Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pędzle. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pędzle. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 10 kwietnia 2018

Moje pędzle | Mycie, suszenie, dezynfekcja | Higiena makijażu nie tylko dla wizażysty

   Kto lubi myć pędzle? Ja nie cierpię, ale robię to regularnie i skrupulatnie tak, aby mieć pewność, że moje narzędzia są czyste. Tę czynność umilam sobie zawsze oglądaniem jakiegoś filmiku na YT albo po prostu słuchając muzyki. Jak konkretnie myję moje pędzle? Napiszę Wam dziś bardzo dokładnie.  Zwrócę też uwagę na mycie pędzli tylko swoich, a także tych w pracy profesjonalnej, bo to jednak się 'trochę' różni. Wiem, że kilka osób prosiło mnie o taki wpis na blogu, więc tadammmm! Zapraszam :) 

Na początek może o myciu pędzli dla kobiet, które malują tylko siebie. Zrobię to w punktach, by było super przejrzyście dla każdego :) 
  1. Nie trzymaj pędzli w łazience. Domyślam się, że tam najczęściej wykonujesz makijaż, ale... wilgoć sprzyja namnażaniu bakterii, które później lądują na Twojej twarzy. Dodatkowo malując się w łazience często przekłamują się kolory. Nakładasz za dużo bronzera różu, ciemny podkład. Samej mi się to zdarzało w pośpiechu rano :D Jeżeli już malujesz się w łazience, bo nie masz innej możliwości, to miej pewność kosmetyków, że są dla Ciebie idealnie dobrane, a dwa - trzymaj pędzle w zamkniętej szafce albo szufladzie. 
  2. Myj je regularnie. Idealnie by było, aby pędzle po produktach kremowych i płynnych były myte zaraz po użyciu, a pudrowe raz na dwa-trzy dni. To takie totalne minimum, ale pomyśl... Masz dwa pędzle do oczu na przykład i jak jednego dnia zrobisz ciemniejszy makijaż, to drugiego nie zrobisz już jasnego czystego, bo pędzle są już brudne po poprzednim makijażu, więc wyjdzie burawo.
  3. Nie chce ci się ich myć? Kup sobie płyn do czyszczenia. Psikasz pędzel, pocierasz o czystą chusteczkę i jest czysty. Taki sposób sprawdza się jedynie przy makijażu samej siebie, bo ten pędzle nigdy nie będzie w 100% idealnie czysty, co w pracy profesjonalnej jest konieczne, ale szybko i sprawnie usuniesz z niego kosmetyk. Polecam Ci taki płyn z Sephory lub z Inglota, a nawet z MAC. Mimo tych zabiegów, mycie całkowite jest  przynajmniej raz w tygodniu pożądane ;)
Czym myć? Wszystko ci napiszę! Zacznę od pędzli z włosia naturalnego, bo one w myciu są troszkę inne niż syntetyczne.
Te pędzle wymagają trochę uwagi. Włosie w nich jest delikatne i lubi się wysuszać jak w przypadku naszych włosów. Tu sprawdzi się szampon do mycia włosów. Może to być taki, który u Was się nie sprawdził lub po prostu Babydream dla dzieci. Jest delikatny i dodatkowo nawilża włosie. Doskonale sprawdza się też mydło Protex, które jest antybakteryjne. 
Po myciu w ciepłej (nie gorącej) wodzie delikatnie odciskamy z nadmiaru wody i kładziemy na ręczniku. Teraz mamy dwie opcje: albo nakładamy odżywkę do włosów bez spłukiwania, układamy włosie i odstawiamy do wyschnięcia (polecam do raz na jakiś czas zrobić), albo zawijamy pędzel w cukierek. Sprawdzą się też osłonki, ale to w wypadku większych pędzli. Na pędzle do oczu takich małych jeszcze nie widziałam. Cukierki wyglądają tak:
A tak osłonki:
Do schnięcia polecam te siateczkowe. Wszystkie powyższe zabiegi pozwalają na zachowanie pierwotnego kształtu włosia, który w tym przypadku lubi się rozcapierzać i komfortowej pracy z nim. Po wyschnięciu lub jeszcze lekko wilgotne dokładnie wszystkie dezynfekuję specjalnym płynem (Skinsept, Softasept), który pozwala na zabicie wszelkich bakterii.

