Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ulubieńcy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ulubieńcy. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 16 listopada 2017

Perełki | Bez nich makijaż nie istnieje | Moje hity!

   Na początku baaardzo dziękuje Wam za odzew po ostatnim poście! Jesteście kochani i cudowni! Warto tu być, warto tworzyć! Dziś mam dla Was moje perełki, czyli kosmetyki, które mnie w sobie rozkochały. Praca z nimi jest przyjemna, a efekt nie wymaga ogromnego wysiłku. Pokażę Wam podkłady, palety, bronzery... Oczywiście to nie jest wszystko! Są to tak naprawdę nowości, które kupiłam w ciągu ostatniego pół roku i stały się dla mnie hitami! Ciekawi? To chodźcie!

1. Pudry - Laura Mercier i Golden Rose
Laura Mercier Transcludent - ją chyba znają wszyscy i u znacznej większości po jej użyciu wystrzeliwują fajerwerki, a Anioły śpiewają pieśń pochwalną! Sprawdza się u mnie pod oczami jak i idealnie wygląda na reszcie twarzy. Najlepszy efekt uzyskuję wilgotną gąbeczką. Wiem, że jak mi się skończy, to kupię kolejną. Jest mega wydajna! Najlepszą cenę znajdziecie w promocji w Douglas, albo w sklepie internetowym strawberrynet.com gdzie ja osobiście ją kupiłam :D 

Golden Rose, Matujący puder transparentny sypki - jest tak miałki i drobniusieńki, że aż miło! Idealnie sprawdza się do bakingu, do zagruntowania korektora na powiece, do pudrowania całej twarzy. Często mieszam go razem z Laurą, by wzmocnić efekt matu na dłużej przy zachowaniu satynowego efektu Laury. Już mi się skończył i kupuję kolejny.

2. Palety
Okej, kocham wszystkie, ale postanowiłam ograniczyć się tutaj do trzech, po które sięgam najczęściej. No to po kolei:

Huda, Rose Gold Edition -  brązy, modne borda, beż, czerń i cienie błyszczące. Połączenie idealne! Sięgam po nią naprawdę chętnie i często, a nawet jeśli nie po maty, to po te cienie foliowe. One robią makijaż dosłownie! Nie wyobrażam sobie już bez niej mojego kufra! 

Tune Cosmetics - to może zaskoczenie, bo to nowa marka na polskim rynku kosmetycznym, ale uwierzcie - jest o co robić szum. Ta pigmentacja, to rozcieranie, ta samowystarczalność palety (beż, czerń, cienie przejściowe) to po prostu bajka. Moje Zoevy odeszły w niepamięć na rzecz tej palety. Czy dzienny, czy wieczorowy - to nie ma znaczenia. Zrobicie nią wszystko, a cień ostatni w pierwszym rzędzie (nie podaję nazwy, bo mam serię wadliwą) jest po prostu idealny! Niby brąz, a jednak bordo! Uwielbiam tę paletę! Wspierajmy polskie!

Too Faced, Sweet Peach - Jest to najbezpieczniejsza paleta jaką znam! Brzoskwinie, brązy, różowe złoto i fiolety, czyli kolory, które pasują większości osób. Idealna na makijaż, gdy masz dość standardowych brązów, a chcesz delikatnie, dziennie i dziewczęco. Kocham ją! A jej zapach jest obłędny!

3. Konturowanie
Kat von D -  Perła! Jedwabistość, aksamitność, masełkowość konsystencji i pigmentacja na najwyższym poziomie sprawiają, że praca z nią jest czysta, prosta i bardzo efektowna. Rozcierają się cudownie. Łatwo rozblendować ewentualne plamy. Wielość odcieni pozwala na uzyskanie odpowiedniej intensywności dla danej cery i makijażu. Po prostu perła!

