Pokazywanie postów oznaczonych etykietą haul. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą haul. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 8 marca 2018

Haul z Targów | Same błyskotki | No prawie...

   Jeżeli czegoś nie napiszę od razu, to zapomnę! Taka ogólna moja zasada, więc kuję żelazo póki gorące i przygotowałam dla Was moje zakupy z Targów. Z poprzedniego wpisu już wiecie, że nie kupowałam żadnych palet, a jedynie rzeczy, które zawsze jakoś tak spycham na drugi plan, a które powodują efekt 'wow' w makijażu. Zresztą zdecydowana większość pokazów makijażowych opierała się o błyskotki. Nawet sam Adrian Świderski mówił - 'po co kombinować przy makijażu HD z milionem cieni, które i tak zjedzą światła i kamera? Postaw na jeden cień i efektowny błysk!', a Karolina Zientek? - Brokat, brokat, brokat! Teraz już rozumiecie - te zakupy były koniecznością! Przyjemną koniecznością :D (...wyznania, a raczej tłumaczenia zakupoholiczki^^) 
Zacznę od zakupów zupełnie nieplanowanych - puder transparentny marki MAKE-UP STUDIO. W planach nie miałam żadnego pudru, ale ten okazał się naprawdę potrzebny. U Asi Dobosz (klik) na testowanym wcześniej ciężkim korektorze Urban Decay i Malu Witz wyglądał idealnie. Wygładził, ujednolicił, nadał satynowego wyglądu i po prostu zwalił z nóg. Jeżeli tak samo będzie zachowywał się pod okiem, to mam nowego ulubieńca. Na targach kosztował 20% taniej, więc zamiast 70 zł zapłaciłam 56 zł. Dużo, niedużo jak za puder? Średnio, ale efekt powalił. Zobaczymy jak będzie w praktyce makijażowej. 
Jak są jakieś fajne rzeczy, to u nas w Żywcu wchodzą na samym końcu. Szczerze mnie to wkurza, więc musiałam udać się na stoisko Drogerii Natura i zaopatrzyć się w pigmenty KOBO. Oczywiście, że chciałabym jeszcze ich palety, cienie metaliczne i naprawdę dobre podkłady kamuflujące, ale... poczekam :) 
Kolory, które wybrałam to Kiwi Secret i Ruby and Blue Sparks. Zobaczcie:
Kiwi Secret to zielono-limonkowo-złote refleksy na białej bazie, ten drugi natomiast jest przepieknym burgundem opalizującym na niebiesko-fioletowo-różowo. Jest moc! Jako gratis do zakupów dostałam cień My Secret z mojej ukochanej kolekcji Glam&Shine w odcieniu butelkowej, głębokiej zieleni, która ostatnio wraca do łask.
Kolejny punkt na mapie targów to oczywiście lokalna firma Affect. Mieli promocję 2+1, więc idealnie! Kupiłam trzy pigmenty z kolekcji Karoliny Matraszek. 

Zdecydowałam się na przepiękne pigmenty o jakże chwytliwych za serce nazwach: N-0140, N-144 i N-145. Prawda, że urocze? ^^ 
Pierwszy z lewej to 144, bardzo podobny do KOBO, ale o innej gramaturze, a dodatkowo pobłyskuje jeszcze na brzoskwinię. Piękny! W środku mamy przecudny miedziany 140, a ostatni to idealny ślubniak 145 różowo-lila-niebiesko na białej bazie. Popatrzcie z innej perspektywy. Mam nadzieję, że zobaczycie to lepiej :)
Wpadłam też po błyskotki do Inglota i... one też nie były planowane, i na pewno nie w takiej ilości :) Ozdoby do ciała i eyeliner w żelu, którego jeszcze nie miałam (nadrobiłam ten błąd). 
Kolory, które mnie urzekły to: 50, 47 i 46 (kolejność ze zdjęcia). Te maluszki mają jedynie po 1 g, ale dają takiego czadu, że wow! Pierwszy kolor - 50 - jest srebrny, ale mieni się na odbijające odcienie. Może być fioletowy, zielony, brzoskwiniowy. W zależności jak padnie światło :) 47 jest kameleonem w odcieniach fiolet, burgund, brzoskwinia, miedź. Cudny! A ostatni 46 to złoto odbijające się na brzoskwinię, róż. Z innej perspektywy prezentują się tak:
I oczywiście eyeliner w kolorze 77. Zwykła niezwykle czarna i głęboka czerń. 
Ostatnie stoisko to Kryolan. Przecudowne średniej grubości brokaty.
Zdecydowałam się na: pearl lilac, multicolor i absolutny hit - pastel pink. Tricki z pokazów: po pierwsze - zawsze nakładaj na ciemniejszą bazę, a po drugie - jeśli chcesz uzyskać efekt rozmyty, to nałóż na cień lub pigment. Jeśli chcesz lustra na oku, to nałóż na bazę do brokatów. 
Dlaczego zdecydowałam się na pigmenty? Proste! Miałam ich niewiele, a tak naprawdę to w makijażu podstawowa paleta + pigmenty i mamy niezliczoną ilość kombinacji makijażowych :) Brokaty to natomiast dodatek, który ostatnio zrobił się bardzo modny w makijażu. I dobrze! Mi się podobają :) 