Mycie pędzli z włosiem syntetycznym:
Po podkładach i korektorach jest najgorzej. Do tego najlepiej sprawdza się oliwka pod prysznic. Ja polecam Isanę lub Niveę. Polecam namoczyć pędzel, następnie nałożyć oliwkę i na chwilę zostawić, aby produkt na pędzlu się rozpuścił. To, co zostanie jeszcze najlepiej doczyścić mydłem Protex. Odciskamy nadmiar wody, odkładamy do wyschnięcia. Dezynfekujemy. 

Przy myciu pędzli uważaj, by nie moczyć skuwek. Pędzle mogą się rozkleić. Brudne trzonki wyczyścisz mokrą chusteczką. To samo dotyczy mycia w gorącej wodzie :) 

Gąbki:
Prosta sprawa. Najpierw każdą namaczam i płuczę pod bieżącą wodą. Odciskam i odkładam. Do miski nalewam ciepłą wodę i dolewam olejku pod prysznic. Wrzucam gąbki i ugniatam. Zostawiam na 15 minut. Znów gniotę w tej wodzie, która już jest brudna. Wypuszczam wodę i każdą osobno płuczę pod bieżącą ciepłą wodą sprawdzając czy jest już czysta. Jeśli nie spełnia moich wymogów dodatkowo namydlam ją mydłem Protex i dokładnie płuczę. Odstawiam do wyschnięcia. Dla siebie na tym etapie kończę. Dla klientek albo dezynfekuję w płynie do dezynfekcji, albo wkładam suche do woreczka strunowego i zostawiam w zamrażarce na całą noc. 

Co jeszcze warto wiedzieć?
  1. Twoje pędzle, Twoja twarz, Twoja higiena. 
  2. Malujesz klientki? Jedna osoba - jeden czysty komplet pędzli. Dwie osoby - dwa czyste komplety pędzli. I tak dalej. Dezynfekcja płynem pomiędzy klientkami nie wystarcza. Możesz to zrobić, ale tylko jeśli malujesz daną klientkę i chcesz nałożyć jej inny cień tym samym pędzlem, wtedy szybkie czyszczenie jest okej. Nigdy pomiędzy klientkami!
  3. Spadł Ci pędzel podczas malowania klientki? Bye, bye? Do mycia Łobuzie! Nawet jeśli malowana kobieta tego nie widziała :)
  4. Masz opryszczkę w fazie rozsiewania? Maluj, jeśli musisz jednorazowymi aplikatorami i gąbkami, by tego nie przenieść dalej. 
  5. Nie dmuchaj na pędzel! Otrzepuj, pukaj o paletkę, ale nie dmuchaj, bo bakterie z ust przenosisz na oczy, a wiele chorób roznosi się drogą kropelkową. 
  6. Susz w przewiewnym miejscu. Kaloryfer czy ostre słońce nie są dobrym pomysłem. Pędzle mogą się rozkleić. 
Polecane produkty:
  1. Olejek pod prysznic Isana
  2. Olejek pod prysznic Nivea
  3. Mydło Protex (Love! Love! Love!)
  4. Szampon dla dzieci Babydream
Dodasz coś od siebie?
Może coś pominęłam?
Dopisz w komentarzu!
Czytaj dalej »