Smashbox - trio, które zna każdy wizażysta. Odcień chłodny, ciepły i jasny do rozjaśniania środkowej części twarzy. Te pudry już są mocniej zbite i rozcierają się trochę trudniej, ale kolorystyka wynagradza wszystko. Odpowiednie mieszanie dwóch odcieni pasuje większości kobiet. Jest małe, poręczne i eleganckie. Zdecydowanie polecam jeżeli szukacie czegoś wyższej jakości niż Kobo, które też swego czasu kochałam!

Róż
Marc Jacobs Beauty, Air Blush odcień Kink&Kisses - piękny koralowy odcień o satynowym wykończeniu. Wpasowuje się idealnie w wiele makijaży. Aplikacja jest bardzo przyjemna, wygląd boski. Po prostu - jak uważam, że róże można znaleźć na niższej półce cenowej, to te są wyjątkowe i mocno zastanawiam się czy nie kupić jeszcze jednego! Są przepiękne! 

Podkłady
Uwielbiam MAPy, ELDW, ale te po prostu uwielbiam!

Clarins, Extra Firming - Lekki, wyrównujący koloryt o średnim kryciu. Świetnie sprawdza się na cerach dojrzałych, ale też uwielbiam go dodawać do Double Weara. Zostawia cerę świetlistą, zdrową, promienną. Cudowny!

Clarins, Everlasting - baaaaardzo trwały podkład o wykończeniu pudrowo-satynowym. Odpowiednio zaaplikowany jest na skórze niewidoczny! Krycie od średniego do pełnego bez efektu maski. Uwielbiam go! Przetrwał 23 godziny na mojej twarzy ostatnio, więc sami rozumiecie! 

Zapachy podkładów Clarinsa są obłędne! 

Mgiełka nawilżająca:
Evree, różana - jest to tak naprawdę tonik, ale gdy wydaje mi się, że przesadziłam z pudrem, to ona idealnie ratuje tę sytuację! Nawilża, odświeża i scala makijaż! Świetna! Wątpię czy sprawdzi się na cerach tłustych. Na suchych i normalnych daje radę!

Pomadki:
Mam sporo pomadek, ale własnie te zyskały miano hitów! Nikogo nie zdziwi, że są to:

Golden Rose,Pomadki matowe w kredce - odcień 10 (a jakżeby inaczej!), czyli brudny róż i 18, czyli nudziak idealny! Komfortowe w noszeniu, wystarczająco wytrzymałe i... tanie! Tych kredek też mam sporo! Jeżeli chcecie to pokażę Wam moją kolekcję!

Marc Jacobs Beauty w odcieniu Some Girls - odcień idealny, bo jedynie podkreśla naturalny kolor ust. Nie ma drobin. Jest bardzo komfortowy na ustach i sięgam po niego bardzo często! Idealnie nadaje się też na pomadkę!

Koniec! Dotarliście?
To tylko kropla w morzu moich pereł, ale starałam się wybrać te najfajniesze!
Czytaj dalej »

