Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lirene. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lirene. Pokaż wszystkie posty

środa, 22 czerwca 2016

Lirene, Shiny Touch - mineralny rozświetlacz do twarzy i oczu

Cześć,
nie mylicie się, dobrze widzicie! Dziś kolejny rozświetlacz. O mojej aktualnej kolekcji możecie poczytać tutaj. Tym razem jest to kosmetyk marki Lirene i tak dużo o nim słyszałam wcześniej, że w końcu go kupiłam. Tak naprawdę to mam go około dwóch miesięcy, ale dopiero ostatnio zaczęłam sięgać po niego częściej. 
Kosmetyk zamknięty jest w prostym, ale eleganckim opakowaniu. Nie jest to bardzo gruby plastik, ale nie jest to też ten najgorszy. Wieczko jest przeźroczyste, co pozwala na szybsze znalezienie kosmetyku i kontrolę jego zużycia. Zamyka się na klik. Szata graficzna minimalistyczna - podoba mi się, bo nie przytłacza oryginalnego wyglądu kosmetyku. 
Powierzchnia rozświetlacza jest pięknie wytłaczana. Geometryczny wzór cieszy oko. Jak zauważyliście, składa się z czterech odcieni - od srebrzysto-białego przez beże do szampańskiego. Na wielu zdjęciach w Internecie widzę, że obok białego jest różowy. Nie wiem o co chodzi, u mnie ten odcień jedynie delikatnie wpada w róż (trzeba się przyjrzeć).
Pachnie. Zapach kojarzy mi się z naprawdę dobrym mydłem. Nie przytłacza, nie utrzymuje się na skórze, ale na pewno uprzyjemnia aplikację kosmetyku. Na prawdę ładnie - siedzę teraz i zamiast pisać, to co chwilę sobie wącham. Podoba mi się. 

Odcień można sobie skomponować. To znaczy, że możemy użyć części chłodniejszej lub bardziej szampańskiej w zależności od potrzeb. 
Po roztarciu, efekt jest delikatny, ale możliwy do stopniowania. Nie uzyskamy nim jednak efektu tafli. Jest to raczej produkt do makijażu dziennego lub w okazjach, gdy nie potrzebujemy tego rozświetlania aż tak mocnego. Daje efekt bardzo naturalny, ładny, elegancki. Ja ostatnio używałam go na Pannie Młodej, która potrzebowała rozświetlenia, ale bała się, aby nie był przesadzony. Ten produkt sprawdził się rewelacyjnie. 
Tu jest efekt jaki uzyskałam na sobie, a wiecie, że ja nie oszczędzam:D Mi się bardzo podoba! Dodam tylko, że produkt zostawia delikatne drobineczki, ale trudno nimi byłoby uzyskać efekt "kuli dyskotekowej", więc są naprawdę maluteńkie i subtelne. Nie zapchał mnie i nie zrobił mi krzywdy. 
Cena: około 20 zł. Widziałam je w Naturze. 
Znacie? Używacie? 
Czytaj dalej »

sobota, 2 stycznia 2016

Pielęgnacja mojej cery "od święta" - czyli jak przywrócić ją w trzech krokach do ładu?

Cześć,
przyznam się Wam szczerze, że jestem bardzo niekonsekwentna i nieregularna jeśli chodzi o pielęgnację. Co roku postanawiam nawilżać codziennie ciało, nakładać regularnie odżywki na włosy i maski na twarz... Niestety, co roku to nie wypala...! Ba, często nawet kremu na twarz nie nakładam. Eh! :/ Koniec tego publicznego rachunku sumienia, mam nadzieję, że w tym roku to wszystko się zmieni. 

Oczywiście zawsze wykonuję demakijaż, w ruch też musi iść płyn micelarny, tonik, czasem krem... ale wiadomo, że jedynie to, nie wystarczy na dłuższą metę i cera po jakimś czasie domaga się swojej uwagi. 


Dziś opowiem Wam o rytuale, który ma przywrócić moją cerę do ładu, gdy uświadomię sobie jak jest niedopieszczona:) Wiadomo, że nie będzie to efekt długotrwały, ale zaczynajmy od małych kroków:)


Krok 1. Zmywanie makijażu

O tym nie zapominam nigdy! Mogę paść zmęczona na twarz bez prysznica pod warunkiem, że jest oczyszczona z makijażu. Dlaczego? Po pierwsze boję się, że zapchają mi się pory i obudzę się z atakiem obcych na mojej twarzy (brrrr!), po drugie - mam wrażenie, że cera pod makijażem, który już jest jakiś czas na twarzy się dusi, a po trzecie nie cierpię mieć brudnej poduszki od różu, podkładu, bronzera i wszystkiego co miałam nałożone. Pamiętajmy! Demakijaż to podstawa!

Krok 2. Peeling

Przypomniałam sobie o peelingu drobnoziarnistego z Naobay. Zdziera naprawdę dobrze i pozostawia cerę idealnie gładką. Dzięki temu zabiegowi kolejny krok będzie o wiele efektywniejszy.

Krok 3. Maska

Przyciągnęła mnie dziś w Rossmannie Lirene - Witaminowa maska intensywnie nawilżająca. Pomyślałam: "To jest to, czego pragnie moja cera". Zachęcający opis producenta:
I konsystencja: 
Moja opinia: Trzymałam ją na twarzy ok. 30-40 minut, ładnie się wchłonęła, jedynie w miejscach, gdzie nałożyłam jej grubiej, musiałam ją ściągnąć. Efekt jest zadowalający. Cera jak na razie jest bardzo ładnie nawilżona i odżywiona. Uważam jednak, że lepsze efekty uzyskuję maską Tołpy Czarna Róża. Możecie poczytać o niej tutaj - klik. Lirene ma konsystencję gęstego kremu, a Tołpa gęstego jogurtowego kremu - jest dla mnie przyjemniejsza:)

Mam nadzieję, że będę taki rytuał powtarzać raz w tygodniu, że wrócę do maskowych śród i będę mogła znów Wam opisywać różne specyfiki w tej dziedzinie!:) Zresztą wyjdzie mi to tylko na dobre, bo przecież makijaż na zadbanej cerze wygląda o stokroć lepiej! :) 


A Wy? Jak dbacie o swoją cerę? Jesteście regularne w jej pielęgnacji?

Pozdrawiam,
Beata - Blondlove
Czytaj dalej »
Copyright © 2014 B L O N D L O V E , Blogger