piątek, 26 stycznia 2018

Tanie pędzle godne polecenia | Jessup | porównanie modeli z Zoeva

     Pędzle to nieodłączne narzędzie wizażysty. Mówi się, że 'jak dobry wizażysta, to nawet palcem cudo zmaluje'. Zgadzam się w 100%, ale skoro możemy sobie ułatwić i uprzyjemnić pracę, to - czemu nie! Pędzle swoją ekspansję do kosmetyczek domowych rozpoczęły stosunkowo nie dawno, bo w końcu prym wiodły pacynki. Pamiętacie? Te nieszczęsne, twarde pacynki, które teraz każda z nas w sumie wyrzuca. Nikt nie narzekał i robił jak umiał. Od niedawna jednak wszystko się zmieniło. 
     W swoich zbiorach mam pędzle różne. Zaczynałam od Donegala i Ecotoolsa (swoją drogą to bardzo dobre i miękkie pędzle). Później przy coraz popularniejszym Youtube urodowym zaczęłam sięgać po Hakuro (wciąż służą mi, niektóre już nawet 7 lat). W ostatnich latach jednak skusiłam się na Zoevę, Kavai i Hulu. Teraz testuję Sigmę i czekam na MBrush. 
     W tym poście jednak mam dla Was coś naprawdę taniego, co kupiłam i przetestowałam, bo wiele dziewczyn chwaliło na różnych grupach. Mam je około 3 mcy, więc mogę już coś na ich temat powiedzieć. 
Jessup. Pewnie słyszeliście już nie raz! Pędzle dostępne na Alieexpres, w bardzo korzystnych cenach. (Tu od razu dodam, że poza gadżetami i narzędziami, nie kupuję nic innego na Alie, a Broń Boże żadnych kosmetyków :O) Za zestaw 15 pędzli zapłacicie około 50-70 zł w zależności od kursu dolara. Zdecydowałam się na te w kolorze różowym, ale na końcu podlinkuję Wam całość. Pędzle są mocno inspirowane Zoevą. W dołączonej do nich ulotce znalazłam też informację, że są z włosia naturalnego i syntetycznego. Po ulotce i jakości widać, że jest to firma, która stara się o jakość i dobre opinie na forach. Znajdziecie w niej informacje o samej firmie, jak dbać o włosie pędzla jak i odpowiedzi na najczęściej zadawane pytania. Wygląda to bardzo profesjonalnie. 
Jak łatwo zauważycie, modele i ich nazwy są Zoevowskie dosłownie. Jedynie swoje mają logo i skuwki nie są dwa razy zaciskane. Zobaczycie to na kolejnych pędzlach. Są też zdecydowanie rzadsze we włosiu. Nie są tak zbite jak ich starsze siostry. Tutaj powyżej widzicie pędzle z włosiem naturalnym. Są miękkie, mają drewniane trzonki i nic się nie dzieje zarówno ani z włosiem jak i trzonkiem. 
Tutaj są pędzle syntetyczne. Te mniej i bardziej precyzyjne. Bardzo dobrze się z nimi pracuje i pięknie się domywają. Pokażę wam niektóre w towarzystwie Zoevy, abyście zobaczyli różnicę w budowie:
228 - Luxe Crease. Oba pędzle nazywają się tak samo :) Zoeva jest jednak bardziej spiczasta, przez co łatwiej wchodzi w załamanie. Dodatkowo jest bardziej sprężysta przez większą ilość włosia. 
231-Luxe Petit Crease. Dokładnie ta sama sytuacja co powyżej.
234 - Luxe Smoky Shader. Zoeva znów bardziej precyzyjna i zbita.
Pędzel do korektora. 142 - Concealer Buffer. Jessup trochę rzadszy i dłuższy we włosiu. 
Tu jeszcze macie porównanie napisów. Jessupy na początku napisy miały holograficzne, ale wraz z upływem czasu powłoka się starła i teraz są po prostu srebrne z nieznacznym połyskeim holo. 
Dlaczego porównuję te dwie marki? Bo samej mi się to nasunęło, gdy je zobaczyłam. Są chińską próbą kopii. To trochę jak KLips - niby chcą to samo, ale jednak nie jest. Czy są przez to gorsze? Absolutnie nie! Ja osobiście jestem z nich bardzo zadowolona. Używam każdego z zestawu. Nie ma tu dla mnie pędzla zbędnego. Syntetyczne świetnie sprawdzają mi się do produktów kremowych, a naturalne do rozdmuchiwania oka lub nakładania rozświetlacza. Praca z nimi jest przyjemna! Mycie jest bardzo szybkie, ale trzeba pamiętać, by białe włosie owinąć jeszcze mokre w papier ręcznikowy w cukierek, bo lubię się mocno rozcapierzać. To może być uciążliwe, ale właściwie każde naturalne włosie ma tę właściwość. Oczywiście, że nie jest to Zoeva, ale czy każdy musi mieć Zoevę? Uważam, że ten zestaw jest fajny zarówno na początek do użytku domowego jak i do uzupełnienia swojego zbioru pędzli w salonie. Włosie z nich nie wypada ( w niektórych wystawały pojedyncze włoski, ale wystarczyło przyciąć), nie drapie i jest bardzo miłe.
Dodatkowo... to jedynie pędzle z Alie, które z czystym sercem Wam polecam. Przyszły po dwóch tygodniach, nie śmierdziały i są dobre jakościowo. Mam też słynne 'jednorożce' i tęczowe, ale... one raczej tylko wyglądają. Sprawdzają mi się jedynie do użytku własnego na szybko, ewentualnie na klientkach do korektora. Te natomiast naprawdę dają radę. Jakościowo porónałabym je do Hakuro. Przestrzegam Was przed przepłacaniem za nie na polskich stronach! Z Alie idzie dłużej, ale zdecydowanie w korzystniejszej cenie :) 
Linki: wszystkie i różowy zestaw mój. 
Zamówiłam je z ciekawości, a jestem z nich bardzo zadowolona! 
Znacie?
Czytaj dalej »