wtorek, 8 sierpnia 2017

Makijaż w upale | Co mi się sprawdziło? | Budapeszt w kilku kadrach

   Miniony weekend był zdecydowanie jednym z najbardziej słonecznych i upalnych. W samym Budapeszcie w piątek w najgorętszym momencie termometr pokazał 53 stopnie na plusie. Nie dajmy się zwariować, bo aż tyle może nie było, ale ponad 40 na pewno! Szukaliśmy tylko skrawka cienia i piliśmy wodę litrami, a gdyby nie ciekawość miasta, to zwiedzilibyśmy Budapeszt z perspektywy klimatyzowanego autobusu! Sobota była zdecydowanie chłodniejsza (jeżeli 35 stopni uznamy za chłodniejsze!), ale chyba już się zaaklimatyzowaliśmy i było łatwiej :) Mam dla Was kilka zdjęć z wypadu do Budapesztu jak i chciałabym pokazać Wam co sprawdziło mi się podczas tych dwóch upalnych dni :) Zapraszam!
Zacznę od nowości, którą w promocji kupiłam za około 11 zł i szczerze, to nie sądziłam, że się sprawdzi. Evree, Magic Rose - różany tonik do twarzy. Produkt do tonizowania skóry mieszanej z wodą różaną i kwasem hialuronowym. W pierwszej wersji miał być mi pomocny przed nakładaniem makijażu, ale wyczytałam, że świetnie sprawdzi się w scalaniu i odświeżaniu makijażu w ciągu dnia. Ja Wam napiszę tak - to wybawienie na upały w płynie! Korzystałam z niego zarówno ja, jak i mąż i oboje byliśmy zachwyceni. Tonik odświeżał twarz, nawilżał ją i przynosił ukojenie. Mam wrażenie, że skóra po nim się troszkę mniej pociła i była mięciutka. Nie rozpuścił mi makijażu mimo spryskiwania się obficie średnio co 2-3 godziny. Jest skubana wydajna, bo w ciągu dwóch dni intensywnego korzystania, wykończyliśmy tylko około 1/6 pojemności 200 ml. Ach! Zapach typowo różany, piękny i nie utrzymujący się na skórze. Przetestujcie na sobie! 
Przyznaję się, że zapomnieliśmy kremu z filtrem... Nie bierzcie ze mnie przykładu! Na szczęście podczas wycieczki spaliło nas nieznacznie. Ukojenie przyniósł nam żel Aloesowy Holika Holika. Szczerze powiedziawszy, to chyba nawet nie ma potrzeby dłużej o nim pisać. Ja go zdecydowanie uwielbiam! Jest lekki, kojący, nawilżający i zdecydowanie radzi sobie z oparzeniami słonecznymi. 
To, co interesuje Was chyba najbardziej..., czyli Makijaż!
Baza. Zabrałam lekki podkład i krem BB. Pierwszego dnia miałam na sobie Healthy Mix z Bourjois i sprawdził się świetnie. Starł mi się jedynie po czasie z nosa, ale świetnie trzymał się na reszcie twarzy. Swoją drogą makijaż robiłam o 3 nad ranem i jeszcze w nim spałam w autokarze, a zmywałam przed kolacją ok. 18.30 i nie wyglądał bardzo tragicznie :) Dało radę! Pierwszego dnia, po kolacji mieliśmy jeszcze wycieczkę na nocną panoramę miasta - tu sprawdził się krem BB z Golden Rose, który po prysznicu i masce z aloesu, nie obciążył już cery, a idealnie wyrównał jej koloryt. W sobotę jednak nałożyłam już Fit Me z Maybelline (swoją drogą jest to pierwszy podkład tej marki, który się u mnie naprawdę sprawdził) i korektor z Eveline. Wszystko przypudrowałam Fixing Powder z Wibo (rewelacja!). 

Mój sposób na makijaż twarzy w upał?
Najlepiej jego brak, ale jeżeli już wiem, że będę potrzebowała trwałego, nawilżającego makijażu to stawiam na dobre nawilżenie cery, lekki podkład, korektor i baking. Uwielbiam go robić przy pomocy wilgotnej gąbeczki. Po prostu nie nakładam pudru przy pomocy pędzla, a wtłaczam go gąbeczką skupiając się na środku twarzy i obszarze pod oczami. Resztkę wtłaczam w pozostałe części twarzy. U mnie się to sprawdza! Dodatkowo wszystko spryskałam mgiełką z Evree i wyglądało to ładnie :) Polecam Wam do bakingu ten Fixing Powder, bo nie bieli twarzy i zostawia twarz półsatynową. Nie spłaszcza nam twarzy do ciężkiego matu. 
Połączenie idealne, czyli bronzer i rozświetlacz! 
Ten z Golden Rose - Mineral Teracotta Powder i Becca - Opal tworzą parę idealną! Podkreślają opaleniznę, wyglądają naturalnie i tworzą makijaż, który ja latem lubię, czyli lekko, zdrowo i świetliście. Przy tym połączeniu róż nie jest już niezbędny, ale może stanowić fajny dodatek. Ja z niego zrezygnowałam :) 
Tusz mocno pogrubiający to ten z Marca Jacobsa. Dlaczego akurat ten? Podkreśla rzęsy bardzo wyraźnie. Może nie rozczesuje idealnie rzęs, ale w takim szybkim makijażu letnim sprawdził się świetnie! Przecież nikt z bardzo bliska na mnie nie patrzył, a z odległości oko było zaznaczone. Trzymał się cały dzień, nie osypał się i nie stworzył Pandy :) Lubię go! Nie wydłuża i nie podkręca, ale zdecydowanie pogrubia :) 
Brwi są ważne! 
Moja BrowSatin z Maybelline już powoli kieruje się w stronę denka, ale to tylko świadczy o tym, że ją bardzo lubię. Przy jej pomocy jestem w stanie naprawdę szybko podkreślić brwi. Brakuje mi w niej tylko grzebyczka, ale chyba nie można mieć wszystkiego :) 

