażystów w zakresie palety bazowej, ale czy tylko ich? 
   Paleta zawiera 10 cieni, z których mamy 8 świetnej jakości matów i dwie folie. Nie posiada lusterka, co może być z jednej strony minusem - w przypadku wyjazdu, musimy zabrać dodatkowe, ale plus dla wizażystów mobilnych, bo jest lżejsza. Kartonowe opakowanie jest bardzo solidne, a cienie dobrze trzymają się środka. 
   Jeżeli chodzi o jej jakość, to nie można jej zarzucić nic! Ma idealnie zbalansowaną kolorystykę neutralno-ciepłą. Posiada zarówno cienie beżowe (żółtawy i biały można mieszać w zależności od karnacji cery), jak i ciemne brązy i rewelacyjnej jakości czerń. Niestety nie mam zdjęć, ale chętnie porównam ją z kultową już paletką ZOEVA, Naturally Yours. 
   ZOEVA się przy niej kryje... ale zależy jak spojrzeć. Pigmentacja i praca z cieniami jest przyjemniejsza w AFFECT, o ile nie nabieramy sporo cienia i nie ładujemy go od razu na oczy. Będzie idealna dla osób, które szukają szybkiego efektu przy dobrym roztarciu i lekkiej ręce. Dla osób, które mają już 'jakieś' pojęcie o makijażu. Affect ma tak mocny i suchy pigment, że naprawdę nadmiar trzeba odsypywać, by nie zrobić sobie dodatkowej pracy przy rozcieraniu, a dodatkowo posiada przepięknie i przeidealnie napigmentowany czarny cień! Poranna, rozdymiona lekko kreska jest do zrobienia migiem. ZOEVA idealnie nada się dla początkujących, bo nie łapie się aż tak pędzla i dawkując sobie cień można budować oko i nie przesadzić. Nie liczmy tu jednak na efekty tak spektakularne jak Affect.
   Którą ja wybieram? Affect! Zdecydowanie! Nie chcę Wam pokazywać jak aktualnie wygląda moja paletka, bo niektóre cienie dotknęły już dna. Zdjęcia są z maja tego roku. Używam jej przy każdym makijażu okolicznościowym. Mimo wielkiej miłości do Soft Glam od Anastasii, po Pure Passion sięgam częściej jeżeli chodzi o brązy. Idealnie nadaje się do makijaży ślubnych, jako baza do okolicznościowych, do użytku codziennego. Naprawdę musiałabym się czegoś czepiać na siłę, by jej coś zarzucić. Idealnie wypada w duecie z paletą Naturally Matt również spod ręki Karoliny Matraszek i Affectu
   Aplikacja matów najlepiej działa pędzlami puchatymi z włosia naturalnego, błyski zdecydowanie polecam nakładać paluchem prosto z paletki na powiekę i wetrzeć.  Nie blakną, nie migrują, nie robią dziur i plam. Podczas pracy z nimi idealnie się do siebie kleją i blendują. Nie ma problemy z intensyfikacją makijażu i uzyskaniu delikatnej chmurki na oku. Cienie utrzymują się na oczach bez zarzutu.

Jest to jedna z tych palet, które powinna mieć w kosmetyczce każda kobieta!
Znacie tę paletę?
Ja ją uwielbiam!
Czytaj dalej »

