Pokazywanie postów oznaczonych etykietą twarz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą twarz. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 16 października 2017

Biała maska na zaskórniki | Czy działa?

   Wyobraźcie sobie, że ta maska to już u mnie leży od czerwca i dopiero teraz doczekała się swoich 5 minut na blogu i około 30 minut na mojej twarzy! Dostałam ją od Kingi i Pawła, którzy myśleli o mnie podczas swojej podróży poślubnej dookoła Świata. To są szaleni ludzie, dlatego tym bardziej mi miło, bo to to nie jest jedyna maska, którą dostałam! Takie wsparcie od innych jest nieocenione! 
   W sobotę byłam na weselu i w makijażu paradowałam dokładnie 22 h. Jeżeli chcecie, to zdradzę Wam w którymś poście co przetrwało na mojej twarzy od 6 rano do 4 nad ranem z jedynie delikatnie świecącym się czołem. Sama byłam zdziwiona tą magią! Nie ulega jednak wątpliwości, że po takim dniu, cera potrzebowała dogłębnego oczyszczenia, a to najlepszy czas na testy!
Maska jak widzicie, jest naprawdę niewielkich rozmiarów. Pochodzi z Azji, ale może Kinga w komentarzu napisze skąd dokładnie (jeśli jeszcze pamięta). Ma napisy po angielsku, ale tak naprawdę to one są w 100% zbędne, bo wszystko jest na niej jaśniutko wyrysowane. Te azjatyckie obrazki są tak urocze, że nawet wągry wyglądają na nich 'zabawnie'. 
Instrukcja również jest prosta. Jeżeli nie widać dokładnie to najpierw:
1. robimy parówkę. Ja zaparzyłam rumianek na dnie dużego garnka, tak aby włożyć głowę i aby para otuliła moją twarz.
2. osuszamy i nakładamy maskę... I tu pojawił się problem, bo maski jest na tyle 'dużo', że starczyło mi tylko na czoło i nos :D Nie ma szans, abym pokryła całą twarz tą zawrotną ilością.
3. Czekamy, aż zaschnie i odrywamy. U mnie maska schła około 30 minut. 
4. Twarz jest oczyszczona, gładka i promienna :)
Konsystencja jest dokładnie taka jak popularnej czarnej maski, ale zdecydowanie ładniej i delikatniej pachnie. Nie jest też tak agresywna przy odrywaniu, ale...
Maska na twarzy zastyga i po chwili zaczynają przebijać czarne kropeczki, ale nie wierzyłam, że je wyciągnie. Po oderwaniu wygląda jak wyżej. Bliżej (jeżeli jesteś bardzo wrażliwa lub wrażliwy, to nie patrz teraz) wygląda tak: 
Ona naprawdę wyciąga. Bez ściemy! :D Sama jestem zaskoczona. Nie jest to 100% oczyszczenie, ale jestem pod wrażeniem. Te azjatki to chyba jednak wiedzą co robią. Nie znalazłam jej niestety nigdzie do kupienia, ale znalazłam informację, że ona chyba pochodzi z Tajlandii. 
Znacie jakiś odpowiednik takiej maski peel off?
Tylko nie czarna, bo to czarny klej do tapet :D 
Czytaj dalej »

