Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pielęgnacja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pielęgnacja. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 16 października 2017

Biała maska na zaskórniki | Czy działa?

   Wyobraźcie sobie, że ta maska to już u mnie leży od czerwca i dopiero teraz doczekała się swoich 5 minut na blogu i około 30 minut na mojej twarzy! Dostałam ją od Kingi i Pawła, którzy myśleli o mnie podczas swojej podróży poślubnej dookoła Świata. To są szaleni ludzie, dlatego tym bardziej mi miło, bo to to nie jest jedyna maska, którą dostałam! Takie wsparcie od innych jest nieocenione! 
   W sobotę byłam na weselu i w makijażu paradowałam dokładnie 22 h. Jeżeli chcecie, to zdradzę Wam w którymś poście co przetrwało na mojej twarzy od 6 rano do 4 nad ranem z jedynie delikatnie świecącym się czołem. Sama byłam zdziwiona tą magią! Nie ulega jednak wątpliwości, że po takim dniu, cera potrzebowała dogłębnego oczyszczenia, a to najlepszy czas na testy!
Maska jak widzicie, jest naprawdę niewielkich rozmiarów. Pochodzi z Azji, ale może Kinga w komentarzu napisze skąd dokładnie (jeśli jeszcze pamięta). Ma napisy po angielsku, ale tak naprawdę to one są w 100% zbędne, bo wszystko jest na niej jaśniutko wyrysowane. Te azjatyckie obrazki są tak urocze, że nawet wągry wyglądają na nich 'zabawnie'. 
Instrukcja również jest prosta. Jeżeli nie widać dokładnie to najpierw:
1. robimy parówkę. Ja zaparzyłam rumianek na dnie dużego garnka, tak aby włożyć głowę i aby para otuliła moją twarz.
2. osuszamy i nakładamy maskę... I tu pojawił się problem, bo maski jest na tyle 'dużo', że starczyło mi tylko na czoło i nos :D Nie ma szans, abym pokryła całą twarz tą zawrotną ilością.
3. Czekamy, aż zaschnie i odrywamy. U mnie maska schła około 30 minut. 
4. Twarz jest oczyszczona, gładka i promienna :)
Konsystencja jest dokładnie taka jak popularnej czarnej maski, ale zdecydowanie ładniej i delikatniej pachnie. Nie jest też tak agresywna przy odrywaniu, ale...
Maska na twarzy zastyga i po chwili zaczynają przebijać czarne kropeczki, ale nie wierzyłam, że je wyciągnie. Po oderwaniu wygląda jak wyżej. Bliżej (jeżeli jesteś bardzo wrażliwa lub wrażliwy, to nie patrz teraz) wygląda tak: 
Ona naprawdę wyciąga. Bez ściemy! :D Sama jestem zaskoczona. Nie jest to 100% oczyszczenie, ale jestem pod wrażeniem. Te azjatki to chyba jednak wiedzą co robią. Nie znalazłam jej niestety nigdzie do kupienia, ale znalazłam informację, że ona chyba pochodzi z Tajlandii. 
Znacie jakiś odpowiednik takiej maski peel off?
Tylko nie czarna, bo to czarny klej do tapet :D 
Czytaj dalej »

piątek, 13 października 2017

Satynowe dłonie w trzech krokach | Mary Kay | Hit czy kit?

   Jeżeli czytacie mnie regularnie albo od jakiegoś czasu, to wiecie, że zdecydowanie największym moim mankamentem są dłonie. O ile z paznokciami sobie radzę (czytaj chodzę do zaufanej Manicurzystki) to ze skórą na dłoniach, gdy tylko spadną temperatury mam cyrki. Sucha, pękająca, spierzchnięta... no naprawdę niezły bałagan. Mamy to jednak chyba rodzinne, bo zarówno Mama jak i moja Siostra też borykają się z tym problemem. 
   W tym roku jednak zaplanowałam to inaczej i wiem, że będzie lepiej! W moje ręce wpadł zestaw 'Satynowe Dłonie' o zapachu białej herbaty i cytrusów. Trzy proste kroki do pięknych dłoni:
Krok pierwszy - ochronny krem zmiękczający:
Gęste mazidło, które rozprowadzamy na dłoniach. Zarówno możemy to zrobić na mokrych jak i suchych dłoniach. Ja preferuję tę pierwszą opcję. Ten krok jest bezzapachowy.

