piątek, 6 października 2017

Jak połączyć muzykę z makijażem? | Paletka The (D)-dur | Wspieraj polskie

   Kto mnie zna osobiście i prywatnie, ten wie, że dużą część mojego życia zajmuje muzyka. Po pierwsze zdecydowana większość moich znajomych i przyjaciół to muzycy, po drugie mój mąż jest muzykiem i po trzecie - we mnie gra muzyka non stop. Ciągle chodzę i albo coś podśpiewuję, albo do nie tak dawna gdzieś grałam na gitarze. Dlaczego Wam o tym piszę? Bo ta paletka to dokładnie połączenie moich pasji - makijażu i muzyki! To kolory inspirowane muzyką - genialne! 
Paletka jest marki TUNE. Nazwa "TUNE" pochodzi z języka angielskiego i oznacza ona między innymi "Harmonię", interpretowaną jako "dopełnianie się elementów". W życiu można mieć wiele pasji, które połączone ze sobą mogą stworzyć jedną całość. Mamy nieograniczoną wyobraźnię oraz możliwości, które pozwalają nam marzyć i spełniać marzenia. (zapożyczone ze strony sklepu) To właśnie ten opis skusił mnie na nią dodatkowo, bo pierwszym bodźcem były swatche na Instagramie Daniela Sobieśniewskiego. Musiałam ją mieć! 
Paletka składa się z 12 cieni o wykończeniu matowym, perłowym i foliowym. Nie dość, że sama jej nazwa jest muzyczna, to w środku mamy zakładkę w nuty i nazwy cieni to też terminy muzyczne. Sama paleta jest kartonowa, ale solidna. Porównałabym ją do Zoevy, ale jest większa.
Paleta jest z serii tych "idealnych". Posiada mocno napigmentowany beż, węglową czerń, brązy, złoto, cienie przejściowe, i miodową perełkę. Wyczarować nią można zarówno makijaże bardzo dzienne jak i wieczorowe. Ja kupiłam paletkę z serii omyłkowej, gdzie cienie w górnym rzędzie są niekoniecznie wklejone pod właściwe nazwy, ale mi to w ogóle nie przeszkadza. Pochwalam wręcz pomysł na wysprzedanie jej zamiast wyrzucanie na straty. Dodatkowo, nie ukrywajmy - paletka jest droga (179 zł, omyłkowa 110 zł), więc w razie czego byłabym stratna mniej:)
A teraz patrzcie na pigmentację. 
Cienie nabierają się bardzo mocno. Ich konsystencję porównałabym do Subculture z ABH (macałam na warsztatach). Jest bardzo miałka, satynowa i mega-napigmentowana. Na Instatstory porównywałam czerń i beż z Zoevą i powiem Wam, że zmiotła ją w proch... Czerń z Zoevy to przy tej taki naprawdę średniaczek, beż to samo. Co ważne! Cień nabieramy jedynie dotykając cienia i strzepując nadmiar. Nie można w tej palecie za bardzo miziać pędzlem, bo narobimy sporych szkód, a dodatkowo pigment jest tak mocny, że wystarczy niewiele by uzyskać na powiece pożądany efekt - lepiej dokładać i budować po trochu niż nałożyć plamę. 
Jak widzicie to mamy tutaj dwa beże - Cello i Melody. Różnica między nimi jest tak, że Cello to beżowy beż, a Melody jest trochę różowo-brzoskwiniowy. 
5% kwoty od sprzedaży paletki przekazywane jest na rzecz Fundacji DKMS. Dodatkowy plus!
Moja opinia:
  • Po paletę sięgam bardzo często! Kocham nią pracować na dziewczynach jak i na sobie. Łatwo i szybko można zrobić makijaż oka.
  • Jest po prostu ładna! Jestem estetką i to dla mnie ważne :)
  • Cienie rozcierają się jak masło i idealnie budują. Kolory na oku nie mieszają się w jednolitą plamę.
  • Złoto jest idealnie złote i nakłada się na oko w efekt folii.
  • Cena jest wysoka, ale paleta jest tego zdecydowanie warta.
Powiem Wam tak. Mega jest to wszystko przemyślane i dopracowane i choć Marty nikt nie zna, jest bardzo młoda i nigdzie o niej wcześniej nie słyszano, to paleta jest jej najlepszą wizytówką! Broni się sama! Jest naprawdę rewelacyjna i najwyższej jakości! Warto wspierać polski rynek i polskie produkty jeżeli są dobre, a jeszcze jak wspierają jakiś szczytny cel to już w ogóle szał! Ja Wam ją polecam z całego serca! 

