Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nivea. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nivea. Pokaż wszystkie posty

piątek, 8 maja 2015

Ulubieńcy kwietnia

Cześć, 
dziś jak widzicie w tytule - kosmetyki, z którymi nie rozstawałam się w kwietniu. Nie jest tego dużo, bo jeżeli chodzi o makijaż to z pewnością nie był to dobry miesiąc:) Jakoś tak ani ochoty, ani chęci, ani nic... Sama podstawa:) 
Zacznę od makijażu, bo jak już wspomniałam - nie ma z czym szaleć:) Zazwyczaj kończyło się na wyrównaniu kolorytu powieki. Nie znam do tego lepszego cienia niż cień z My Secret, o wykończeniu matowym w odcieniu 505. Piękny, idealnie napigmentowany beż. Koszt takiego cuda to ok. 8 zł w każdej Naturze, więc czego chcieć więcej?:) 
Jeżeli chodzi o usta, to czasem zaszalałam i nałożyłam coś odważniejszego, ale najczęściej kończyło się na bardzo delikatnej wersji. Idealnie wpisywały się w ten pomysł dwa produkty, które zawsze mam w torebce. 
Pierwszy z nich to EOS o zapachu/smaku letnich owoców. Uwielbiam go. Nawilża, chroni i jeszcze pysznie smakuje!:) Słodziutki! Mniam!:) Recenzja tutaj.
Drugi to Catrice - balsam upiększający w odcieniu Cake Pop. ładnie nabłyszcza, nadaje delikatny kolor i również pysznie smakuje i pachnie ciastkami:D Recenzja tutaj.
Tak się zastanawiam... Czy ja jestem głodna pisząc ten post?:)))))
Kolejne dwa produkty to już pielęgnacja. Wieczorem przed snem zawsze przemywałam twarz rewitalizującym tonikiem do twarzy z Kueshi. Dostałam go w lutowym beGlossy. Polubiłam się z nim za jego delikatność i piękny odświeżająco-otulający zapach. Bardzo dobry produkt, który łagodzi podrażnienia. 
Moje ręce w tym miesiącu ratował krem Regenerum. Mam bardzo suche dłonie ostatnio, a ten krem mam zawsze w szufladzie w domu i chętnie po niego sięgam. Szybko się wchłania i przynosi ulgę. 
Ostatni produkt to jednocześnie nowość. Na pewno widzieliście reklamy tego kremu. Ja kupiłam go zanim był reklamowany i skusiłam się jedynie na małe opakowanie, aby w razie czego szybko zużyć:) Nivea Care to naprawdę dobry krem, który bardzo szybko się wchłania, a więc jest idealny pod makijaż. Jest lekki, idealnie nawilżający i naprawdę przyjemny w użyciu. Kupiłam go jakoś w drugim tygodniu kwietnia i bardzo szybko podbił moje serce. Jest moim hitem ubiegłego miesiąca:D

A jak Wasi ulubieńcy? Jeżeli macie ochotę to napiszcie w komentarzu, albo zostawcie linka do bloga. Chętnie zajrzę:)
Pozdrawiam,
Blondlove

Czytaj dalej »

piątek, 6 marca 2015

Kosmetyczni ulubieńcy lutego!

Cześć, 
co prawda ucieka już pierwszy tydzień marca, ale myślę, że jeszcze się zmieściłam z tym postem w czasie:) Mianowicie, tak jak w tytule, dziś ulubieńcy lutego. Jakoś bardzo szybko umknął mi ten miesiąc:) Szczerze powiem, że nawet nie wiem kiedy:) W ogóle ostatnio dopadło mnie chyba jakieś przesilenie przedwiosenne, bo ciągle jestem jakaś taka nieswoja:) Ale wróćmy do tematu, bo tym razem skupiłam się na kosmetykach, które towarzyszyły mi cały miesiąc. 