poniedziałek, 9 października 2017

4 produkty, 3 kroki i 2 minuty do zadbanej cery | Mary Kay | Zestaw TimeWise®

   No dobra. Wiecie, że lubię proste rozwiązania pielęgnacyjne takie jak na przykład maski w płachcie, bo nie trzeba zmywać. Do tej pory moja pielęgnacja twarzy rano i wieczorem była czysto przypadkowa. Rano raczej zapominałam i przypominało mi się dopiero przed makijażem o oczyszczeniu i kremie, a wieczorem oczyszczanie i aloes był moim punktem stałym :) Te czynniki skłoniły mnie do przetestowania zestawu TimeWise od Mary Kay. Dziś mija miesiąc. Czy jestem zadowolona i co bym zmieniła? Zapraszam dalej :) 
Zestaw składa się z: mleczka 3-w-1 (oczyszcza, delikatnie złuszcza i odświeża skórę), nawilżającej emulsji przedłużającej młodość, 88 ml (zmniejsza pojawianie się zmarszczek i intensywnie nawilża), serum na Dzień z filtrem SPF 30, 29 ml (chroni przed promieniowaniem zapobiegając zmarszczkom i nierównemu kolorytowi cery) i serum na Noc, 29 ml (odżywia redukując głębokie linie i zmarszczki). Kolejność używania to: mleczko, osuszenie twarzy, serum i na koniec emulsja. Zaznaczę jeszcze, że posiadam zestaw do cery normalnej i suchej, bo ostatnio szła ona w tym kierunku (wcale się nie dziwię). Po kolei:
Mleczko 3 w 1 - 127 ml (klik)
Mleczko ma za zadanie oczyszczać, złuszczać i odświeżać. Nie uczula i nie zatyka porów. Jest delikatnie i nie podrażnia. U mnie świetnie sprawdzał się jako doczyszczenie buzi po prysznicu lub po nocy. Posiada bardzo delikatne drobinki. Nie robi takiego typowego złuszczania i oczyszczania, dlatego w tygodniu polecam robić maski oczyszczające i peelingi mechaniczne czy też enzymatyczne. To mleczko jednak pozwala utrzymać efekt. Samo w sobie nie zostawia żadnego filmu na skórze, jest beztłuszczowy. Po nim skóra wręcz domaga się nawilżenia. Raz nie chciało mi się przyznaję, ale szybko wróciłam, bo skóra po samym oczyszczaniu mleczkiem była taka nijaka i nie ma opcji, by nie nałożyć kremu.
Edytowano: Mleczek do twarzy nie lubię, ale to przechodzi u mnie, bo używa się go jak żelu, czyli nakładam na mokrą skórę twarzy, masuję i zmywam letnią wodą. 
Serum na dzień (klik) i noc (klik) 
Polecam kupować w zestawie, bo bardziej się opłaca. To na wstępie, a teraz konkrety. Serum wydają się małe, ale za chwilę wstawię Wam zdjęcie po równym miesiącu stosowania. Nocne jest żelowe i zecydowanie bardziej urodziwe. Te pastelowe kapsułki w środku są urocze i nie jest to tylko ozdobnik, ale  witaminy i antyoksydanty zamknięte w środku, połączone z peptydem, który pobudza produkcję kolagenu, a tym samym wygładza i ujędrnia skórę. Czy to działa? Moim zdaniem tak. Jest lekki, beztłuszczowy, wydajny i rano skóra wygląda zdecydowanie lepiej. Dzienne nie wygląda już tak wyjątkowo, ale jest z filtrem SPF, który w pielęgnacji dziennej jest bardzo wskazany. Serum na dzień jest uzupełnieniem serum nocnego, aby działać całodobowo.
A tu serum po miesiącu codziennego stosowania (zdjęcie robione dosłownie przed godzinką:

Nawilżająca emulsja przedłużająca młodość (klik)
Bardzo lekka formuła, która odczuwalie nawilża skórę twarzy. Szybko się wchłania i jest odpowiedni dla skóry wrażliwej. Ja po miesiącu stosowania mam jedynie jeden wniosek. Otóż, na początku, gdy ta moja cera była w gorszej kondycji to byłam z tej emulsji zadowolona w 100%. Teraz wydaje mi się, że moja cera przeszła w stan mieszany z tendencją do różnych niespodzianek (za dużo czekolady i pączków) i dlatego na dzień wydaje mi się pod makijaż zbyt bogata. Używam jej na noc i w dni, w które się nie maluję. Niech działa! Muszę sobie zakupić tą wersję do mieszanej i tłustej, która sprawdzi mi się w dzień i z tego, co zauważyłam to zdecydowana większość kobiet tak używa tego zestawu :)

Zestaw TimeWise (klik)
Zestaw tych czterech produktów dostarcza skórze 11 właściwości przeciwdziałających starzeniu się skóry w jednym zestawie: oczyszczanie, złuszczanie, odświeżenie, pobudzenie, nawilżanie, wygładzenie, ujędrnianie, ochrona, odnowa i redukcja drobnych linii i zmarszczek. Jest odpowiedni dla osób o skórze wrażliwej i tych z bardzo wrażliwą skórą. (ze strony Mary Kay). I w sumie są to obietnice spełnione. 