To wszystko!
Macie jakieś swoje ulubione pigmenty?
Czytaj dalej »

środa, 10 stycznia 2018

Nowości w kufrze | Marc Jacobs Beauty | Moje ulubione kredki

   Wiem, że lubicie oglądać moje nowości, więc dziś chcę Wam pokazać kolejne skarby, które trafią do mojego kufra :) Swoją drogą trzymajcie kciuki za mnie, bo nie wyrabiam z tymi papierowymi formalnościami przy zakładaniu firmy i chodzę ostatnio strasznie zestresowana a tym samym okropnie zołzowata (bardziej niż zwykle).  A co jest najlepsze na odstresowanie? Kosmetyki, więc zapraszam! 
Kosmetyki Marc Jacobs kuszą. O ile z podkładami nie każdy się lubi, to reszta kosmetyków jest naprawdę dobra! Róż z MJB jest moim ulubionym, a w najbliższym czasie planuję kupić sobie też ich podwójny puder do konturowania, bazę kokosową, mgiełkę i dew drops rozświetlające.  
Najpierw kredki. Zacznę od tych, które są dwie pierwsze od góry. Są to Highlinery. Występują w wersji matowej i połyskującej. Nie kłamiąc Was (widziałyście na Instastory) mam tych kredek 6! Dlaczego je tak lubię? Są masełkowate, meganapigmentowane i baaardzo trwałe. Dopóki niezastygną możemy je elegancko rozsmużyć, ale gdy już zastygną, to nic ich nie ruszy. Polecam Wam się przyjrzeć. Tym razem zaopatrzyłam się w O(vert), czyli zgniłą, połyskującą zieleń i Rococoa, która jest przepięknym brązem (już moja druga w tym kolorze). 
Dwie poniżej, to Finelinery. Mają dokładnie te same właściwości, ale są precyzyjniejsze. Wzięłam dwa kolory: Big Eye, czyli białą i Truffled, czyli ciemny, zimny brąz. 
Od góry: Big eye, Truffled, Rococa i O(vert)
Następnie błyszczyki Enamored. Dwa przepiękne kolory. Pierwszy to bezdrobinkowy Raspberry beret, czyli zimny, jagodowy fiolet. Drugi natomiast to Uproar i to jest sztos! Piękna półtransparentna brzoskwinia mieniąca się na złoto, brzoskwiniowo, ale też z domieszką drobinek niebiesko-fioletowo-różowych. Wyjątkowy! Warto dodać, że te drobiny są niewyczuwalne na ustach. Jak to błyszczyki, lepią się, ale ich konsystencja jest na tyle komfortowa, że nie wylewają się po za usta. 
Od góry: Raspberry beret i Uproar.
Ostatnie to pomadki, czyli to, co lubię najbardziej! Powiem Wam tak... ta formuła jest bardzo wyjątkowa. Nałożyłam jedną z nich w Sephora do pracy o 14 i gadałam jak najęta do 19. Piłam herbatę. Pomadka wyglądała na nienaruszoną. Nawet po obiedzie o 21 jeszcze się trzymała. Zjada się równo od środka. Nie czułam dyskomfortu czy wysuszenia.
Opakowania są niezwykle eleganckie. Zamykane na magnes. Jeżeli chodzi o konsystencję i wykończenie, to suną po ustach niczym masło. Już po jednej warstwie zostawia bardzo mocny pigment. Wykończenie jest matowo-satynowe. Nie jest to kredowy mat, jak w przypadku retro matte z MAC, ale bardzo komfortowy i trwały. Moje cztery kolory to:
J'Adore, czyli brąz, Amazing, czyli przepiękna czerwień, Core Cora, czyli koralowa czerwień, bardzo lekka i wiosenna, a także kultowy kolor, czyli Kiss Kiss Bang Bang - piękny, zgaszony, brudny róż. Ze swojej strony polecam Wam jeszcze przyjrzeć się kolorom: Slowburn, Oh Miley, Willful i Boy Gorgeous. Cudowne!
Od góry: J'Adore, Kiss Kiss Bang Bang, Core Cora, Amazing
Lubicie nowości?
Znacie Marc Jacobs Beauty?
Czytaj dalej »