Podoba Wam się?
Słyszałyście o niej?
Makijaże z tą paletą znajdziecie na Instagram marki.
A kupić ją możecie tutaj: https://tune-shop.pl/
Polecam kupić tę tańszą póki jeszcze jest!
Czytaj dalej »

środa, 4 października 2017

BeGLOSSY wrześniowe | Beauty Factory | Co tym razem?

   No dobra, to pudełko to już dawno i nie prawda, ale w drodze za niedługo kolejne, a tego wciąż Wam nie pokazałam :) Będzie szybko, obiecuję! A na pewno się postaram :) Ach! Zapomniałabym! To pudełko pokazywałam Wam na Instastory - i tam znajdziecie zawsze najbardziej aktualne nowości u mnie, a także często trochę kontrolowanej prywaty, więc zapraszam (link pod zdjęciem z prawej strony). Zacznijmy od szybkiego otwarcia pudełka jak to zwykle u mnie bywa:
I oczywiście po kolei:
BARNANGEN, All Over Rescue Body Balm (34,99 zł/ 200 ml) pełny produkt
Balsam do ciała z bogatym składem, lekką formułą i o właściwościach mocno nawilżających. Otwierałam i nie miał zabezpieczenia, dlatego wiem, że pachnie delikatnie, ale nie dotykałam konsystencji. Trafia do pudełka o nazwie 'rozdanie'. 
URIAGE, Dermatologiczny żel do mycia twarzy i ciała (63 zł/500 ml) produkt 50 ml
Ostatnio jak pojawił się w pudełku to był wymiarów minimalistycznych. Chyba wiele osób narzekało - w tym ja - ale opłacało się, bo postarali się o większą pojemność. Zawiera wodę termalną, delikatnie pachnie i fajnie oczyszcza. Zostaje ze mną :) 
SYLVECO, pomadka do ust (9,95 -10,50 zł/4,6 g) produkt pełnowymiarowy
Dostałam akurat tę peelingującą spośród czterech różnych, a akurat ostatnio ją kupiłam. Bardzo ją lubię, dlatego tą podzielę się z Wami :) 
PANTENE, 3 minute Miracle (14,99 zł/200 ml) produkt pełnowymiarowy
Odżywka do włosów, która jest nowością. Po kilku użyciach stwierdzam, że jest fajna, potrafi włosy wygładzić i zmiękczyć. Wyglądają na zdrowsze, ale trzeba nakładać ją nie od nasady, bo może je porządnie obciążyć. Jest okej :) 
NEONAIL, Termiczny lakier hybrydowy (29,90 zł/ 6ml) produkt pełnowymiarowy
Dostałam kolor brązowy zmieniający się na róż. Trochę nie mój. Leci dalej :) 
BELLEZA CASTILO, Maseczka do twarzy w płachcie Edge Cutimal (16,90 zł/ 1 szt) produkt pełnowymiarowy
Były cztery opcje. Ja dostałam rozjaśniającą z kotem. Jest przeurocza i przesłodka, a maski w płachcie to ja akurat baaaardzo lubię! Ta czeka w szufladzie na swoją kolej :) 
Co myślę? 
Pudełko jest całkiem w porządku. Nie mogę narzekać. Bardzo ucieszą się dziewczyny robiące hybrydy, bo lakier Neonail to fajna rzecz. Maska na plus, odżywka jest już którąś z kolei... Tą akurat zostawiam, ale poprzednie trafiają do rozdania, bo nie jestem ich w stanie zużyć... Żel do mycia twarzy mi się podoba. Pomadka i balsam trafiają do pudełka dla Was - muszę pozbywać się nadmiaru dobroci :)

W przyszłym tygodniu ruszam z rozdaniem dla Was! 
Obserwujcie na Facebook, bo tam będziecie mogli znaleźć szczegóły :)
Jak podoba Wam się pudełko?
Czytaj dalej »

poniedziałek, 2 października 2017

Paleta do konturowania Kat Von D | Czy jest warta zakupu? | Czy jest dla każdego?