Wydajność:
Tyle produktów używam o poranku. Wieczorem zamieniam tylko serum. Starczy mi ten zestaw zapewne na około 3-4 miesiące. 

Moja opinia: 
  • Moja cera jest nawilżona, jędrna i napięta. Gdybym tylko pilnowała się z czekoladą to byłoby idealnie :D 
  • Kosmetyki szybko się wchłaniają i nie posiadają mocnego zapachu. Nie są w 100% bezzapachowe, ale nie posiadają żadnego konkretnego.
  • Najważniejsze! Wygoda! Wchodzę do łazienki i wiem co zrobić. Dodatkowo przy małym dziecku, czy podczas spieszenia się rano jest to naprawdę szybki sposób na zastrzyk witalności dla skóry twarzy. 
  • Warto oprócz tego zestawu i w sumie jest to konieczne stosować też inne sposoby oczyszczania skóry - peelingi, maski oczyszczające. Same te trzy kroki nie wystarczą. Owszem cera będzie ładna, ale to nie będzie jej 100% możliwości.
  • Napiszę Wam też, że jak do kolorówki z MK nie mogę się jeszcze w 100% przekonać, to ta pielęgnacja jest świetna! Po kobietach na różnych forach widzę też jak są zadowolone z efektów. 
  • Ach! I oczywiście, że z Aloesu nie zrezygnowałam! Przynajmniej raz w tygodniu ląduje w formie maski na twarz przed snem - za bardzo go lubię :)
Ten post powstał w wyniku współpracy z Mary Kay, ale opinie w nim wyrażone są moimi własnymi. 

Czytaj dalej »

wtorek, 18 lipca 2017

L'Oreal | Maska z glinką | Detoksykująco-rozświetlająca | Moja opinia

Cześć,
przyznaję się bez bicia, że już dawno chciałam stosować glinki na twarz, ale jestem zbyt "leniwa" i rozrabianie tych wszystkich mikstur po prostu często mnie zniechęcało. Mam jednak dziś dla Was recenzję maski, która jest odpowiedzią na moje "niechciejstwo" i jeszcze nie tak dawno wraz z dwoma siostrami robiła szał w świecie Beauty. Wtedy się na nią nie skusiłam, ale gdy w Rossmann zauważyłam je na promocji 24,99 zł, to jednak stwierdziłam, że bardzo jej potrzebuję. Dlaczego skusiłam się na tą i czy jestem zadowolona? Zapraszam po odpowiedzi niżej :) 
W ofercie L'Oreal obecnie znajdują się trzy maski: oczyszczająco-matująca (zielona), złuszczająco-wygładzająca (czerwona) i ta, którą posiadam, czyli detoksykująco-rozświetlająca (czarna). Analizując przeznaczenie, stwierdziłam, że moja skóra jest na tyle normalna, że nie potrzebuje ani ogromnego złuszczania, ani nadmiernego zmatowienia, dlatego zdecydowałam się na detoks.
Maska zawiera w swoje formule 3 mineralne glinki:
  • kaolin - glinka o wysokiej zawartości krzemianów, która doskonale absorbuje zanieczyszczenia i nadmiar sebum,
  • montmorylonit - glinka niezwykle bogata w minerały pomaga zredukować niedoskonałości,
  • ghassoul - glinka o wysokiej zawartości oligoelementów rozjaśniających skórę. 