To chyba wszystko z zakresu makijażu. Usta w pierwszy dzień posmarowałam balsamem z EOS, a w drugi dzień pomalowałam pomadką Wibo, Million Dollar Lips w odcieniu 6 pasującym do mojej chusty na głowie :) Teraz kilka zdjęć!
Zrobiłam w tej stylizacji około 12 km! :) Dlaczego spódnica? Bo okalając nogi, chłodzi je i chroni od Słońca, a bluzka Hiszpanka opuszczona - pozwoliła na równomierne spalanie, a w razie wchodzenia do Kościoła, stwarzała przyzwoite zakrycie ramion :) Polecam! 
W drugi dzień postawiłam już na ultralekką koszulę, krótkie spodenki i chustę na głowie. Też megawygodnie, a ochroniłam już spalone ramiona :) 
Kilka słów o Budapeszcie:
Piękny. Zachwycająca architektura i bardzo przejmujące niektóre z pomników. Najbardziej podobał mi się kościół Macieja, Baszty Rybackie, Parlament i Bazylika. Polecam z całego serca zobaczyć Panoramę Miasta nocą - niesamowite! Generalnie to podobało mi się bardzo, ale nie zakochałam się na tyle, aby myśleć o powrocie tam :) 
 A Wy? Gdzie spędziliście wakacje?
Co sprawdza Wam się w takie upały?
Dotrwaliście?
Czytaj dalej »

piątek, 3 lutego 2017

Ulubieńcy stycznia ♥

Cześć,
postanowiłam wznowić serię ulubieńców danego czasu. Nie będą pojawiać się regularnie, bo nie zawsze mam coś nowego i często kilka miesięcy w tej kwestii nie ma nic odkrywczego. Dziś jednak mam kosmetyczną 6 i kilka ulubieńców niekosmetycznych. Zapraszam! 
I ♥ Makeup, Naked Chocolate
Na pierwszy ogień paletka, którą dostałam na Gwiazdkę. Uwielbiam ją! Jest neutralna, satynowo-błyszcząca, dobrze napigmentowana, na bazie niesamowicie trwała i można nią wyczarować makijaż w 5 minut! Więcej o niej poczytacie tutaj.
Too Faced, Sweet Peach
Kupiłam ją co prawda w połowie miesiąca, ale skradła moje serce totalnie. Królowała na moich oczach odkąd ją zakupiłam. Zapach, pigmentacja, kolory... No po prostu cudowna! Więcej o niej poczytacie tutaj.
Kobo Professional, Aubergine
Najpiękniejszy fiolet ever! Idealny dla osób z zielonymi tęczówkami! Świetnie sprawdza się zarówno w dziennych jak i wieczorowych makijażach! Zresztą zdecydowanie tych cieni powinnam mieć więcej... Makijaż z nim możecie zobaczyć tutaj.
My Secret, Face'n'Body Bronzer
Jeżeli w zeszłym miesiącu konturowałam twarz, to bardzo miękko i puchatym pędzlem używając właśnie tego bronzera. Jest rewelacyjny! Troszkę chłodny, ale pięknie satynowy! 
Wibo, Baked Mix Bronzer
Zamiast różu królowała na moich policzkach własnie ta mozaika. Ożywiała i delikatnie ocieplała moją twarz. Jest cudownie świetlista, więc dodawała też blasku. Cudna! 
Ziaja, lano-maść
Ostatni kosmetyk to lanolina, która idealnie nawilża usta i przynosi natychmiastowe ukojenie. Więcej możecie poczytać o niej tutaj.