Krok drugi - Peeling Wygładzający z Masłem Shea:
Wygodna popmka jest bardzo praktyczna, gdy mamy już obtłuszczone ręce po kroku pierwszym. Jedna pompka wystarczy, aby dokładnie wymasować dłonie. Następnie spłukujemy pod ciepłą wodą i osuszamy dokładnie ręce. Zapach jest piękny. Jak ktoś lubi herbatę, to na pewno będzie zadowolony. 

Krok trzeci - Odżywczy Krem do Rąk z Masłem Shea:
Nawilżamy dokładnie i wmasujemy w skórę. Wystarczy naprawdę nie wiele użyć, aby dłonie były dokładnie otulone kremem. Po tym kroku dłonie dosłownie chwilkę pozostają lepkie aż do wchłonięcia. Zależne jest to od ilości jakiej użyliśmy. 

Konsystencje:
Od góry mamy je tak jak idą kroki. Pierwszy produkt jest bardzo gęsty jak bardzo bogata maść, drugi lejący, ale pełen drobinek, a trzeci to typowy krem. 

Moja opinia:
Będę polegać na tym, że przetestowałam ten zabieg nie tylko na sobie, ale też na mojej Mamie i Siostrze. Moja Mama już po pierwszym użyciu była na tyle zachwycona, że zapragęła mieć swój zestaw w domu, a Magdzia choć nie lubi takich rzeczy, przyznała, że to jest fajne i mogłaby tego używać. Ja jestem zachwycona! Dłonie po takim zabiegu są wypielęgnowane i niesamowicie gładkie! Efekt ten utrzymuje się przez kilka dni, ale warto tę czynność powtarzać regularnie, aby utrzymać odpowiedni poziom nawilżenia!

Zestaw możecie obejrzeć tutaj, ale kupić jedynie u Niezależnej Konsultantki Mary Kay. Ja polecam Wam Joannę Skowron.
Moim dłoniom już chłody niestraszne!
Czytaj dalej »