A sam producent obiecuje, że: kremowa formuła maski została wzbogacona w węgiel, aby oczyścić skórę z toksyn i przywrócić jej blask. Natychmiast po użyciu skóra jest oczyszczona i pełna blasku.
Maska zamknięta jest w szklanym, eleganckim słoiczku o pojemności 50 ml. Ma wystarczyć nam na co najmniej 10 użyć. Niektórym starcza na więcej. Ja jestem nieoszczędna i raczej wystarczy mi tylko na 10 choć przyznam, że skrupulatnie tego nie liczę. 
Stosowanie i działanie:
Maska przepięknie pachnie, co jest to jej dużym atutem (zapach utrzymuje się na skórze po zmyciu maski) i rewelacyjnie się nakłada jak krem. Gładko i miękko otula twarz. Nie spływa i łatwo się zmywa. Ja nakładam ją na całą twarz pomijając okolicę oczu i ust. Z racji tego, że codziennie stosuję peeling i żel do mycia twarzy, to maskę stosuję zazwyczaj raz w tygodniu, a właściwie według potrzeb. Sięgam po nią zawsze wtedy, kiedy widzę, że skóra jest pozapychana i szara, gdy widzę, że mam mocno rozszerzone pory, a także przed cięższym imprezowym makijażem. Ja z nią się bardzo polubiłam! Trzymam ją na twarzy do 10 minut i zmywam ją za pomocą mokrego, ciepłego, małego ręcznika. Taki sposób jest dla mnie najszybszy i najwygodniejszy. Po każdym takim zabiegu ręcznik ląduje oczywiście w praniu :) Po nałożeniu od pierwszej minuty czuję na twarzy delikatne pieczenie i coraz mocniejsze ściągnięcie. Nie każdemu może się to podobać. Za pierwszym razem się przestraszyłam, ale ryzykując, wytrzymałam to, a twarz po ściągnięciu nie była ani trochę podrażniona. Zrozumiałam, że ona po prostu tak na mojej skórze pracuje. 

Rezultaty:
Twarz po masce jest idealnie przygotowana pod kolejne zabiegi i później pod makijaż. Nie jest sucha, ale czuć, że jest spragniona kremu. Jest miękka, gładka i faktycznie rozświetlona. Ma taki zdrowy blask. Zdecydowanie nabiera ładniejszego kolorytu, a pory są widocznie zmniejszone. 
Podsumowując, ja maskę polubiłam, działa u mnie tak jak obiecuje producent i na pewno, gdy mi się skończy, kupię kolejną. Aplikacja jest dla mnie bardzo wygodna. Odkręcam i mogę obiema rękami działać. Nie muszę ani ściskać tubki, ani motać się z saszetką. Nie polecam jej osobom o cerze wrażliwej i naczynkowej, nie polecam zostawiać do całkowitego wyschnięcia na skórze i nie polecam kupować bez promocji :) 

Znacie te maski?
Teraz już czaję te zachwyty nad nimi,
ale oczywiście musiałam to sprawdzić!
Czytaj dalej »

wtorek, 20 czerwca 2017

Złuszczanie i nawilżanie | Pełen sukces | Dwa ostatnie odkrycia | Vianek, Holika Holika