Niekosmetyczni: 

1. Aplikacja na telefon - Quiz'em All do pobrania tutaj.
Idealna gra na zabicie czasu w poczekalni, czy po prostu przed snem, gdy nie mogłam zasnąć. Dużo kategorii, ciekawostek. Liczy się szybkość i wiedza! Zdecydowanie polecam!

2. Trick miesiąca 
Nakładanie pudru pod oczy zwilżonym Beauty Blenderem. Pewnie wszyscy to już znacie, ale ja zaczęłam dopiero teraz:) 

3. Słodkość miesiąca - sernik własnej produkcji! Mniam!
4. Piosenki miesiąca - nic odkrywczego :)
W tej drugiej piosence nawet nie chodzi o piosenkę, ona jest nieważna, ale ten feeling, ten luz to po prostu czad! 
...i oczywiście składanki Spotify - Winter Acoustics, This is: Ed Sheeran, Your Favourite Coffeehouse.

Tyle!
A co u Was nowego?
Czytaj dalej »

środa, 21 grudnia 2016

#blogmas2016 | Nie udało się jak chciałam... | Ulubieniec do twarzy | Evree

Cześć,
zacznę od tego, że #blogmas2016 w tym roku mi się nie do końca udał. Sobota, poniedziałek i wtorek mi po prostu uciekł.  Nie miałam siły, a wtedy uważam, że lepiej zamknąć laptopa niż pisać trzy po trzy. Owszem zdarza mi się pisanie głupot, ale kto chciałby to czytać trzy dni pod rząd? :) Podziwiam zawsze tych, którzy mają napisane posty na zapas... u mnie to średnio możliwe, bo zdjęcia robię zazwyczaj podczas drzemki mojej Hanki, a ona czasem trwa tylko 30 minut a czasem podczas tej drzemki muszę zrobić mnóstwo innych rzeczy:) Teraz też nie wiem jak uda mi się pisanie postów, mam nadzieję, że już do Wigilii będą się ukazywać regularnie. Wiecie, że to już tylko 3 dni? Wczoraj upiekłam pierwsze ciastka, dziś puchate pierniczki, a jutro upiekę jeszcze jedne, ale nie wiem które. Może macie jakiś superpyszny przepis? 
Z takich świątecznych spraw, to mam też choinkę! Żywą, piękną (choć troszkę krzywą) choinkę!:) 
Przejdźmy do meritum posta, bo chciałam Wam napisać o kremie marki, którą ostatnio naprawdę lubię - Evree. Jakoś miesiąc temu szukałam czegoś mocno odżywczego i nawilżającego na noc i wiele z Was chwaliło krem Magic Rose. Wiem, że skierowany jest do kobiet 30+, ale nie przeszkadza mi to ani trochę. Trzeba dbać o siebie za wczasu! :D 
Krem zamknięty jest w szklanym słoiczku i dodatkowo pod nakrętką zabezpieczony sreberkiem. Za 50 ml płacimy około 25 zł, więc niedrogo. 
Jest dość gęsty i baaardzo wydajny. Bardzo lekko się aplikuje i szybko wchłania. Nie pozostawia żadnego filmu i pozostawia skórę gładką. Nie jest tłusty, ale wyczuwalnie pod palcami bogaty. Pachnie różami tak jak brat olejek, który stosuję z nim zamiennie. Nadaje się zarówno na noc jak i na dzień pod makijaż. Jednak częściej zdecydowanie nakładam go na noc, a na dzień wolę coś bardzo lekkiego.
Zauważyłam też coś niesamowitego... Gdy stosuję go na noc, to moje zmiany i niedoskonałości na twarzy zdecydowanie łagodnieją i nie zaogniają się. Sprawia, że cera jest widocznie w lepszej kondycji i przez to jest piękniejsza. Nie zapchał mnie. Moja cera jest mieszana, więc nie wiem jak poradzi sobie z suchą, ale dla mnie jest naprawdę wystarczający. Dla porównania stosowałam kiedyś Niveę na noc odżywczą (podobna półka cenowa) i mnie tak nie zachwyciła jak ten. 