Zacznijmy od pielęgnacji. 
Zacznę od żelu pod prysznic, a dokładnie owocowego żelu pod prysznic o uwodzicielskim zapachu marki ISANA. Kupiłam go w Rossmannie za zawrotną cenę chyba 3,99 zł. Edycja limitowana. Przyznaję się, że wzięłam go w ciemno! Zapach jest przepiękny! Pachnie jak perfumy z nutą wiśni. Delikatny, wydajny. Umila każdy prysznic. Nie zauważyłam ani wysuszania skóry, ani podrażnienia, więc naprawdę same plusy!:) 
Następnie mam szampon zwiększający objętość włosów marki JOHN FRIEDA. Normalnie kosztuje ok. 35-40 zł w Rossmannie. Ja kupiłam go w promocji za ok. 20 zł. Już nie pamiętam. Bardzo wygodne opakowanie w tubce, które pozwoliło mi zużyć go do ostatniej kropli (tak, z końcem lutego mi się skończył). Używałam go w sumie okazyjnie od września, a teraz w lutym go zużyłam dość intensywnie!:) Piękny "fryzjerski" zapach. I oczywiście naprawdę unosił włosy. Szczególnie, gdy wzmocniłam efekt suszarką:) Naprawdę dobry szampon! Warto jednak czekać na promocje.
Makijaż wstępnie lubię zmywać już pod prysznicem. W tym miesiącu pomagał mi w tym Clean Deeper z Nivea. Żel z małymi drobinkami. Nie szoruje, a delikatnie oczyszcza. Po kąpieli jedynie domywam oczy płynem micelarnym i cera jest gotowa na krem. Lubię go bardzo. Nie podrażnia, nie wysusza, lekko ściąga, nie powoduje dodatkowych wyprysków. 
Ten produkt już znacie. Krem mikrozłuszczający z Ziaji. Mogliście poczytać o nim już tutaj. Świetny krem, po którym rano wstaję z gładką buzią. Czasami robię od niego odpoczynek i nakładam na twarz krem nawilżający, ale ten jest moim must have obok łóżka. Wygładza, nawilża. Czego chcieć więcej? 

I jeszcze kolorówka:)

  1. KOBO puder konturujący w odcieniu Nubian Desert. Rewelacyjny! Więcej przeczytacie o nim tutaj. Matowy, łatwy w użyciu. Stopniuje się, rozciera. Bajka!
  2. Jeden z moich ulubionych róży - Catrice Defining Blush o odcieniu 040 Think Pink. Piękny koralowo-różowy odcień, który nadaje cerze naturalnego wyglądu i świeżości. Bardzo go lubię. Wykończenie satynowe. Mocno napigmentowany, więc trzeba uważać, aby nie zrobić sobie krzywdy. Jest moim ulubionym różem od miesięcy!:) 
  3. FM Group wypiekany róż do policzków w odcieniu Delicious Papaya. Róż rozświetlający. Jego kolor to brzoskwinia wpadająca w koral. Uwielbiam go używać szczególnie jak nie konturuję twarzy. Nakładam go na policzki i delikatnie na szczyty kości policzkowych i buzia od razu wygląda świeżo, zdrowo, naturalnie, ładnie. Cera jest lekko rozświetlona i zaróżowiona. Świetny! Wtedy jeszcze tylko brwi, rzęsy, pomadka i makijaż w 7 minut gotowy:))))
  4. Zoeva 127 luxe sheer cheek. Pędzel z naturalnego włosia kozy do różu, brązera. Ja używam go głównie do różu. Jest na tyle miękki, puszysty i skośnie ścięty, że nawet z trudnym i mocno napigmentowanym produktem można sobie w bardzo łatwy sposób poradzić uzyskując jakby mgiełkę koloru. Uwielbiam go!:)
To na tyle ulubieńców kosmetycznych.