sobota, 5 maja 2018

Spełnione marzenie | Od piwnicy do studio makijażowego | Metamorfoza

   Wreszcie nadszedł czas, kiedy mogę pochwalić się moim zrealizowanym marzeniem! Mam swoje Studio! Już wręcz nie mogłam się doczekać, by Wam to wszystko pokazać! Szczerze powiedziawszy, to sama nie spodziewałam się takiego efektu :) Niby nie tak wiele, ale jednak elegancko i tak... po mojemu. Zresztą wszystko Wam opiszę, bo z Instagrama wnioskuję, że jesteście bardzo ciekawi jak to wszystko sobie zorganizowałam. 
   Od początku...
Wykupując mieszkanie w moim domu rodzinnym po mojej cioci wiedziałam, że oprócz samego mieszkania, w skład własności wchodzi też jeden pokój w piwnicy. Musicie jednak wiedzieć, że dom postawiony jest w stromej górze tak, że piwnica w połowie jest całkowicie pod ziemią, a z drugiej jest średnim parterem. I właśnie  w tej komfortowej stronie był pusty pokój-składzik, który od razu w mojej głowie zaświtał jako wymarzone Studio, w którym nie tylko będę ćwiczyć makijaże, ale też tworzyć posty na bloga, może nagrywać i najzwyczajniej w świecie pracować. Był tylko jeden kłopot... drzwi od strony piwnicy. Średnio, ale do zrobienia. Początkowo (po wysprzątaniu i zdarciu całej farby ze ścian) wyglądało to tak:
Przerażająco? Może troszkę. Pokój ma około 4x3 m, więc pole do popisu jakieś tam było, ale pojawiły się dwa problemy: po pierwsze - podłoga krzywa jak diabli (w końcu to jednak piwnica) i dwa - mur między pokojem, a korytarzem wejściowym ma około 30 cm, a mur zewnętrzny około 40 cm. Powiększanie okna odpadło na starcie, ale za to wymiana na jedno-kwaterowe (?) miała być dobrym rozwiązaniem. Drzwi jednak nie można było przeskoczyć, więc wykuwali je przez cały dzień ciężkim sprzętem, bo okazało się, że to beton wzmacniany kamieniami i głazami. No cóż... 
Bez wylewki też się nie obyło, więc trzeba było podłogę w miarę wyrównać i zamówić ekipę. Plusem tego pomieszczenia była doprowadzona woda, więc żal było nie wygospodarować w pokoju toalety w wymiarze 1x1,5 metra. Co prawda nie mam tam jeszcze drzwi, bo firma przełożyła termin, ale tymczasowa zasłona musi mi wystarczyć. Jest okej :)
 
 
 
 
Wygląda lepiej? No to teraz uważajcie, bo będzie efekt końcowy! 

Lista rzeczy z pokoju wraz z linkami, choć post nie jest sponsorowany:
Dajcie koniecznie znać jak Wam się podoba! :D
Ja bym mogła stamtąd nie wychodzić!
Dziękuję tym, którzy pomagali przy tworzeniu mojego miejsca w świecie! 
Czytaj dalej »

czwartek, 26 kwietnia 2018

Kupiłam przez Youtube | Jak najpierw żałować zakupu, a później się zakochać? | Chocolate Gold

   Każdy to robi! Może nie każdy się przyznaje, ale robi to! ... bo kto nie kupił czegoś skuszony recenzjami w Internecie, niech pierwszy rzuci kamieniem! Mnie też się to zdarza nader często. Kilka razy się nacięłam, a kilka razy zakochałam się w produktach bardzo mocno. Z tą paletą było jednak trochę inaczej... 
   W Too Faced, Chocolate Gold zakochałam się od razu jak ją zobaczyłam. Jej wygląd jest po prostu przepiękny! W swojej próżności uważałam, że warto ją mieć choćby dla samego jej wyglądu (nie pytajcie! :D). Później zobaczyłam ją w recenzjach u Małgosi Smelcerz i Klaudii Kopacz no i nie miałam już wyjścia. Zapisałam na wishliście i wiedziałam, że naprawdę bardzo mocno jej potrzebuję. Moja wewnętrzna sroka nie dawała mi zbytnio jednak żyć, więc wysnupałam zaskórniaki i ją kupiłam. Czy było warto?
   Wrażenie na żywo było jeszcze lepsze niż w Internecie. Porządna paleta - tym razem z grubego plastiku, a nie metalowa jak wcześniejsze, która dodatkowo została wzbogacona o większe lustro. Wygląd - obłędny! Ciemna tabliczka czekolady opływająca złotem. Nie powiem, tutaj mogłabym powiedzieć, że pomysł został zaczerpnięty z palet MUR, ale ta wersja podoba mi się zdecydowanie bardziej! W drogerii sprawdziłam też jej pigmentację, konsystencję i szczęśliwa wróciłam do domu. 
Piękna, prawda? Cztery maty - w tym pięknie napigmentowana czerń (może nie jak Affect, ale przyzwoicie), jasny brąz, ciemniejszy brąz i na plus dużu beż, a także 12 metalicznych kolorów. Cudna i tyle! Oczywiście pachnie czekoladą, co jest bardzo charakterystyczne dla tych palet Too Faced. I to by było na tyle. Wszystko pięknie, ładnie, miód orzeszki, ale... Miałam takie wrażenie, że fajna, ale nie wiem czy to jest takie 'must have'. Trochę poniekąd nawet żałowałam tych wydanych pieniędzy, ale... wszystko się zmieniło, gdy zaczęłam używać jej częściej i wykorzystałam ją na moich klientkach. 
Okazało się, że ona jest totalnie samowystarczalna w pracy. Kontur oka budujesz matami, następnie palcem wklepujesz cień metaliczny i właściwie efektowny makijaż zrobiony. Błyszczy się, mieni, podkreśla oko i dodaje makijażowi elegancji. Możesz nałożyć szalony róż, bądź zgaszone złoto i makijaż wygląda pięknie! Praca z matami jest naprawdę przyjemna. Rozcierają się do idealnej chmurki na oku przy bardzo małym wysiłku. Pigmentacja jest bardzo zadowalająca. Cienie możemy dokładać i potęgować efekt nie robiąc plam i dziur. Metaliki najlepiej wyglądają nałożone palcem. 
Idealnie. Złota, fiolety, zgaszone róże, cudowna zieleń w towarzystwie uniwersalnych matów. Moimi ulubieńcami są oczywiście maty i: Classy&Sassy, Gold Dipped, Love&Cocoa i ten piękny róż New Money. Ach! Nie mogłabym pominąć jeszcze Rich Girl! Przepiękne! I tak od 'meh!' przeszłam do miłości! Dodatkowo jest to paleta dla osób, które w jednej palecie lubią mieć klasykę połączoną z szaleństwem! Błysk na oku jest ostatnio w trendach i myślę, że zbyt szybko się to nie zmieni :D 
Wpis nie jest sponsorowany, ale możecie kupić ją tutaj: klik. Dodatkowo teraz do 29 kwietnia 2018 kupicie ją i wszystkie inne kosmetyki do makijażu 20% taniej z kodem MUPB418. 