Ja jestem z niego zadowolona! 
Macie go?
Co o nim myślicie?

Czytaj dalej »

piątek, 25 listopada 2016

Mój ostatni codzienniak - wersja rozszerzona | ulubieńcy, nowości, makijaż | My Secret | Dużo zdjęć

Cześć,
post dziś pomieszany z poplątanym, ale mam nadzieję, że ogarniecie:))) Mieli być ulubieńcy, ale wpadły mi w ręce też nowe kosmetyki i postanowiłam je trochę porównać. Makijaż wykonałam właśnie ulubieńco-nowościami głównie z marki My Secret. Mam ten nowy puder, bronzer, rozświetlacz, paletki... ogólnie ta marka ma naprawdę dobre kosmetyki. Post nie jest sponsorowany i wszystkie kosmetyki kupiłam sama polując na nie tygodniami!:) Nie przedłużam, zapraszam!:) 
Czytaj dalej »

poniedziałek, 13 czerwca 2016

Ulubieńcy maja

Cześć,
spieszę się z tym postem by zdążyć przed połową miesiąca!:) Nie wiem jak Wam, ale mi ulubieńcy cały czas przypominają o upływającym czasie, jeszcze kilka tygodni i będziemy mieć półmetek tego roku:) Przerażające!:) Wśród ulubieńców znajdują się dziś same kosmetyki kolorowe, bo w pielęgnacji nic szczególnie się nie zmieniło. Nie przedłużając na siłę, zapraszam dalej. 
Maybelline, Color Tatoo, Permanent Taupe i Creme de nude
Cienie w kremie, które ma chyba większość z Was. Ja poznałam je dopiero w kwietniu i się zakochałam. Nie dziwię się wcale, że wszyscy je polecają. Chłodny brąz idealnie nadaje się do brwi, a jasny beż do wyrównania kolorytu powieki i jako baza. Spisują się rewelacyjnie!
Revlon, Colorstay, 150 Buff
Najjaśniejszy i najbardziej trwały podkład jaki miałam. Idealnie stapia się z cerą, kryje dobrze i dodatkowo nie daje efektu maski. Na co dzień w nim nie chodzę, bo wydaje mi się zbyt ciężki do codziennego nakładania i też nie potrzebuję, aż takiego krycia, ale na wyjścia - ekstra!
Kobo Proffesional, Puder transparentny
Bardzo drobno zmielony, ładnie matowi cerę i trzyma wszystko w ryzach. Świecenie owszem, ale po ok. 5 h u mnie. Leciutki, nie czuć go na twarzy, nie robi ciasta. Naprawdę fajny!
Kobo proffesional, Paletka do konturowania i strobingu
Świetna jakość w bardzo dobrej cenie! Przyjemna aplikacja, poręczna wielkość idealna do kosmetyczki nie tylko wyjazdowej! Po prostu same plusy. Jedynie jakość paletek mogłaby być minimalnie lepsza jeśli chodzi o plastik, ale po za tym, nie mam nic do zarzucenia. Do konturowania używam całej, a ze strobingu kocham ten róż!
Astor, korektor Perfect Stay 24h
Jego w maju używałam najczęściej. Ma ładny beżowo-żółty kolor i dobre krycie. Przypudrowany trzyma się bez zarzutu. Nadaje się pod oczy. Bardzo fajny!
Golden Rose, Mineral Terracotta Powder, Puder mineralny 04
Okej. Namówiła mnie na niego Maxineczka, przyznaję, ale teraz rozumiem jej zachwyt w 2000%! Tak naturalnego, brązującego, eleganckiego, rozświetlającego efektu nie widziałam jeszcze jak żyję! Wygląda na twarzy przepięknie, a do tego ta konsystencja - Ach! <Chóry Anielskie> Delikatna, jakby musowa, mięciutka, ale sucha i zwarta. C u d o w n y! Po prostu idźcie zeswatchować na stoisku, to zrozumiecie. Produkt warty uwagi, zdecydowanie!
Inglot, odświeżająca mgiełka do twarzy do cery tłustej i mieszanej
Gdy wydaje się Wam, że makijaż jest pudrowy, dziwny i jakiś taki nie-ten-teges jeżeli chodzi o wykończenie, to wystarczy spryskać twarz tą mgiełką i voila! Efekt? Makijaż scalony, jednolity, daje wrażenie drugiej skóry. Pozbywa się nadmiaru pudrowości i nadaje twarzy świeżość, promienność, naturalność. Mam też fixer, ale uważam, że fikser na co dzień nie jest do końca dobrym pomysłem - na wyjścia owszem, jedyny, ale na co dzień ta mgiełka jest świetna!
A u Was co tam w ulubieńcach? Macie coś fajnego?
Czytaj dalej »