Cześć,
o tym, że wypielęgnowana cera jest najpiękniejszą bazą pod makijaż wie już chyba każdy. Niestety, nie ma jednej uniwersalnej recepty na pielęgnację, bo też każda cera wymaga innych produktów i innego traktowania. Jedno jest pewne: każda potrzebuje złuszczania i odpowiedniego nawilżenia, a w tym wszystkim potrzebna jest regularność! Moja pielęgnacja twarzy często się zmienia, ale ostatnio znalazłam dwa produkt, które spisują się u mnie rewelacyjnie! Chcę Wam je pokazać, chodźcie! :)
ZŁUSZCZANIE, czyli naturalnie z marką VIANEK
Nie wiem czy wiecie, ale jest to polska marka, która swoje kosmetyki produkuje w zgodzie z naturą. Nie znajdziecie tutaj składników sztucznych, zapychających czy szkodliwych. Znajdziecie za to ekstrakt z szałwii o właściwościach oczyszczających i detoksykujących oraz silnie odświeżający olejek miętowy. 
Konsystencja jest dość kremowa i średnio gęstawa o kolorze miętowym, ale niech to zdjęcie Was nie zmyli, bo...
...w środku znajduje się mnóstwo drobinek peelingujących, które złuszczają twarz na tyle mocno na ile trzemy. Możemy to zrobić delikatnie na zwilżonej mocno twarzy, lub mocniej używając więcej produktu. Sam peeling jest bardzo przyjemny. Zostawia uczucie delikatnego ochłodzenia, a jak na ziołowy produkt, pachnie ładnie. Zapach nie utrzymuje się na skórze. Skóra po peelingu jest gładka, jędrna i nie jest ściągnięta. Używam go od kilku tygodni regularnie co 2-3 dni i jestem zadowolona z efektów jakie daje. Lubię go za to, że nie zostawia żadnej lepkiej warstwy. Jest bardzo wydajny.
Możecie go kupić w cenie około 20 zł np. w Drogeriach Natura albo w sklepach Internetowych.
NAWILŻANIE - tylko Aloes!
No i dobra! Jestem chyba ostatnia w Internecie, która przekonała się do tego produktu i go kupiła. Ja się pytam siebie tylko: 'Czemu tak późno?!' Żel Aloesowy Holika Holika, czyli ukojenie, nawilżenie, odżywienie i wszystko co tylko kojarzy Wam się z dobrem dla cery zamknięte w przepięknym zielonym opakowaniu inspirowanym właśnie liściem aloesowym. 
Żel jest zupełnie przezroczysty. Po nałożeniu na skórę wchłania się bardzo błyskawicznie początkowo zostawiając lepką warstwę, która szybko ustępuje. Ja stosuję go na noc. Nakładam go grubą warstwą jak maskę i czekam aż się wchłonie. Rano cera jest gładka, uspokojona, jędrna i nawilżona. Co ciekawe, gdy wieczorem pojawił mi się jakiś nieprzyjaciel i 'chcąc-niechcąc' w końcu go próbowałam zgładzić na własną rękę, to rano ta zmiana była zdecydowanie mniej zaogniona i zaczerwieniona niż w przypadku nawilżenia innym kremem, nawet o właściwościach kojących. Zdecydowanie wszystkie zmiany na twarzy są mniejsze i łagodniejsze. 
Opakowanie również jest na tyle przemyślane, że nie ma mowy o przypadkowym rozlaniu. Otwór dodatkowo zabezpieczony jest silikonową 'wkładką', która przepuszcza produkt tylko po ściśnięciu tubki.
Warto wspomnieć, że ten żel jest kosmetykiem bardzo uniwersalnym i wielofunkcyjnym. Moja Siostra i Mama uwielbiają go nakładać na końcówki włosów, które również zyskują na wyglądzie. Świetny tekst o tym produkcie napisała Agwer, która podała LISTĘ ZASTOSOWAŃ ŻELU ALOESOWEGO HOLIKA HOLIKA. Serdecznie Was tam zapraszam, bo może się okazać, że Wy również nie wiecie jak bardzo ten żel jest Wam potrzebny!
Do kupienia na MintiShop w dwóch pojemnościach - 55 ml/18,90 zł i 250 ml/34,90 zł. 

Znacie te produkty?
Czytaj dalej »

wtorek, 21 marca 2017

Synchrovit C | Rozpromień się!

Cześć,
dziś mam dla Was drugą recenzję. Tym razem będzie to skoncentrowane serum liposomowe: witamina C 10% + sód + cynk. Zdecydowałam się właśnie na ten produkt, bo ostatnio, gdy chodziłam bez makijażu część rodziny zawsze pytała czy wszystko ze mną w porządku. Niedospane przy dziecku noce i zima odbiły się na mojej cerze, która stała się ziemista, szara i dodatkowo uwydatniła moje sińce pod oczami, które nigdy nie były aż tak widoczne. Już dawno chciałam spróbować jakiegoś fajnego serum z Witaminą C i akurat nadarzyła się okazja. Czy Synchrowit C mi pomógł?
Otrzymałam 3 opakowania, czyli kurację miesięczną. Ja powiem Wam jakie rezultaty uzyskałam już po 12 dniach, bo na tyle starczyła mi jedna buteleczka. W środku znajduje się buteleczka z preparatem do zrobienia DIY i aplikator. 
A teraz Wam napiszę jak to zrobić:
Synchrovit C serum- serum z 10 % zawartością witaminy C w liposomach. Nie jest to produkt gotowy, należy go samodzielnie przyrządzić. A jak? W buteleczce znajduje się serum, które przenosi składniki aktywne. W zakrętce jest proszek z witaminą C. Przekręcamy zakrętkę, aż do momentu przerwania zabezpieczenia ( w międzyczasie otworzy się w środku klapka-zawór w witaminą C). Proszę nie odkręcać zakrętki, tylko popukać kciukiem w górą cześć zakrętki, tak aby proszek z witaminą C spadł na dół. Teraz porządnie mieszamy i wytrząsamy. Zakładamy nakrętkę aplikacyjną i ....voila! Produkt jest gotowy do użycia i witamina C jest stabilna 10-12 dni od sporządzenia :) Przetrzymujemy w ciemnym, chłodnym miejscu. Proponowałabym nakładać na noc.