Podoba Wam się ta paleta?
Mieliście z nią do czynienia?
Czytaj dalej »

wtorek, 17 kwietnia 2018

Must Have | Nabla, Dreamy | Czy faktycznie jest warta zachodu?

   To jest po prostu niemożliwe! Tę paletę mam już tak długo i jeszcze jej tutaj nie było. Paleta, która wyprzedaje się w momencie. Jest i nie ma! Gdy pojawiła się przed Świętami Bożego Narodzenia nie potrzebnie się zawahałam i musiałam na nią czekać aż do lutego... Czy było warto? Zaraz wszystko Wam napiszę! 
Paleta po pierwsze jest przepiękna! Ma idealne gwiezdne opakowanie, które urzeka swoim wyglądem. Jest do tego bardzo solidnie wykonana z porządnego kartonu. W środku znajdziemy aż 16 cieni w odcieniach zarówno neutralnych jak i burgundach i fioletach:
Niewypałem w tej palecie jest odcień 'delirium' (ostatni w pierwszym rzędzie). Sypie się niemiłosierne i niewiadomo jak go nałożyć, bo po prostu się nie lepi. Pozostałe są rewelacyjne! Szybko się blendują, łatwo dokładają, nie dziurawią, nie plamią. Maty są aksamitne, a metaliczne bardzo masełkowe. Pracuje się z nią bardzo przyjemnie. Nie ma też problemu z łączeniem jej z cieniami z innych marek. Lubią się ze wszystkimi jakie mam. Brakuje w niej jedynie beżu i czerni, no ale nie można mieć wszystkiego. Dla mnie jest to jedna z najładniej skomponowanych palet. 
   Zrobisz nią zarówno makijaż dzienny, jak i wieczorowy. Kolory będą pasować zarówno niebieskookim, zielonookim jak i brązowookim. Jeżeli boisz się używać kolorów w makijażu, to ta paleta jest dla Ciebie! Dołożysz do dzienniaka troszkę borda 'senorita' lub nałożysz na środek metaliczny 'rose gold' i Twój makijaż zdecydowanie nabierze wiosennej świeżości. 
Cena tej palety to około 160 zł. Aktualnie się trochę uspokoiło i można ją dostać na Cocolita (stan na 17.04.2018). Czy to dużo? Pomyślmy... jeden cień Nabli kosztuje około 35 zł, tu mamy ich 16. Matematyka jest prosta - jasne, że się opłaca! Dodatkowo słyszałam, że w porównaniu do wkładów, to cienie w palecie są petardą! Znacznie lepszą jakością. Ja tego namacalnie nie wiem, ale wiem, że tak paleta jest naprawdę świetna!
Skusiliście się na nią?
Co o niej myślicie?
Nabla szykuje kolejną paletkę - nie mogę się doczekać!
Czytaj dalej »
Copyright © 2014 B L O N D L O V E , Blogger