Jeżeli chodzi o ulubieńców niekosmetycznych, to w tym miesiącu przyznaję, że raczej niewiele w tym temacie zrobiłam. Mam nadzieję, że marzec będzie obfitszy w doznania kulturowe, filmowe i książkowe!:))) Jedyny film, który w tym miesiącu obejrzałam aż 10 razy, to film z naszego wesela, który odebraliśmy od naszych Przyjaciół!:))) Jeżeli chodzi o muzykę to w dalszym ciągu króluje Mela Koteluk, ale ostatnio także Sam Smith:) 

Zostawiam Wam dwa, tak na zachętę, moje ulubione kawałki obu wykonawców:
A jak Wam minął luty? Jak Wasi ulubieńcy? Może macie jakiś dobry film, albo książkę do polecenia? Ja właśnie zaczynam "Klątwę" Heather Graham:))) Dam znać czy fajna:))) 

PS. Przypominam o rozdaniu! Do zgarnięcia paletka 10 cieni marki Zoeva! 
Pozdrawiam,
Blondlove
Czytaj dalej »

sobota, 10 stycznia 2015

Pół na pół?

Cześć,
dziś przygotowałam dla Was bardzo długi post z bardzo dużą ilością zdjęć!:) Postanowiłam w końcu zrealizować TAG - Makijaż na pół twarzy. Był on swego czasu bardzo popularny na YouTube i tak mi się spodobał, że chciałam go kiedyś wykonać!:) 

Nie od dziś wiadomo, że makijaż potrafi uwydatnić urodę kobiety i zamaskować jej niedoskonałości:) Ale czy czasem nie jest tak, że nakładamy na siebie tak wiele kosmetyków, że trudno nam rozpoznać się w lustrze po demakijażu? Właśnie ten tag jest odpowiedzią na to pytanie:) Chciałam sprawdzić jaka jest różnica między pomalowaną twarzą a zupełnie czystą! Jeżeli chcecie zobaczyć jak to u mnie wygląda - zapraszam dalej!


Każdy krok postaram się opisać. Dodam, że kosmetyki których używam to moi ulubieńcy do codziennego makijażu:)


Zaczynamy:
Zaczynam od kremu. 
Krem Nivea Pure&Natural - bardzo lekki, delikatny o bardzo przyjemnej konsystencji pomiędzy żelem a kremem:) W szklanym słoiczku, bardzo wydajny!






Podkład, którego używam to Rimmel Lasting Finish w odcieniu 100 Ivory. Polubiłam go za krycie (nie jest pełne jak obiecuje producent, ale średnie), bo nie sprawia efektu maski, wyrównuje koloryt. Jeżeli nie mam żadnych "kolegów" na twarzy to naprawdę świetnie sobie radzi. Nie czuć go na twarzy i nie zapycha mnie. Dodatkowo ładnie jakby zastyga, co wydaje mi się, że przedłuża jego trwałość. W szklanej buteleczce z pompką. Nakładam go pędzlem Zoeva - 102 silk finish. 
Tutaj można zobaczyć krycie, nałożony jedynie podkład bez przypudrowania. (Lewa strona na zdjęciu!)
Na większe niedoskonałości nakładam (wklepując) Camouflage z Catrice. Jest naprawdę dobry! Niesamowicie wydajny - uzywam go codziennie od ok. 3-4 miesięcy. Kremowy, kryjący, trwały i stosunkowo bardzo niedrogi. Warto kupić choćby na testowanie:)
Pod oczy, aby rozświetlić tę okolicę nakładam zazwyczaj Loreal True Match w odcieniu Ivory. Bardzo lekki. Ja osobiście nie mam specjalnie cieni pod oczami - chyba, że jestem nie wyspana:) ale lubię sobie tę okolicę pod okiem rozjaśnić:) Sprawdza się świetnie!