Tak też zrobiłam, codziennie przez 12 dni nakładałam na twarz na noc.
Pewnie się zastanawiacie, po co w ogóle to się miesza, wytrząsa i puka? Dlatego, żeby produkt zachował swoje właściwości. Witamina C jest bardzo wartościowym i wszechstronnym składnikiem, ale i bardzo delikatnym. Jak wymieszamy samodzielnie składniki i są małe fiolki, mamy pewność że nie utraci swoich właściwości pod wpływem np.: światła, ciepła czy też powietrza i w 100 % skorzystamy z jej dobroczynnych właściwości :) Serum zużywamy w ciągu 10-12 dni od otwarcia.
Konsystencja lekka, przyjemna w aplikacji, szybko się wchłania. Serum zresztą jest naprawdę bardzo wydajne. Oprócz powyższych informacji dostałam też instrukcję jak go nakładać. Otóż:
Nakładamy partiami na twarz, czyli najpierw czoło i wmasowujemy do wchłonięcia i dopiero kolejne partie - w ten sposób unikniemy efektu "klejenia". Podczas nakładania możliwe jest uczucie delikatnego szczypania, mrowienia co nie powinno niepokoić. Skóra może się też delikatnie złuszczać (kwas askorbinowy) co też będzie normalną reakcją (nie u każdego efekt ten występuje).

Faktycznie, niewmasowany dokładnie produkt lubi się kleić, ale nie ściąga twarzy i zupełnie nie przeszkadza. Szczypanie odczułam, ale tylko po peelingu twarzy. Skóra mi się nie złuszczała. Co jednak zaobserwowałam?
Cera stała się zdecydowanie bardziej zdrowa, wypoczęta, promienna, jednolitsza i jaśniejsza. Stała się miększa i bardziej jędrna. Zauważyła to od razu moja Siostra, gdy zapytałam ją po skończeniu pierwszej partii kuracji. Dla wzmocnienia efektu zaleca się nakładanie kremu z tej samej linii. Rano cieniutka warstwa była jeszcze wyczuwalna podczas przemywania twarzy, ale nie było to uciążliwe. Zauważyłam jednak, że rano miałam rozszerzone pory na twarzy. Mnie nie zapchało, ale warto mieć na to uwagę. 
Cena: około 25-40 zł w zależności od apteki
Dostępność: Apteki stacjonarne i internetowe.

Ja polecam!
Po zimie taka kuracja jest naprawdę pomocna, 
a wielu uważa ją za Must Have!
Czytaj dalej »