wtorek, 16 maja 2017

Kosmetyczka zabieganej Mamy (i nie tylko!) | Podstawowe kosmetyki kolorowe i narzędzia

Cześć,
mam dziś dla Was post, do którego zainspirowała mnie jedna z Was, która szukała informacji na moim blogu dotyczącej właśnie "kosmetyczki młodej mamy". Stwierdziłam w sumie, że czemu nie i wybrałam kilka kosmetyków, które uważam, że każda kobieta powinna mieć w swojej toaletce, aby w krótką chwilę mogła wykonać na sobie makijaż. 
Wpis ten może przydać się też dziewczynom, które dopiero zaczynają swoją przygodę z makijażem i zastanawiają się co warto w swojej kosmetyczce mieć i na czym się skupić :) Mniej znaczy więcej :) 
Wybrałam kosmetyki łatwo dostępne i w rozsądnej cenie. Oczywiście wszystko zależy od Waszych preferencji i są to tylko przykłady. Celowo nie podaję pielęgnacji, bo jest ona dla każdej z Was inna i nie muszę wspominać, że jest obowiązkowa i od niej zależy głównie wygląd końcowy makijażu. 
Post stworzyłam w oparciu o swoje doświadczenia, gdy często mam na makijaż tylko 10-15 minut. To właśnie taki lub bardzo podobny makijaż możecie zobaczyć na moim Instagramie najczęściej, gdy nic akurat nie tworzę :) No to przejdźmy do sedna:) 

1. Podkład albo krem BB
Przez większą część roku preferuję podkłady. Sięgam po matujące i rozświetlające w zależności od tego jaki efekt chcę uzyskać. Po podkłady o właściwościach matujących sięgam zazwyczaj podczas makijażu na wieczór, ale też wtedy, gdy moja cera nie jest w najlepszej kondycji. Zależy mi głównie, aby wyrównać koloryt i nadać cerze świeżego wyglądu. 