poniedziałek, 16 maja 2016

Ulubieńcy kwietnia

Cześć,
czas tak szybko płynie, a ja dopiero ostatnio ogarnęłam, że nie było ulubieńców kwietnia! Trzeba to natychmiastowo nadrobić!:) Nie ma tego dużo, bo tylko kilka produktów. Część się powtarza, ale warto też o nich przypomnieć:) 

Bandi, krem intensywnie nawilżający Hydro Care
Szybko się wchłania i nie zostawia żadnego filmu. Leciutki, idealny pod makijaż, szczególnie, gdy się spieszymy:) Niezacinająca się pompka i minimalistyczne szata graficzna również na plus:) 
Rimmel, Wake me up, 100 Ivory
sięgałam po niego najczęściej w kwietniu. Lubię jego rozświetlające właściwości i rozjaśniający efekt. Nawet po kilku pobudkach w ciągu nocy wyglądałam jak człowiek, a nie Zombie!:D:D Nie każdemu pasuje i nie każdy go lubi, ale u mnie się sprawdza. 
Catrice, Liquid camouflage, 010 porcelain
Używam praktycznie codziennie na zmianę z tym w słoiczku. Jak dla mnie za tą cenę - radzi sobie świetnie. Przypudrowany trzyma się cały dzień. Cieniutką warstwą nakładam go też pod oczy, ale tu nie każdemu może się podobać. Mnie nie wysusza, ale jak ktoś ma bardzo delikatną skórę w tym miejscu to nie polecam.
Avon, Perełki CC
Zrobiły u mnie naprawdę szał:) Używam ich na zmianę ze Stay Matte z Rimmel, samodzielnie, gdy chcę mocniejszego "glow", a także w połączeniu ze Stay Matte. Za każdym razem dają radę. Są nienachalne, nie mają chamskich drobinek i dają bardzo ładny efekt, który mi osobiście się podoba.
Avon, Scent Essence, sparky citrus
Umówmy się... nie stać mnie na drogie perfumy z drogich drogerii, dlatego w większości moje zapachy pochodzą właśnie z Avon. Uważam, że te produkty wychodzą im naprawdę dobrze. Ten zapach to zapach świeży, lekki... Pachnie zieloną herbatą z odrobiną cytrusów. Idealny na dzień.
Seyo, Nawilżające mydło w płynie
Wydajne, tanie, w pięknym opakowaniu i dużej pojemności. Zostawia lekko nawilżone dłonie i... pachnie obłędnie słodko. Apetyczne! 

Tyle.
Znacie coś z tych ulubieńców?
Czytaj dalej »
Copyright © 2014 B L O N D L O V E , Blogger