   Dziś opowiem Wam o mojej ulubionej palecie do konturowania. Wiecie, każdy kto coraz głębiej wchodzi w swoją pasję, widzi coraz lepsze i nowe możliwości. Tak było w przypadku konturowania. Bardzo długo zadowolona byłam z trio z KOBO, ale jednak cały czas szukałam czegoś lepszego. Czegoś, co będzie bardziej spełniać moje wymagania. KOBO owszem, używam na sobie. Jest świetne na początek, gdy boimy się przesadzić, bo ładnie się rozciera i pięknie buduje do mocniejszego efektu, ale po czasie chciałam czegoś więcej. Jesteście ciekawi tej z Kat Von D i dla kogo się sprawdzi? 
Na Kat polowałam w dniu premiery i odłożone miałam na nią trochę więcej pieniędzy, bo spodziewałam się wyższej ceny. Moja radość była tym większa, gdy zobaczyłam, że jest tańsza niż zakładałam. Co prawda 199 zł, to nie jest mała suma, ale miałam też wobec niej dużo wyższe oczekiwania.
Paleta przychodzi do nas w kartonowym pudełku w którym znajdziemy oprócz samej palety, 'instrukcję' obsługi. Na dodanej kartce po angielsku i francusku opisano konturowanie różnych kształtów twarzy - jest plus. 
Sama paleta jest z grubego i solidnego kartonu. Zdecydowanie jest ciężka. Trzymając ją w dłoni ma się wrażenie posiadania czegoś porządnego i ekskluzywnego. Z góry ma bardzo estetycznie wykonaną nazwę, która jest nieco wystająca. 
W środku znajduje się 6 pudrów do konturowania i lusterko, które nie zniekształca twarzy. Ja co prawda nie korzystam z tych lusterek, ale jakbym zapomniała na wyjazd, to zawsze fajnie jak jednak jest w którejś palecie :) Pudry są większe i mniejsze poukładane jakby w trzy zestawy dla różnych typów jasności cery. 
I teraz tak: Konsystencja jest masełkowa, aksamitna i jedwabista. Przy zbieraniu produktu na pędzel pyli i się sypie, ale... na twarzy rozcierają się jak marzenie! Pierwszego ciemnego używam do konturowania, a środkowego do lekkiego ocieplenia. Ciemnego na razie używam rzadko, ale sprawdzi się lekko nałożony na ciemniejszą karnację. Jasne pudry świetnie sprawdzają się na środek czoła, pod oko czy nawet na szczyty kości policzkowych jako wzmocnienie rozświetlenia. Trzeci z jasnych odcieni jest mocno brzoskwiniowy i myślę, że od biedy może sprawdzić się jako delikatniusieńki róż na policzku. 
Najlepiej nakładają mi się puchatymi pędzlami z włosia naturalnego. Widziałam na niektórych tutorialach, że można je też z pomocą olejku nakładać na mokro, ale nie próbowałam, więc się nie wypowiem:) 
Dla kogo ta paleta? Szczerze, to może ją kupić każdy i będzie zadowolony jeśli lubi się konturować, ale... nie każdy wykorzysta jej potencjał w 100%. Jest ona jednak spora i nie każdy potrzebuje aż takiej ilości pudrów do konturowania. Dodatkowo jeśli nie ma się lekkiej ręki przy konturowaniu, to można tą paletą zrobić dość mocny efekt w trzech ruchach, co nie zawsze jest wskazane ;) Plusem niewątpliwym jest to, że tą paletą możemy załatwić makijaż twarzy i oka, a nie przedźwigać się przy taskaniu ogromnej kosmetyczki :) 

Moja opinia? Ja ją kocham! Używam jej przy każdym makijażu czy to na sobie czy na dziewczynach. Sięgam po nią częściej niż po Smashbox. Jak wygląda na twarzy możecie zobaczyć na moim Facebook, gdzie wrzucam swoje prace. Ostatnio używałam tylko jej :) 

Ach! Paleta dostępna na wyłączność tylko w Sephora!