2. Korektor i kamuflaż
Podkłady wybieram zazwyczaj lekkie, dlatego wszelkie dodatkowe niedoskonałości pokrywam warstwą kamuflażu. Korektor natomiast aplikuję pod oczy, ale też w strefę T, aby twarz optycznie rozświetlić. Ten krok zdecydowanie budzi naszą cerę. 

3. Puder

Dal utrwalenia podkładu i korektora warto wszystko delikatnie przypudrować. Może to być puder prasowany lub sypki. Ważne by był albo transparentny albo w kolorze podkładu. Ja polecam Wam jednak transparentne sypkie, bo nie tworzą dodatkowej warstwy makijażu, a jedynie wszystko scalają.

4. Bronzer
Polecam Wam z całego serca powyższe: Sahara Sand z KOBO i Terracota Powder 04 z Golden Rose. Pierwszy pięknie modeluje twarz bez obawy o plamy, a drugi delikatnie opala. Często ten drugi aplikuję w miejscu, gdzie stykałby się róż i bronzer. Tworzy to świetny efekt, który bardzo skraca czas makijażu. 

5. Róż
Ostatnio zakochałam się w różach z Wibo, które pięknie opalizują i właściwie nie trzeba już nakładać rozświetlacza. Pokażę Wam je wszystkie 3 w innym poście. Ożywiają twarz, budzą ją i przede wszystkim dodają dziewczęcości i witalności. Jeżeli jednak macie cerę problematyczną, to wybierzcie róż o wykończeniu matowym lub satynowym. 

6. Brwi
Bardzo ważne! Podkreślone, delikatnie wyrysowane. Naturalne i nie przesadzone. Nie mogą być kanciaste, ani zbyt ciemne. Mają wyglądać bardzo naturalnie i estetycznie. One są ramą twarzy, więc trzeba o to dbać i o tym pamiętać. 

7. Rzęsy
Jasne jak słońce dla każdej kobiety! :))) Rzęsy pomalowane to dla większości z nas obowiązek, a powyżej macie ostatnio moje ulubione typy :) 

Powyższa 7 to zupełna podstawa, aby stworzyć elegancki dzienny makijaż. Pięknie wyrównana i wymodelowana cera, podkreślone rzęsy i delikatny akcent na brwi. Na koniec wystarczy dodać tylko ulubioną pomadkę i można śmigać! O tyle jest to fajne, że pomadka może być zupełnie dowolna. Przy zrobionej cerze i brwiach każda będzie wyglądała dobrze. :) Oczywiście można makijaż poszerzyć o eyeliner, cienie do powiek, kredkę, sztuczne rzęsy, rozświetlacz, ale umówmy się - często po prostu nie ma na to czasu, więc warto skupić się na tym, co najważniejsze:) 

Narzędzia:
Trzy pędzle, które w zupełności wystarczą. Hakuro H 55 do pudru, H14 do bronzera i H24 do różu. Akurat pokazuję Wam Hakuro, ale są to pędzle w dobrej cenie, trwałe (swoje mam już około 5 lat) i można je dostać w niektórych drogeriach stacjonarnie. 

Podkład i korektor można nakładać palcami, ale jeżeli się tego nie lubi to polecam gąbeczki Blend it!, które świetnie się do tego nadają i są przyjemne w użyciu:
O pędzlach do oczu już kiedyś pisałam tutaj.

Dodałybyście coś jeszcze do listy?
Czytaj dalej »