Aha! Oba korektory nałożyłam pędzlem Zoeva - 142 Concealer Buffer


Puder Rimmel Stay Matte w odcieniu transparentnym nakładam pędzlem Ecotools. Puder to już moje któreś opakowanie. Nie uzywam innego. Dobrze matuje, jest miałki, w przystępnej cenie, dostępny prawie w każdej drogerii i nie zmienia koloru podkładu. Same plusy!:)
I moja kochana kredka do brwi Catrice w odcieniu 040 - Don't let mi brow'n. Kremowo-woskowa, jak dla mnie idealna. Nawet jeżeli gdzieś jej nałożymy za dużo to bardzo łatwo ten nadmiar wyczesać dołączoną szczoteczką.



Z pudrem i brwią bez dziur:)
Czas na oko:) Posługiwałam się paletką Oh So Special Sleeka i pędzlami: Zoeva - 231 Luxe Petit Crease i 227 Luxe Soft Definer, a także Hakuro H79.
Zaczynam od nałożenia na całą powiekę ruchomą i w załamanie jasnego brązu.
Przyciemniamy załamanie ciemniejszym brązem i rozcieramy, aby granice nie były ostre. Pędzel Zoeva 227 jest tutaj dla mnie niezawodny!
Uwielbiam błysk na powiece! Nakładam połyskujący cień na środek powieki. Dolną powiekę przyciemniam tym samym ciemnym brązem co górną tylko do połowy oka i rozcieram w kierunku wewnętrznego kącika jasnym brązem (tym co na początku).

Czarny cień i pędzelek Hakuro H85.
Rysuję cienką kreskę cieniem na górnej powiece lekko wyciągając ją w jaskółkę, co podniesie trochę mój opadający kącik i zagęści optycznie rzęsy.
Moje trzy ulubieńce jesli chodzi o rzęsy. Rimmel, Avon i Inglot:) Jeżeli chcę tylko podkreslić rzęsy - używam samego Rimmela, a jeśli chcę poszaleć to...






Najpierw nakładam Wonderfull z Rimmela na górne i dolne rzęsy i rozczesuję grzebykiem z Inglota. Nie są one zbyt spektakularne (a takie lubię!) dlatego nakładam na końcówki Avon Big&Daring, która ma tak ogromną szczotkę, że zawsze się ubrudzę, ale ładnie podkręca i pogrubia:) Czasem zostawia grudki, ale rozczesuję grzebykiem i jest okej:)



Dodałam jeszcze rozświetlacz do wewnętrznego kącika i linię wodną pomalowałam cielistą kredką.
Czas na konturowanie i rozświetlenie, czyli kolejnych moich faworytów! Bronzer Bahama Mama the Balm (Uwielbiam!) - piękny zimny odcień, świetnie się rozciera, nakłada się stopniowo! Świetny! Nakładam go zazwyczaj Hakuro H14. Rozświetlacz to Make Up Revolution  w odcieniu Peach. Daje piękną taflę takiego zdrowego rozświelenia! 



Na usta, a właściwie połowę ust:) nakładam pomadkę Avon Ultra Colour w odcieniu Sangria. 







Ta dammmmm! 
Przed!
i po!

Ja osobiście zdecydowanie wolę efekt po! Jedynie na uczelnię czy jak kto woli zmieniłabym szminkę na jaśniejszą lub na pomadkę ochronną:) 


I jak Wam się podoba? Który krok robi największe wrażenie? Czy aż tak bardzo makijaż zmienia? Ja miałam świetną zabawę! A jak jest z Wami? Czy Was też makijaż upiększa czy może tworzy z Was zupełnie inną osobę? :) Mi na pewno dodaje lat, ale to na plus!:)
Nie taguję nikogo, ale jeśli ktoś zrobi ten Tag, to zostawcie link w komentarzu - chętnie popatrzę:)
Pozdrawiam,
Blondlove
Czytaj dalej »

piątek, 28 listopada 2014

Denko po raz drugi!:)


Czytaj dalej »

czwartek, 23 października 2014

Pierwszy projekt denko!


Czytaj dalej »
Copyright © 2014 B L O N D L O V E , Blogger