Macie swoją ulubioną paletę do konturowania?
Ja mam wrażenie, że w tym temacie to już tylko brakuje mi ABH :D
Czytaj dalej »

piątek, 29 września 2017

My Secret | Paletki w niskiej cenie, ale najwyższej jakości

   Nie było mnie tu całe wieki, więc bez zbędnego gadania zapraszam Was na post o świetnych paletkach w bardzo atrakcyjnej cenie i bezproblemowej dostępności. Dla każdego i na każdą kieszeń. Wspomnę Wam jeszcze, że najbardziej na bieżąco możecie być ze mną na Instagram, gdzie w Instastory często dowiadujecie się pierwsi o nowościach i innych rzeczach, a także na Facebook, gdzie często publikuję swoje makijaże. Zapraszam - możemy złapać ze sobą fajny kontakt! Linki tuż pod zdjęciem z lewej prawej strony :D Cała ja!
Trzy paletki, trzy bardzo różne, ale uzupełniające się idealnie. Każda to koszt około 15 zł, a w promocji nawet około 10, więc żal nie brać. Dodatkowo jeśli napiszę Wam, że przy komponowaniu  tworzeniu ich swoje palce maczał w nich sam Daniel Sobieśniewski, to już chyba nic nie trzeba dodawać, a tylko pokazać Wam każdą z nich bliżej. Zacznijmy od tej najbardziej uniwersalnej...

CINNAMON ROLLS
Piękne, ciepłe brązy. Pierwszy to kolor beżowy - idealny do wyrównania kolorytu powieki, pod łuk brwiowy, czy w zewnętrzny kącik, gdy chcemy całkowicie matowy makijaż. Drugi to faktycznie cynamon - rudy, ciepły, cudny. Trzeci to ciemny brąz trochę chłodniejszy, ale idealnie nadaje się w zewnętrzny kącik. Pigmentacja jak wyżej, czyli bardzo intensywna. Konsystencja miękka, jedwabista. 

VIOLET HILLS
Fiolety. Kocham fiolety, a te są wyjątkowe. To takie jesienne wrzosy. Idealne. Pierwszy bardzo jasny lilak, drugi ciemniejszy i na końcu intensywny fiolet o podtonach niebieskawych. Cudowne! 

LIFE ON MARS
Te cienie to istny kosmos, czyli idealne odzwierciedlenie nazwy! Foliaki o jakości porównywalnej z cieniami Hudy (tak, naprawdę to napisałam!). Pierwszy jest bardzo podobny do cienia z palety Chocolate Bar Too Faced o nazwie Marzipan, drugi to miedziano-pomarańczowy, a trzeci to przepiękne złoto. 

Nie wiem jak u Was się te cienie sprawdzają, ale ja sobie je bardzo chwalę i polecam wszystkim naokoło. Nikt się jeszcze nie zawiódł. Kosztują tak naprawdę grosze, a ich jakość jest bardzo wysoka. Pięknie się blendują i praca z nimi jest bardzo przyjemna. Sprawdzą się w rękach zarówno osoby, która dopiero zaczyna jak i profesjonalisty. Niebywałą ich zaletą jest też lekkość, rozmiar i jakość wykonania. Paletka co prawda po czasie traci powoli napisy, ale plastik daje radę. Ja osobiście tych paletek już kilka mam i planuję je przenieść do jednej większej magnetycznej, aby zawsze wszystkie mieć pod ręką. 

Znacie? Macie? Lubicie?
Czytaj dalej »
Copyright © 2014 B L O N D L O V E , Blogger