poniedziałek, 8 stycznia 2018

Nowości w kufrze | Becca Cosmetics | Królestwo rozświetlaczy

   Dziś pogadamy o tym, co lubię najbardziej, czyli paletach rozświetlaczy. Wiecie, że jestem Sroką i nic co błyszczące nie jest mi obce :) Kto nie skusił się choć raz na coś błyszczącego do makijażu, niech pierwszy sypnie brokatem. Okej. Żarty żartami, ale naprawdę najchętniej kupuję rozświetlacze i cienie duochromowe. One często po prostu robią cały makijaż! Ja chciałam Wam pokazać dziś trzy palety od Becca.
Słowem wytłumaczenia, o ile da się to wytłumaczyć :)
Na te palety skusiłam się dość spontanicznie (jasssne). Pracując końcem roku w Sephora miałam okazję potestować różne rzeczy, więc pierwszą paletką, którą wiedziałam, że muszę mieć była BeccaxChrissy, którą widziałam już w lipcu u Maxineczki. Ustaliłam jednak, że chciałabym mieć jeszcze jedną, więc wybierając pomiędzy obiema paletami limitowanymi Apres Ski Glow - skusiłam się na paletę do twarzy. I w sumie wszystko byłby pięknie i ładnie, a ja super-zadowolona, gdyby nie to, że na Instagramie zauważyłam piękno tej palety do oczu. Przepadłam! Jeszcze jak zobaczyłam, że ze 185 zł jest obniżona do 92 zł, to wysłałam koleżankę w Katowicach, by mi ją kupiła i wysłała. No istne szaleństwo! Wiem :D No to po kolei!

Becca x Chrissy Teigen Glow Face Palette
Przepiękne opakowanie z imitacji różowo złotego marmuru ze złotym obramowaniem. Góra oblepiona jest folią i póki mogę, tak będę ją przechowywać, bo podobno lubią się do niej lepić inne kosmetyki.
Środek jest złoty, paleta wygląda elegancko. Znajdziemy w niej cztery produkty do twarzy: dwa rozświetlacze (Rose gold i Beach Nectar), róż (Hibiscus Bloom) i bronzer (Malibu Solei). Na górnym wieczku znajdziemy duże lusterko za co duży plus.
Jest piękna. Praca z nią jest bardzo przyjemna. Z różem trzeba być ostrożnym, bo jest bardzo mocno napigentowany. Bronzer pięknie ociepla i konturuje buzię. Konsystencja jest masełkowata. Kosztowała 199 zł, kupiłam ją jednak w promocji -25%, więc się opłacało :) 

Apres Ski Glow Face Palette
Oszroniona tafla szkła błękitnego. Przepiękna! W środku sześć produktów.
Od pierwszego rzędu po kolei mamy: Rose Quartz (rozświetlacz), Icicle (rozświetlacz), Winter Berry (róż). A na dole: Blushed Copper (róż), Opal (rozświetlacz), Bronzed Bondi (bronzer).
Po za bronzerem, który wychodzi trochę rudo (zawsze można używać jako cień), wszystkie produkty są piękne! Najbardziej cieszy mnie róż i rozświetlacz Opal, który w miniaturze powoli denkuję. Paleta kosztowała 219 zł, ja kupiłam ją w promocji -25%, a po Nowym Roku kosztowała 109 zł, więc szał! 