poniedziałek, 9 października 2017

4 produkty, 3 kroki i 2 minuty do zadbanej cery | Mary Kay | Zestaw TimeWise®

   No dobra. Wiecie, że lubię proste rozwiązania pielęgnacyjne takie jak na przykład maski w płachcie, bo nie trzeba zmywać. Do tej pory moja pielęgnacja twarzy rano i wieczorem była czysto przypadkowa. Rano raczej zapominałam i przypominało mi się dopiero przed makijażem o oczyszczeniu i kremie, a wieczorem oczyszczanie i aloes był moim punktem stałym :) Te czynniki skłoniły mnie do przetestowania zestawu TimeWise od Mary Kay. Dziś mija miesiąc. Czy jestem zadowolona i co bym zmieniła? Zapraszam dalej :) 
Zestaw składa się z: mleczka 3-w-1 (oczyszcza, delikatnie złuszcza i odświeża skórę), nawilżającej emulsji przedłużającej młodość, 88 ml (zmniejsza pojawianie się zmarszczek i intensywnie nawilża), serum na Dzień z filtrem SPF 30, 29 ml (chroni przed promieniowaniem zapobiegając zmarszczkom i nierównemu kolorytowi cery) i serum na Noc, 29 ml (odżywia redukując głębokie linie i zmarszczki). Kolejność używania to: mleczko, osuszenie twarzy, serum i na koniec emulsja. Zaznaczę jeszcze, że posiadam zestaw do cery normalnej i suchej, bo ostatnio szła ona w tym kierunku (wcale się nie dziwię). Po kolei:
Mleczko 3 w 1 - 127 ml (klik)
Mleczko ma za zadanie oczyszczać, złuszczać i odświeżać. Nie uczula i nie zatyka porów. Jest delikatnie i nie podrażnia. U mnie świetnie sprawdzał się jako doczyszczenie buzi po prysznicu lub po nocy. Posiada bardzo delikatne drobinki. Nie robi takiego typowego złuszczania i oczyszczania, dlatego w tygodniu polecam robić maski oczyszczające i peelingi mechaniczne czy też enzymatyczne. To mleczko jednak pozwala utrzymać efekt. Samo w sobie nie zostawia żadnego filmu na skórze, jest beztłuszczowy. Po nim skóra wręcz domaga się nawilżenia. Raz nie chciało mi się przyznaję, ale szybko wróciłam, bo skóra po samym oczyszczaniu mleczkiem była taka nijaka i nie ma opcji, by nie nałożyć kremu.
Edytowano: Mleczek do twarzy nie lubię, ale to przechodzi u mnie, bo używa się go jak żelu, czyli nakładam na mokrą skórę twarzy, masuję i zmywam letnią wodą. 
Serum na dzień (klik) i noc (klik) 
Polecam kupować w zestawie, bo bardziej się opłaca. To na wstępie, a teraz konkrety. Serum wydają się małe, ale za chwilę wstawię Wam zdjęcie po równym miesiącu stosowania. Nocne jest żelowe i zecydowanie bardziej urodziwe. Te pastelowe kapsułki w środku są urocze i nie jest to tylko ozdobnik, ale  witaminy i antyoksydanty zamknięte w środku, połączone z peptydem, który pobudza produkcję kolagenu, a tym samym wygładza i ujędrnia skórę. Czy to działa? Moim zdaniem tak. Jest lekki, beztłuszczowy, wydajny i rano skóra wygląda zdecydowanie lepiej. Dzienne nie wygląda już tak wyjątkowo, ale jest z filtrem SPF, który w pielęgnacji dziennej jest bardzo wskazany. Serum na dzień jest uzupełnieniem serum nocnego, aby działać całodobowo.
A tu serum po miesiącu codziennego stosowania (zdjęcie robione dosłownie przed godzinką:

Nawilżająca emulsja przedłużająca młodość (klik)
Bardzo lekka formuła, która odczuwalie nawilża skórę twarzy. Szybko się wchłania i jest odpowiedni dla skóry wrażliwej. Ja po miesiącu stosowania mam jedynie jeden wniosek. Otóż, na początku, gdy ta moja cera była w gorszej kondycji to byłam z tej emulsji zadowolona w 100%. Teraz wydaje mi się, że moja cera przeszła w stan mieszany z tendencją do różnych niespodzianek (za dużo czekolady i pączków) i dlatego na dzień wydaje mi się pod makijaż zbyt bogata. Używam jej na noc i w dni, w które się nie maluję. Niech działa! Muszę sobie zakupić tą wersję do mieszanej i tłustej, która sprawdzi mi się w dzień i z tego, co zauważyłam to zdecydowana większość kobiet tak używa tego zestawu :)

Zestaw TimeWise (klik)
Zestaw tych czterech produktów dostarcza skórze 11 właściwości przeciwdziałających starzeniu się skóry w jednym zestawie: oczyszczanie, złuszczanie, odświeżenie, pobudzenie, nawilżanie, wygładzenie, ujędrnianie, ochrona, odnowa i redukcja drobnych linii i zmarszczek. Jest odpowiedni dla osób o skórze wrażliwej i tych z bardzo wrażliwą skórą. (ze strony Mary Kay). I w sumie są to obietnice spełnione. 

Wydajność:
Tyle produktów używam o poranku. Wieczorem zamieniam tylko serum. Starczy mi ten zestaw zapewne na około 3-4 miesiące. 

