Cześć,
dziś postanowiłam dla Was i dla siebie coś zmalować:) Klasyczny makijaż w brązach i w beżach. Nic nadzwyczajnego, a jednak ta nienachalna propozycja podkreśla oko i sprawia, że staje się ono większe. Oprócz tego chcę Wam pokazać moją ukochaną ostatnio pomadkę i przestrzec Was przed moim dzisiejszym błędem w makijażu, a który zobaczyłam dopiero na zdjęciach. Zapraszam!:)
Cały makijaż oka wykonałam przy użyciu paletki Zoeva - Naturally Yours, rzęsy to zasługa mojego ulubionego ostatnio tuszu - L'Oreal, Volume Milion Lashes, So couture So black. Twarz wykonturowałam pudrem brązującym z Kobo, Sahara Sand, a róż to So Suzan, który dostałam w którymś z pudełek beGLOSSY.
Czas na usta.
Na ustach mam moją ulubioną wakacyjną neutralną, ale nie do końca, pomadkę, która przepięknie podkreśla kolor oczu i podbija prawie każdy makijaż. Mowa tu o osławionych już w całych Internetach Bourjois, Rouge Edition Velvet. Jest to moje spełnione marzenie. Zawsze chciałam mieć którąś z nich, ale jakoś nie zawsze pozwalały mi na to finanse. Tę, w odcieniu 11 - So Hap'pink, dostałam od Magdaleny (Pozdrawiam Cię serdecznie!) - z którą nie widziałyśmy się dobrych parę lat, a jednak darzymy się życzliwością, serdecznością i łączy nas wiele wspaniałych wspomnień. Naprawdę zaskoczyła mnie tym niespodziewanym prezentem:) Dość prywaty:)
Aplikator w tej pomadce jest naprawdę świetny. Pozwala na wyrysowanie ładnego konturu ust, a następnie jego wypełnienie. Pierwsza warstwa jest półtransparentna, ale już druga daje pełne krycie. Dzięki takiemu warstwowemu nakładaniu przedłuża się jej trwałość. U mnie na ustach wytrzymuje spokojnie 4-5 godzin. Zjada się równo. Wysycha na piękny satynowy mat. Coś cudownego, bo nie daje efektu suchych, kredowych ust!
A teraz mój błąd...
Należy nałożyć ją - jak każdą pomadkę matową - na wypeelingowane, nawilżone usta. Niby oczywista oczywistość, a jednak nie dla każdego (brawo ja!):) Zawsze muszą być jakieś wpadki:) Pomadka ładnie "układa" się na ustach, ale mimo swojego delikatnego, satynowego efektu podkreśla nadniszczone usta. Z daleka tego nie widać, ale na zbliżeniach owszem. Także ostrzegam:)
Mimo wszystko ją kocham! Jak mam ją na ustach to wiele osób pyta co to za pomadka:)
Następnym razem pokażę Wam moje drugie - tym razem - połączenie dwóch pomadek na ustach, które lubiłam i dalej lubię na ustach. Mam nadzieję, że post się podobał! Życzę Wam miłego dnia!:)))
Czytaj dalej »
dziś postanowiłam dla Was i dla siebie coś zmalować:) Klasyczny makijaż w brązach i w beżach. Nic nadzwyczajnego, a jednak ta nienachalna propozycja podkreśla oko i sprawia, że staje się ono większe. Oprócz tego chcę Wam pokazać moją ukochaną ostatnio pomadkę i przestrzec Was przed moim dzisiejszym błędem w makijażu, a który zobaczyłam dopiero na zdjęciach. Zapraszam!:)
Cały makijaż oka wykonałam przy użyciu paletki Zoeva - Naturally Yours, rzęsy to zasługa mojego ulubionego ostatnio tuszu - L'Oreal, Volume Milion Lashes, So couture So black. Twarz wykonturowałam pudrem brązującym z Kobo, Sahara Sand, a róż to So Suzan, który dostałam w którymś z pudełek beGLOSSY.
Czas na usta.
Na ustach mam moją ulubioną wakacyjną neutralną, ale nie do końca, pomadkę, która przepięknie podkreśla kolor oczu i podbija prawie każdy makijaż. Mowa tu o osławionych już w całych Internetach Bourjois, Rouge Edition Velvet. Jest to moje spełnione marzenie. Zawsze chciałam mieć którąś z nich, ale jakoś nie zawsze pozwalały mi na to finanse. Tę, w odcieniu 11 - So Hap'pink, dostałam od Magdaleny (Pozdrawiam Cię serdecznie!) - z którą nie widziałyśmy się dobrych parę lat, a jednak darzymy się życzliwością, serdecznością i łączy nas wiele wspaniałych wspomnień. Naprawdę zaskoczyła mnie tym niespodziewanym prezentem:) Dość prywaty:)
Aplikator w tej pomadce jest naprawdę świetny. Pozwala na wyrysowanie ładnego konturu ust, a następnie jego wypełnienie. Pierwsza warstwa jest półtransparentna, ale już druga daje pełne krycie. Dzięki takiemu warstwowemu nakładaniu przedłuża się jej trwałość. U mnie na ustach wytrzymuje spokojnie 4-5 godzin. Zjada się równo. Wysycha na piękny satynowy mat. Coś cudownego, bo nie daje efektu suchych, kredowych ust!
A teraz mój błąd...
Należy nałożyć ją - jak każdą pomadkę matową - na wypeelingowane, nawilżone usta. Niby oczywista oczywistość, a jednak nie dla każdego (brawo ja!):) Zawsze muszą być jakieś wpadki:) Pomadka ładnie "układa" się na ustach, ale mimo swojego delikatnego, satynowego efektu podkreśla nadniszczone usta. Z daleka tego nie widać, ale na zbliżeniach owszem. Także ostrzegam:)
Mimo wszystko ją kocham! Jak mam ją na ustach to wiele osób pyta co to za pomadka:)
Następnym razem pokażę Wam moje drugie - tym razem - połączenie dwóch pomadek na ustach, które lubiłam i dalej lubię na ustach. Mam nadzieję, że post się podobał! Życzę Wam miłego dnia!:)))
Pozdrawiam,
Blondlove