wtorek, 14 marca 2017

Synchroline | Aknicare gentle cleansing gel | Żel do mycia twarzy

Cześć,
mam dla Was recenzję jednego z produktów, które dostałam w ramach współpracy z marką Synchroline. To już drugi raz, gdy mogę testować ich produkty, więc jest mi tym bardziej miło! Poprzednie recenzje znajdziecie tutaj i tutaj. Wtedy te produkty się u mnie naprawdę sprawdziły a krem uelastyczniający wspominam dobrze do dziś. Jednym z produktów, które tym razem wybrałam jest właśnie żel do cery tłustej i trądzikowej, który świetnie sprawdzi się dla cery wrażliwej i odwodnionej. 
Najpierw o mnie. Ostatnio moja cera znów zaczęła się przetłuszczać w strefie T i z miesiąca na miesiąc podczas "tych dni" przybywało mi sporo niedoskonałości. Twarz myję codziennie wieczorem podczas prysznica, zmywając przy tym dokładnie cały makijaż, prócz oczu, które myję płynem micelarnym. Podczas prysznica przemywam je tylko resztką żelu który pozostał mi na dłoniach i szybko spłukuję. Często czynność powtarzam, aby mieć pewność, że cały podkład jest z twarzy już usunięty, a skóra dokładnie oczyszczona.
Producent o produkcie:
AKNICARE gentle cleansing gel przeznaczony jest do pielęgnacji skóry tłustej, wrażliwej, podrażnionej i miejscowo przesuszonej ze słabo lub średnio nasilonym trądzikiem zapalnym. Roztwór delikatnie oczyszcza skórę trądzikową, działa przeciwbakteryjnie, przeciwzapalnie oraz łagodzi podrażnienia skóry. AKNICARE gentle cleansing gel kontroluje i łagodzi objawy trądziku nawilżając skórę trądzikową.
Sposób użycia:
Nakładać na skórę delikatnie masując; nadmiar produkty można usunąć wacikiem lub spłukać wodą.
Konsystencja, zapach, aplikacja. Żel ma postać bardzo uwodnioną. Jest lekki, ale nie jest bardzo lejący. Jest to plus, bo łatwo się go nakłada na twarz, myje i błyskawicznie spłukuje. Często żele pozostawiają wyczuwalny na skórze film - tutaj nic takiego nie odczułam. Zapach bardzo apteczny, ale nie przeszkadzający. W działaniu jest bardzo delikatny - nie szczypie i nie drażni. Nie pieni się - nie zawiera agresywnych substancji myjących, a z pomocą ciepłej wody zmywa makijaż:) 
Działanie. Używam go już prawie miesiąc i zużyłam jedynie połowę opakowania, więc jest niesamowicie wydajny. Skóra widzę, że jest znacznie uspokojona. Wieczorem po umyciu twarzy, jest ona miękka i miła w dotyku, nie jest ściągnięta. Mam wrażenie jakby była nawilżona. Nie sądzę, aby mniej się przetłuszczała (może trochę), ale z pewnością w tym miesiącu pojawiło mi się o wiele mniej niespodzianek, a już istniejące nie rozprzestrzeniały się i nie zaogniały. Będę stosować dalej, ale póki co myślę, że warto Wam go polecić do przetestowania jeżeli macie skórę wrażliwą, skłonną do wyprysków i delikatnie odwodnioną. Ja jestem z niego zadowolona. Co ciekawe - nie lubiłam rano myć twarzy żelami a jedynie płynem micelarnym, bo często były one ciężkie, a teraz chętnie sięgam po właśnie ten, bo wiem, że skóra będzie odświeżona i nie obciążona. 

Minusy: dostępność, bo w drogeriach tej marki nie spotkałam i zapewne cena, bo najtańszy ten żel nie jest. 

Cena: około 35-40 zł za 200 ml w aptekach internetowych, w stacjonarnych nie sprawdzałam. 

Ogólnie stan mojej cery się polepszył, ale co jeszcze na nią wpłynęło napiszę Wam w kolejnym poście. :) 

Miłego!
Czytaj dalej »

piątek, 17 czerwca 2016

Oczyszczona i piękna - maska Skin79 - Honey

Cześć,
kto nie czytał wczoraj notki o pisakach z Catrice to odsyłam, a dziś robię aktualizację masek Skin 79. Ostatnio pisałam Wam o masce z tej samej serii co dzisiejsza - Miękka, uspokojona i odżywiona - Maska Skin79 - Tea Tree. Czy Maska Miodowa sprawdziła się tak samo dobrze jak jej siostra? 

  • Wygląd maski. Identyczny jak w poprzedniej masce. Płat Bawełniany z wycięciem na oczy, nos i usta. Bardzo mokra, ale niekapiąca, chyba że ściśniemy ją mocniej.
  • Aplikacja. Banalna. Nakłada się sama i trzyma się bardzo mocno. Można chodzić z nią, a z niej nie kapie i nie spada z twarzy. 
  • Pierwsze wrażenie. Zawsze na plus, bo nakładając mokrą maskę na twarz czujemy przyjemny chłód.
  • Wrażenia podczas trzymania jej na twarzy. Prze pierwsze kilka minut miałam wrażenie, że wpija się w twarz. Czułam delikatne mrowienie, które ustąpiło.
  • Zdejmowanie. Bardzo proste. Po 20 minutach maska była jeszcze mokra, a nadmiar, który został na twarzy wmasowałam w cerę. 
  • Działanie. Skóra mięciutka, gładka, delikatna, miła w dotyku. Mam wrażenie, że uspokojona, odżywiona i wygląda jakoś tak ładniej. Generalnie w ogóle mam wrażenie, że maski poprawiły wygląd mojej twarzy w nieznacznym (dopiero druga styczność z tymi maskami), ale dla mnie widocznym stopniu. Aktualnie nakładam tylko cieniutką warstwę podkładu, ale mogłabym wyjść też Saute, ale po co? :D 
  • Reakcje uczuleniowe. Niemiłe wrażenia. Dziwne uczucia. Brak
  • Cena. Spora, bo 10 zł w promocji, ale adekwatna do jakości.
  • Dostępność. Tylko internetowo i w Krakowie w Pigmencie (zazdroszczę!) 
  • Moja ocena. Oprócz masek z Tołpy, to są to moje ulubione! To moja druga i się nie zawiodłam. Cera jest naprawdę nawilżona i ładna. Ja na pewno zaopatrzę się jeszcze w kilka. Polecam
Zapomniałam jeszcze o opakowaniu maski, które ma jedną bardzo błahą zaletę, na którą my kobiety lubimy zwracać uwagę - jest po prostu ładne!:) I kropka.