Moja opinia: 
  • Moja cera jest nawilżona, jędrna i napięta. Gdybym tylko pilnowała się z czekoladą to byłoby idealnie :D 
  • Kosmetyki szybko się wchłaniają i nie posiadają mocnego zapachu. Nie są w 100% bezzapachowe, ale nie posiadają żadnego konkretnego.
  • Najważniejsze! Wygoda! Wchodzę do łazienki i wiem co zrobić. Dodatkowo przy małym dziecku, czy podczas spieszenia się rano jest to naprawdę szybki sposób na zastrzyk witalności dla skóry twarzy. 
  • Warto oprócz tego zestawu i w sumie jest to konieczne stosować też inne sposoby oczyszczania skóry - peelingi, maski oczyszczające. Same te trzy kroki nie wystarczą. Owszem cera będzie ładna, ale to nie będzie jej 100% możliwości.
  • Napiszę Wam też, że jak do kolorówki z MK nie mogę się jeszcze w 100% przekonać, to ta pielęgnacja jest świetna! Po kobietach na różnych forach widzę też jak są zadowolone z efektów. 
  • Ach! I oczywiście, że z Aloesu nie zrezygnowałam! Przynajmniej raz w tygodniu ląduje w formie maski na twarz przed snem - za bardzo go lubię :)
Ten post powstał w wyniku współpracy z Mary Kay, ale opinie w nim wyrażone są moimi własnymi. 

Czytaj dalej »

środa, 13 września 2017

Innowacyjna maska z biocelulozy | Mary Kay | Moja opinia

    Po zwariowanym weekendzie, w poniedziałek nastał idealny moment na zrelaksowanie się podczas robienia maski na twarz. Kiedyś tu na blogu prowadziłam serię maskową w środy i wiecie, co? Może warto do tego wrócić! Do testów dostałam tę maseczkę w czwartek, ale chciałam pod nią dokładnie twarz oczyścić, by była dla niej jak największą korzyścią. Czy tak się stało? Wiem jedno! Maska na pewno jest wyjątkowa i warto o niej wspomnieć tu na blogu :) 
Na początek obietnice, czyli to od czego warto zacząć. 

"Liftingująca Biocelulozowa Maskę TimeWise Repair™ widocznie unosi i ujędrnia skórę oraz pozostawia ją wyraźnie młodszą już po dwóch tygodniach stosowania. Skóra jest widocznie bardziej promienna, miękka i gładka już po pierwszym użyciu. Potwierdzono klinicznie, że powoduje wzrost poziomu nawilżenia skóry przez 24 h." 

Odważnie, co?
Pewnie wiele z Was zastanawia się co to jest ta bioceluloza... Nie martwcie się, ja też musiałam poszukać i ogarnąć :) Bioceluloza to nic innego jak czysty materiał roślinny uzyskiwany z wody kokosowej. Połączone włókna tworzą niezwykle chłonną, trójwymiarową „tkaninę”, dzięki której maska jest wypełniona kompleksem dobrych dla skóry składników (między innymi ekstrakt z ziaren owsa, wyciąg z kwiatu orchidei, a także hialuronian sodu, znany ze swych właściwości nawilżających skórę czy też witaminę E). Ten specyficzny materiał maski sprawia, że produkt ten ściśle przylega do skóry, przekazując jej wszystkie odżywiające składniki, podczas 20-30 minutowej aplikacji. 
Po tych zdjęciach już pewnie zrozumieliście, że to nie jest zwykła maska w płacie. Podczas 30 minutowej aplikacji czułam delikatne mrowienie, ale nie drażniące a jakby wchłaniające. Tak jakby cała zawartość chciała przeniknąć w moją skórę. Aplikacja jest banalna, bo otwieramy maskę...
...i wyciągamy bardzo mokry kwadrat, który po rozłożeniu przypomina kształt wszystkich innych masek w płacie. Rozkładamy go więc i odrywamy jedną z trzech warstw. Dopasowujemy maskę do twarzy i ściągamy warstwę wierzchnią. Przez 30 minut staramy się relaksować (możemy nawet zakryć oczy), ale jeśli nie jest to możliwe to nic się nie dzieje, bo maska idealnie przylega do twarzy. Nie przesuwa się, nie odrywa nigdzie i nic z niej nie kapie. Jest bardzo komfortowa. 
W opakowaniu zostaje jeszcze sporo płynu i nie polecam tego wyrzucać! Ja codziennie po pielęgnacji nakładam jeszcze cienką warstwę tego płynu, bo bardzo zmiękcza twarz, mocno nawilża i błyskawicznie się wchłania. Możecie też wykorzystać go na szyję i dekolt.

Więcej o tej masce przeczytacie tutaj: http://tiny.pl/gjvrl.