wtorek, 26 lipca 2016

O moim bublu wśród pędzli | glambrush t16

Cześć,
dziś mam dla Was post z serii tych nieprzyjemnych, ale chcę trochę ponarzekać. Czasem po prostu jest tak, że coś nas zachwyca, a później się okazuje nijakie, niepotrzebne, zbędne i zupełnie niewarte jakichkolwiek pieniędzy. Znacie to uczucie?
Mowa o GlamBRUSH T16. 
Trzeba przyznać, że GlamSHOP przyciąga i jest bardzo przemyślanym sklepem.  Nie będę pisać o innych działach - rzęsy, cienie, gadżety, bo nie o to dziś chodzi:) Mówimy o GlamBRUSHach. Jeżeli o nie właśnie chodzi, to mamy oznaczenia O-oczy i T-twarz. Dzięki temu nawet zupełny laik znajdzie taki pędzel jaki mu jest potrzebny. Dodatkowym atutem jest możliwość kupienia pędzla w nietypowym kształcie jak na przykład właśnie T16.
Pędzel jest niesamowicie miękki i przyjemny w dotyku - wykonany z włosia syntetycznego, białego, jedwabistego. Dostosowuje się do nacisku dłoni i odkształca się w zależności od potrzeby. Przeznaczony do podkładów, korektorów, a także produktów w kremie. 
(parafraza obietnicy producenta)
Włosie zbite. Z jednej strony dłuższe, a z drugiej krótsze. Myślałam, że będzie się idealnie nadawał właśnie do podkładów... Ale... no właśnie! Nie nadaje się. Smuży produkt na twarzy, "połyka" go do środka, nie da się stemplować podkładu, bo go zbiera... Po prostu nieciekawie. Do produktów w kremie też średnio się nadaje, bo łatwo zrobić nim plamy.
Na powyższym zdjęciu możecie aż zobaczyć tę miękkość i gładkość. O "gładkość"! To słowo jest dobre! Musicie sobie spróbować to wyobrazić. Ta gładkość tego pędzla właśnie nie pozwala na ładne nałożenie produktu, bo nawet go specjalnie nie nabiera, a jak już to się stanie to zjada go i ślizga się po twarzy. Tak, to jest dobry opis sytuacji:) Brawo ja!
Ach! Zapomniałabym! Ma jeszcze jedną wadę. Umycie go wymaga niezwykle anielskiej cierpliwości. Wydawać by się mogło, że przy tak gładziutkim włosiu, produkt będzie schodził w mig, ale niestety tak nie jest. Jego zbitość trzyma produkt w środku w takich ryzach, że czynność mycia trzeba powtarzać, powtarzać i powtarzać... 
Na trzonek i skuwkę nie narzekam. Estetyczne połączenie perły i srebra. Eleganckie. Napisy się nie starły z żadnego z pędzli, więc plus:) 
Do czego mi się teraz przydaje?
Wykonanie makijażu przy 9 miesięcznej dziewczynce często graniczy z cudem, bo wszystko chce dotknąć, włożyć palec, do buzi itd. Wiadomo, że jej na to nie pozwalam, ale pędzle interesują ją bardzo. Sięga rączkami do nich mimo, że wszystko trzymam wysoko. I teraz wyobraźcie sobie tę radość, gdy daję jej ten. Rewelacja! Dziecko zadowolone, a ja mam 15 minut spokoju, by doprowadzić się do ładu!:))) Dodatkowo włosie z niego nie wypada, więc nie martwię się, że go po prostu zje:) Mięciutki - do miziania ideał! 

Pędzel kupiłam za 33 zł, więc sporo. Nie warto. 

Znacie? Macie jakieś pędzle od Hani?

PS1. Często słyszę narzekanie na to, że GlamBRUSHe są ostre i nieprzyjemne w dotyku po "praniu". Mowa o tych z włosiem białym. Otóż mam radę! Nałóżcie na nie po myciu odżywkę do włosów - będą cudownie mięciutkie!
PS2. Na żaden z innych pędzli Z GlamSHOPu nie narzekam! Szczególnie godne polecenia są te syntetyczne. 