I ostatnia, którą lubię bardziej niż poprzednią! Apres Ski Glow Collection, Eye Lights Palette. Okrągła, elegancka. Złota tafla oszroniona brzegiem. Po prostu wygląd tych palet jest idealny!
W środku zawiera 7 kolorów w 2 rodzajach wykończenia: satynowowo-matowym i błyszczącym. Kolory to (od góry, rzędami): Rose Quartz, Moonstone, Hot Cocoa, Pearl (środek), Opal, Toasted Marshmallow oraz Topaz. 
Tu widzicie przypadkowe kolory i ich pigmmentację. Paleta ta jest idealna nie tylko do oka, ale też do twarzy. Wykończenia są naprawdę piękne. Jest to co prawda baaaardzo bazowa paleta, ale uważam, że takich palet nie posiada się zbyt wiele. Rozświetlacze robią połowę pracy na oczach i twarzy. Sięgam po nią najczęściej, bez ściemy! Kosztowała 185 zł, ale stacjonarnie można ją jeszcze pewnie gdzieś dorwać za około 92 zł. 

Wady?
W całej tej piękności, niemiłosiernie się palcują. Wszystko na tych taflach widać! To może być uciążliwe. 
Znacie Beccę? 
Kochacie czy nie lubicie?
Ja zdecydowanie przepadłam!
Czytaj dalej »

czwartek, 13 lipca 2017

Dużo moich ostatnich nowości | Sephora, Natura, MintiShop | Becca, theBalm, Kobo, Miya

Cześć,
post będzie długi, ale ostatnio znów zasiliłam mój kufer! Nie będę przedłużać, więc jak jesteście ciekawi co tym razem wpadło w moje ręce, to zapraszam do oglądania :) 

SEPHORA
Poszłam tylko po chusteczki peelingujące i po różany micel, ale skończyło się trochę inaczej:) 
Mleczko różane zdecydowanie jest bogatszą wersją płynu micelarnego i świetnie sprawdzi się na cerach suchych i odwodnionych. Chusteczki natomiast są świetnym gadżetem, który przyda się, gdy przed makijażem zauważę suche skórki, które z łatwością ściągnę. Trzeba uważać, bo chusteczki są naprawdę ostre. To taki doraźny peeling. 
Do tego jednak wpadła jeszcze Becca, a dokładnie "Glow on the go!". No przecież jak mogłabym tego nie wziąć! Patrzcie tylko na swatche:
Dla tych, które tak, jak ja myślały, że te miniatury już wyszły i nie wrócą mam dobre wieści - wchodzą do regularnej sprzedaży! :) Jest tylko jeden odcień - opal, ale i tak trzeba czyhać, bo znikają jak świeże bułeczki ile by tego nie zamówili:) Jednym zdaniem: Fuksło mi się! :D 

DROGERIE NATURA
Tu poszło mi o wiele łatwiej, bo na promocji -40% kupiłam tylko, to co akurat mi się skończyło, czyli ukochany bronzer Sahara Sand i paletę do konturowania :) 

MINTISHOP.PL
Tu zdecydowanie poszalałam... :D Ale kupiłam same perełki! :) 
Krem Miya chciałam mieć już bardzo dawno! Jest stosunkowo niedrogi (29,99 zł), ma naturalny skład i przepięknie pachnie latem! :) Jako pierwsze wrażenie dodam, że cudownie wygładza cerę pod makijaż! Czaję się jeszcze na wersję Call me Later.
Skusiłam się też na produkty Golden Rose. Puder transparentny sypki kupiłam z polecenia Red Lipstick Monster po obejrzeniu filmu z Bakingiem. Żel do utrwalania brwi chciałam już dawno - jest fajny! Baza pod cienie natomiast, jest z polecenia Agwer. Zobaczymy czy się sprawdzi :) 
Zamówiłam też trzy pomadki matowe w kredce. Są to chyba najnowsze odcienie 26, 27 i 28. Patrzcie:
Wszystkie nude, ale wpadające w róż, koral i brązobeż. Bardzo bezpieczne odcienie nadające się zarówno na co dzień jak i do mocniejszego makijażu oka. 
Królowa zamówienia, to oczywiście paletka theBalm - The Balm Apetit. Skusiłam się, bo była w promocji -50%, ale te cienie w sumie biorę w ciemno! 
Trzy matowe bazowe odcienie, trzy mocniej połyskujące i trzy satynowo-perłowe. Pokażę Wam ją bliżej przy okazji makijażu, ale powiem Wam, że zapowiada się świetnie! 

To tyle! Sporo tego się nazbierało, ale raczej wybrałam same pewniaki:)
Wpadło Wam coś w oko?
Czytaj dalej »
Copyright © 2014 B L O N D L O V E , Blogger