Dla kogo jest ta maska? 
Dla każdego rodzaju cery w każdym wieku :) Dla cery dojrzałej polecam serię dwutygodniową, czyli 2 maski w tygodniu.

Co ja o niej myślę?
Zdecydowanie spełnia obietnicę producenta jeżeli chodzi o efekty po pierwszym razie. Cera ma bardziej wyrównany koloryt, zdrowy blask i jest bardzo mięciutka. Co ciekawe, efekt faktycznie nie znika, a utrzymuje się przez bardzo długi czas. Najlepszy efekt widziałam na drugi dzień rano. Cera po nocy była uspokojona, wciąż miękka i wygładzona. 
Choć cena z pewnością nie jest dla każdego, to ja ją polecam. Szczególnie kobietom po 25/30 roku życia kiedy cera zazwyczaj zaczyna tracić jędrność i blask :) Ja jestem zadowolona z efektów, ale kobiety, które testowały ją razem ze mną z cerą dojrzalszą niż moja były zachwycone efektami, więc warto spróbować!

Jak kupić?
Zakupy można robić przez stronę www.marykay.pl  z pomocą wybranej konsultantki z Waszego miasta. Na Żywiecczyźnie polecam Joannę. 

Jakie maski są godne polecenia według Was?
Co chcecie bym przetestowała?
Czytaj dalej »

poniedziałek, 11 września 2017

Openbox | Mary Kay | Zestaw podstawowy | pielęgnacja i kolorówka

   Kosmetyki Mary Kay ciekawiły mnie od dawna ze względu na dobre opinie o ich pielęgnacji. Zdecydowałam się jednak nie na samą pielęgnację, a cały zestaw startowy ze względu na lepszą cenę. Nie, nie chcę być konsultantką, ale jeżeli kosmetyki okażą się fajne to oferta będzie dla mnie korzystniejsza. Postanowiłam Wam je zrecenzować, ale najpierw zobaczycie co zawiera zestaw startowy. Powiem Wam też jak je zamawiać, ale to na końcu :) 
Zestaw, który cieszy mnie najbardziej to zestaw trzyetapowej pielęgnacji - oczyszczanie, serum (dzień i noc) i emulsja nawilżająca. Na zdjęciu widzicie też krem pod oczy. Wreszcie mam to uporządkowane, bo do tej pory miałam tylko aloes na noc, krem na dzień i żel do mycia twarzy pod prysznicem. Nawet jak chciałam wdrożyć serum to nie wiedziałam jakie i kiedy i jak. Tutaj mam wszystko rozwiązane, a te trzy kroki trwają 3 minuty. Oczyszczamy twarz, spłukujemy, nakładamy kroplę serum, wcieramy i nakładamy emulsję oraz krem pod oczy. Tak samo rano jak i wieczorem, ale zmieniamy serum. Powiem Wam, że już po kilku dniach widzę tego sens. 
Z pielęgnacji dostałam też beztłuszczowy płyn do demakijażu oczu, ale jeszcze nie mogę nic na jego temat powiedzieć:
Oczywiście nie obyło się bez kolorówki:
Podkład matujący i rozświetlający - niestety ciemne, ale rozjaśnię je mikserami i będzie okej, albo dokupię jaśniejsze. Tusz do rzęs czarny, błyszczyk, dwa podkłady mineralne i dwa pędzle. Zapowiada się dobrze. Podkład rozświetlający wygląda na twarzy naprawdę ładnie, a jako ciekawostkę Wam powiem, że z tych kosmetyków korzystają między innymi wizażystki z TVN, więc oczekiwania mam spore :)
Na koniec zestaw "Satynowe dłonie", czyli ochronny krem zmiękczający, peeling wygładzający i odżywczy krem do rąk wzbogacony masłem shea. Zestaw pachnie białą herbatą i cytrusami, co jest bardzo relaksujące, a efekt widoczny od razu :) 

W paczce dostałam też mnóstwo materiałów pomocniczychw pracy konsultantki, ale mnie interesują jedynie kosmetyki, dlatego nie będę tutaj nimi zaprzątać bloga. Zakupy można robić przez stronę www.marykay.pl  z pomocą wybranej konsultantki z Waszego miasta. Możecie też umówić się z daną konsultantką w domu, która pozwoli Wam nie tylko wszystko przetestować, ale też dobierze Wam idealną pielęgnację. Ja na Żywiecczyźnie polecam Wam Joannę Skowron, z którą osobiście współpracuję (link do zakupów z tą konsultantką), a która dojedzie wszędzie i doradzi naprawdę profesjonalnie. 