Czytaj dalej »

poniedziałek, 14 marca 2016

Moje pędzle do podkładu i porównanie odcieni podkładów

Cześć, 
szaleństwo! Piszę dziś drugiego posta:) Chciałabym Wam pokazać moje pędzle do podkładu i właśnie same podkłady - ich kolory. Mam nadzieję, że da Wam to jakiś ogląd na odcienie w propozycjach różnych firm. 
Zacznijmy od pędzli:
Zoeva 102 Silk Finish
Mój ulubiony. Kuleczkowy. Bardzo zbity. Nie zostawia smug i ładnie wklepuje podkład. Napisy wytłaczane, eleganckie. Trzonek drewniany, lakierowany, czarny. Włosie syntetyczne. Przez kuleczkowatość, ładnie wchodzi w okolice skrzydełek nosa. Pozwala uzyskać ładne krycie. Nie sprawdzałam, ale myślę, że sprawdziłby się do konturowania na mokro. Minus? Tak, jeden. Trudno się go czyści. Przez to, że jest zbity, trzeba się mocno natrudzić, aby go wypłukać z podkładu. 
Hakuro, H54
Mój pierwszy z wszystkich. Mam do niego sentyment. Nakłada podkład równo, ładnie rozciera, dobrze się myje. Włosie syntetyczne, nie wypada. Jest lekko spłaszczony przez co wklepywanie podkładu jest jeszcze łatwiejsze niż z Zoeva 102. Minus? Po kilkukrotnym myciu odkleiła mi się rączka. Trzyma się teraz na porządnej taśmie dwustronnej i daje radę, ale jakoś tak niesmak pozostał. Po ok. 5 latach użytkowania starły się też napisy. 
GlamBRUSH T2
Kolejny ulubieniec. Włosie syntetyczne, nie jest zbite. Nakłada podkład bardzo szybko cieniutką warstwą. Lubi troszkę smużyć, ale jest to łatwe do ogarnięcia. Daje bardzo naturalny efekt na twarzy.
GlamBRUSH T1
Duofiber. Na początku się z nim średnio lubiłam, ale dzięki podwójnemu włosiu - krótszemu i dłuższemu - mam wrażenie, że podkład nałożony jest ja airbrushem. Bardzo lekko, naturalnie. Dłuższe włosie rozciera podkład bardzo delikatnie, ale skutecznie. Lubię ten efekt. Minusy? Naturalne włosie lubi się rozcapierzać i potrzebuje specjalnej troski przy myciu, a także na początku trzeba przyzwyczaić się do lekkiego kłucia dłuższego włosia:) Do przeżycia:)
GlamBRUSH T16
Z tym pędzlem się nie lubię. Jest mięciusieńki i gładki. Włosie syntetyczne, jedwabiste. Odgina się na wszystkie strony, więc powinien być idealny do podkładu, ale jakoś mi to przeszkadza. Nie chcę go oceniać źle. Ja po prostu nie umiem z nim pracować. Denerwuje mnie ten jego brak sztywności... Mogłabym go dotykać na okrągło, ale do pracy używam go najrzadziej. 
GlamSPONGE
Gąbeczki chyba nie trzeba przedstawiać:) Każdy jakąś ma w swoich zbiorach. Ja akurat mam tę i bardzo ją chwalę. W ciągu roku używania nic mi się z nią nie stało. ładnie nakłada, rozciera, wklepuje. Naprawdę fajna:)

Na koniec chciałabym Wam pokazać moje podkłady. 
Niektóre już na wyczerpaniu, ale jeszcze udało mi się z nich coś wycisnąć. Używam każdego, choć odcienie są różne jak zaraz się przekonacie. Najbardziej pasuje mi aktualnie L'Oreal, ale każdy z nich dopasowuje się do odcienia mojej cery. 
Najciemniejszy wydaje się być Wake me Up, ale on jest rozświetlający, więc na twarzy wydaje się jaśniejszy. Wszystkie podkłady, o ile się nie mylę, są najjaśniejsze w swych gamach, więc możecie sobie je teraz porównać. Mam nadzieję, że wszystko ładnie widać:) Dodaję Wam jeszcze jedno w innym świetle. 
Ich wykończenie, trwałość, konsystencja - to materiał na osobny post. Dziś tylko prezentacja odcieni:) 