Miłego dnia!
Czytaj dalej »

środa, 8 czerwca 2016

Miękka, uspokojona i odżywiona - Maska Skin79 - Tea Tree

Cześć,
z małym opóźnieniem, ale jestem. Obiecałam Wam, że jak będę testować maski, to Wam dam znać. Ostatnio jakaś taka zagoniona jestem, że miałam nie za wiele czasu na testy, ale w końcu moja cera, aż krzyczała o chwilę dla siebie, która nie nazywa się "mycie", "oczyszczanie", ani nawet "krem", dlatego zdecydowałam się sięgnąć po maskę Skin79. Jak wiecie mam kilka różnych masek tej marki, ale akurat ta wydawała mi się wtedy najlepsza. 
Maska ma przepiękną szatę graficzną. Może to dla wielu nie jest istotne, ale przyjemniej korzysta się z kosmetyku, który ładnie wygląda. Letni kolor, ekstra grafika i mnóstwo informacji w obcych językach. Na szczęście producent zadbał o opis w języku polskim przyklejając go z tyłu opakowania.
Jest to maska w płacie - ostatnio stawiam tylko na takie. Są po prostu wygodne w użyciu. Nie trzeba brudzić sobie dłoni, wyciskać i równomiernie nakładać. Wystarczy tylko wyciągnąć, rozłożyć i nałożyć na twarz. Nic nie spływa, nie rozmazuje się - komfort nie do opisania. Trudno jedynie z taką maską mówić:) 
Maska jest idealnie i bardzo mocno nasączona. Nie kapie, wszystko trzyma się na płacie. Zapach jest delikatny - wyczuwalna jest w minimalnym stopniu zielona herbata i aloes. Świeża, orzeźwiająca, nie nachalna, delikatna.
Działanie bardzo przyjemne. Trochę chłodzące, ale to kwestia nakładania mokrego płatu. W obecnej pogodzie bardzo umilające aplikację. W ciągu 20 minut nie zauważyłam żadnego niepożądanego objawu. Nic mnie nie zaniepokoiło i nie podrażniło. Po zdjęciu maski wklepałam pozostałość, wmasowałam i cera była bardzo uspokojona, nawilżona, gładka, miła w dotyku i miękka. 
Zdecydowanie wiadomo, że jednorazowe użycie maski jest efektem chwilowym, aby podtrzymywać efekt należy to regularnie powtarzać. Każdy to wie:) Napiszę Wam tylko, że ja nałożyłam ją w piątek, a efekt spokojnej i odżywionej skóry utrzymywał mi się do poniedziałku. Nie wiem na ile to działanie maski, ale zmiany trądzikowe na twarzy od tamtej pory już nie występują, a codziennie tworzyło mi się coś nowego. Cera jest taka... ładna. :)

Edit: Oprócz multum plusów, znalazły się też dwa minusy... Pierwszy dostępność - z tego co wiem, to tylko internetowo... i to najlepiej prosto ze strony Skin79 lub z MintiShop (linki od razu do masek), bo zdarzają się podróby. Drugi minus to cena - regularna 15 zł, ale akurat trwa na nie promocja za dyszkę :)))) 
Ja jestem zadowolona i Wam tę maskę polecam z czystym sercem! 

Post nie jest sponsorowany.

Czytaj dalej »
Copyright © 2014 B L O N D L O V E , Blogger