Ze swojej strony obiecuję jak zawsze rzetelne recenzje, 
bo dużo od tych kosmetyków wymagam! 

Znacie te kosmetyki?
Może macie coś godnego polecenia z Mary Kay?
Czytaj dalej »

wtorek, 8 sierpnia 2017

Makijaż w upale | Co mi się sprawdziło? | Budapeszt w kilku kadrach

   Miniony weekend był zdecydowanie jednym z najbardziej słonecznych i upalnych. W samym Budapeszcie w piątek w najgorętszym momencie termometr pokazał 53 stopnie na plusie. Nie dajmy się zwariować, bo aż tyle może nie było, ale ponad 40 na pewno! Szukaliśmy tylko skrawka cienia i piliśmy wodę litrami, a gdyby nie ciekawość miasta, to zwiedzilibyśmy Budapeszt z perspektywy klimatyzowanego autobusu! Sobota była zdecydowanie chłodniejsza (jeżeli 35 stopni uznamy za chłodniejsze!), ale chyba już się zaaklimatyzowaliśmy i było łatwiej :) Mam dla Was kilka zdjęć z wypadu do Budapesztu jak i chciałabym pokazać Wam co sprawdziło mi się podczas tych dwóch upalnych dni :) Zapraszam!
Zacznę od nowości, którą w promocji kupiłam za około 11 zł i szczerze, to nie sądziłam, że się sprawdzi. Evree, Magic Rose - różany tonik do twarzy. Produkt do tonizowania skóry mieszanej z wodą różaną i kwasem hialuronowym. W pierwszej wersji miał być mi pomocny przed nakładaniem makijażu, ale wyczytałam, że świetnie sprawdzi się w scalaniu i odświeżaniu makijażu w ciągu dnia. Ja Wam napiszę tak - to wybawienie na upały w płynie! Korzystałam z niego zarówno ja, jak i mąż i oboje byliśmy zachwyceni. Tonik odświeżał twarz, nawilżał ją i przynosił ukojenie. Mam wrażenie, że skóra po nim się troszkę mniej pociła i była mięciutka. Nie rozpuścił mi makijażu mimo spryskiwania się obficie średnio co 2-3 godziny. Jest skubana wydajna, bo w ciągu dwóch dni intensywnego korzystania, wykończyliśmy tylko około 1/6 pojemności 200 ml. Ach! Zapach typowo różany, piękny i nie utrzymujący się na skórze. Przetestujcie na sobie! 
Przyznaję się, że zapomnieliśmy kremu z filtrem... Nie bierzcie ze mnie przykładu! Na szczęście podczas wycieczki spaliło nas nieznacznie. Ukojenie przyniósł nam żel Aloesowy Holika Holika. Szczerze powiedziawszy, to chyba nawet nie ma potrzeby dłużej o nim pisać. Ja go zdecydowanie uwielbiam! Jest lekki, kojący, nawilżający i zdecydowanie radzi sobie z oparzeniami słonecznymi. 
To, co interesuje Was chyba najbardziej..., czyli Makijaż!
Baza. Zabrałam lekki podkład i krem BB. Pierwszego dnia miałam na sobie Healthy Mix z Bourjois i sprawdził się świetnie. Starł mi się jedynie po czasie z nosa, ale świetnie trzymał się na reszcie twarzy. Swoją drogą makijaż robiłam o 3 nad ranem i jeszcze w nim spałam w autokarze, a zmywałam przed kolacją ok. 18.30 i nie wyglądał bardzo tragicznie :) Dało radę! Pierwszego dnia, po kolacji mieliśmy jeszcze wycieczkę na nocną panoramę miasta - tu sprawdził się krem BB z Golden Rose, który po prysznicu i masce z aloesu, nie obciążył już cery, a idealnie wyrównał jej koloryt. W sobotę jednak nałożyłam już Fit Me z Maybelline (swoją drogą jest to pierwszy podkład tej marki, który się u mnie naprawdę sprawdził) i korektor z Eveline. Wszystko przypudrowałam Fixing Powder z Wibo (rewelacja!). 