A Wy czego oprócz palców (zawsze najlepsze!:)) używacie do nakładania podkładu? 
Co polecacie?
Czytaj dalej »

poniedziałek, 21 grudnia 2015

Nowe pędzle w mojej kolekcji - GlamBrush

Cześć,
jak idą Wam przygotowania do Świąt? Ja nie wierzę, że Wigilia już w Czwartek! Czas płynie nieubłaganie!:) Na podsumowania jednak przyjdzie jeszcze czas, a dziś pokażę Wam na szybko moje nowe pędzle do makijażu. Będzie dużo zdjęć, więc zapraszam do oglądania:) 

Zamówiłam ich aż osiem - cztery do twarzy i cztery do oczu. Wszystkie przyszły bardzo ładnie zapakowane w plastikowe osłonki na włosie i na trzonki. Żaden z nich nie ucierpiał podczas podróży do mnie.

Najpierw te do twarzy.
Piękne puchacze:) Pierwszy z nich nietypowy, wachlarzowy - T19. Idelany do omiatania twarzy pudrem czy też do konturowania. Bardzo mi się spodobał. Idealnie puchaty, pięknie nakładający i od razu blendujący produkt.
Kolejny z nich to również pędzel do pudru, różu, konturowania - T4. Mięciutki, puszysty, delikatny. Wymagający specjalnej troski, bo z włosia naturalnego. 
Kolejny to pędzel do podkładu - T2. Syntetyczny. Nakłada podkład bez smug, bardzo cienką warstwą. Nie jest bardzo zbity przez to nie "zjada" dużo podkładu. Zostawia naturalne wykończenie na twarzy. Naprawdę dobry.
I ostatni do twarzy - T15. Znów do konturowania:) Mój ostatni ulubieniec. Idealnie podkreśla kości policzkowe w kilku ruchach. Nakłada produkt precyzyjnie i jednocześnie od razu go rozciera. Rewelacja! Na razie mój Hakuro poszedł w odstawkę.
Do twarzy zamówiłam natomiast cztery pędzle, w tym jeden, których w kosmetyczce nigdy dość.
Mam na myśli pędzle do rozcierania cieni. Tym razem postawiłam na syntetyczny SS8. Używam go i jest fajny, ale zdecydowanie wolę w tej roli włosie naturalne. Ten jest bardzo puszysty, pięknie rozciera, ale nie trafi raczej do moich ulubieńców.
Kolejny to pędzel kuleczka. Malutka - O8. Idealny do dolnej powieki, do rozcierania kreski, do smużenia, nakładania cienia w wewnętrzny kącik, do podkreślania linii rzęs w sposób bardzo miękki. Po prostu pędzel wielozadaniowy. 
Następne pędzle są do siebie bardzo podobne. Pierwszy z nich jest troszkę większy - O11. Pędzel typowy do rozcierania kreski, rysowania miękkiej kreski cieniem, precyzyjny.
Drugi natomiast - O18, to pędzel do eyelinera. Naprawdę prosto narysować nim kreskę. Bardzo chciałam go mieć, bo mam już dwa skośne, a takim jeszcze nigdy nie próbowałam. Po testach - jest bardzo przyjemny w obsłudze.
Różnica wielkościowa między O11 a O18:
Tyle. To są moje kolejne nabytki z glam-shop.pl. Przesyłka jest szybka i bardzo ładnie zapakowana. Pędzle są bardzo dobre jakościowo, nie są przesadnie drogie i są ciekawą alternatywą dla osławionych Hakuro. Dodatkowo warto zwrócić uwagę na ich duży wybór i jasność opisową - T - twarz, O - oczy. Mnie oczywiście urzekają nietypowe kształty - takie jak T19 czy T15, a propozycji jest jeszcze więcej. Ja osobiście polecam!


Pozdrawiam,
Beata - Blondlove
Czytaj dalej »
Copyright © 2014 B L O N D L O V E , Blogger