Mój sposób na makijaż twarzy w upał?
Najlepiej jego brak, ale jeżeli już wiem, że będę potrzebowała trwałego, nawilżającego makijażu to stawiam na dobre nawilżenie cery, lekki podkład, korektor i baking. Uwielbiam go robić przy pomocy wilgotnej gąbeczki. Po prostu nie nakładam pudru przy pomocy pędzla, a wtłaczam go gąbeczką skupiając się na środku twarzy i obszarze pod oczami. Resztkę wtłaczam w pozostałe części twarzy. U mnie się to sprawdza! Dodatkowo wszystko spryskałam mgiełką z Evree i wyglądało to ładnie :) Polecam Wam do bakingu ten Fixing Powder, bo nie bieli twarzy i zostawia twarz półsatynową. Nie spłaszcza nam twarzy do ciężkiego matu. 
Połączenie idealne, czyli bronzer i rozświetlacz! 
Ten z Golden Rose - Mineral Teracotta Powder i Becca - Opal tworzą parę idealną! Podkreślają opaleniznę, wyglądają naturalnie i tworzą makijaż, który ja latem lubię, czyli lekko, zdrowo i świetliście. Przy tym połączeniu róż nie jest już niezbędny, ale może stanowić fajny dodatek. Ja z niego zrezygnowałam :) 
Tusz mocno pogrubiający to ten z Marca Jacobsa. Dlaczego akurat ten? Podkreśla rzęsy bardzo wyraźnie. Może nie rozczesuje idealnie rzęs, ale w takim szybkim makijażu letnim sprawdził się świetnie! Przecież nikt z bardzo bliska na mnie nie patrzył, a z odległości oko było zaznaczone. Trzymał się cały dzień, nie osypał się i nie stworzył Pandy :) Lubię go! Nie wydłuża i nie podkręca, ale zdecydowanie pogrubia :) 
Brwi są ważne! 
Moja BrowSatin z Maybelline już powoli kieruje się w stronę denka, ale to tylko świadczy o tym, że ją bardzo lubię. Przy jej pomocy jestem w stanie naprawdę szybko podkreślić brwi. Brakuje mi w niej tylko grzebyczka, ale chyba nie można mieć wszystkiego :) 

To chyba wszystko z zakresu makijażu. Usta w pierwszy dzień posmarowałam balsamem z EOS, a w drugi dzień pomalowałam pomadką Wibo, Million Dollar Lips w odcieniu 6 pasującym do mojej chusty na głowie :) Teraz kilka zdjęć!
Zrobiłam w tej stylizacji około 12 km! :) Dlaczego spódnica? Bo okalając nogi, chłodzi je i chroni od Słońca, a bluzka Hiszpanka opuszczona - pozwoliła na równomierne spalanie, a w razie wchodzenia do Kościoła, stwarzała przyzwoite zakrycie ramion :) Polecam! 
W drugi dzień postawiłam już na ultralekką koszulę, krótkie spodenki i chustę na głowie. Też megawygodnie, a ochroniłam już spalone ramiona :) 
Kilka słów o Budapeszcie:
Piękny. Zachwycająca architektura i bardzo przejmujące niektóre z pomników. Najbardziej podobał mi się kościół Macieja, Baszty Rybackie, Parlament i Bazylika. Polecam z całego serca zobaczyć Panoramę Miasta nocą - niesamowite! Generalnie to podobało mi się bardzo, ale nie zakochałam się na tyle, aby myśleć o powrocie tam :) 
 A Wy? Gdzie spędziliście wakacje?
Co sprawdza Wam się w takie upały?
Dotrwaliście?
Czytaj dalej »
Copyright © 2014 B L O N D L O V E , Blogger