wtorek, 4 kwietnia 2017

TAG | Moja Makijażowa Historia

Cześć, 
dziś mam dla Was Moją Makijażową Historię. Szczerze powiedziawszy jestem dopiero na jej początku, ale mam już kilka przemyśleń, którymi chciałabym się z Wami podzielić i które mogą być dla Was choć troszkę ciekawe :) Poważnie o makijażu to zaczęłam myśleć wraz z założeniem bloga, więc to naprawdę niedługi okres czasu;) Mam nadzieję, że Was nie zanudzę! Zapraszam!
1. W jakim byłaś wieku gdy zaczęłaś się malować?
Malować to dużo powiedziane... Moje pierwsze makijaże były w trzeciej gimnazjum i malowałam się przez bardzo długi czas tylko na uroczystości rodzinne, czasem do kościoła (:D) i co ciekawe podbierałam cienie mojej Mamie, więc malowałam oczy, tuszowałam rzęsy i korektorowałam niedoskonałości. Tyle. Do szkoły nigdy nie przyszłam w makijażu. Pamiętam, że przez całe liceum koleżanki chodziły wymalowane, a ja nawet nie miałam tuszu do rzęs, bo... wolałam dospać te 15 minut! :D Teraz trochę się zmieniło w tej kwestii :) Nigdy nie byłam jednak dyskryminowana czy oceniana z tego względu. :)

2. Jak to się stało, że zainteresowałaś się makijażem?
Gdy wyjechałam na studia postanowiłam, że jednak na uczelnię wypada choć nałożyć tusz do rzęs. Już wtedy miałam kilka kosmetyków - między innymi do tej pory lubiany przez ze mnie puder Stay Matte z Rimmel i podkład z Avon, ale w sumie to używałam ich raczej rzadko. Miałam to szczęście, że mieszkałam z dziewczynami (pozdrawiam!), które już wcześniej się malowały i to od nich podpatrywałam kolejne kosmetyki - podkład Essence, róż z FM Group, czarna kredka... Wtedy też w wolnych chwilach zaczęło się oglądanie kanałów makijażowych (Maxineczka, Stylizacje), co skutkowało rozszerzeniem kosmetyczki i uszczupleniem portfela. Zaczęły się kolory na oku nie tylko po zajęciach i pomarańczowy bronzer! Jeżusiu! Co to były za czasy... Po prostu czasem to wyglądałam chyba jak papuga :D Ale kiedy jak nie wtedy?! I tak próbowałam, podglądałam, testowałam... i chyba nie było aż tak źle, bo po trzecim roku moja koleżanka stwierdziła, że to ja będę ją malować na jej ślub <3 Link tutaj. Do dziś pamiętam ten maraton!:D Złapałam to! I tak powoli urodziła się pasja, którą cały czas pogłębiam!
3. Jakie są niektóre z Twoich ulubionych marek?
Lubię te niskopółkowe typu KOBO i MySecret, ale też podobają mi się produkty ZOEVA i Too Faced. Świetnej jakości cienie polecam z Makeup Revolution. Aktualnie jestem też na uzupełnianiu kufra kosmetycznego, więc nie zabraknie niezawodnego Estte Lauder, MAC czy Clarins.

4. Co znaczy dla Ciebie makijaż?
Makijaż to zdecydowanie zabawa i pasja, ale też pokazanie swoich atutów przy ukryciu tego czego nie chcesz pokazywać. Trochę jak z ubiorem:) Makijaż też bardzo mnie relaksuje i pobudza moją kreatywność.
5. Jeśli mogłabyś nałożyć na twarz tylko i wyłącznie 4 produkty, to jakie by to były?
Pomijając podstawową pielęgnację to... podkład jakiś o wykończeniu pudrowym, cień do brwi, trochę bronzera i pomadka do ust.

6. Co najbardziej lubisz w makijażu?
Eksperymentowanie, proces tworzenia i zaskakujący efekt końcowy. Codziennie bez użycia skalpela mogę wyglądać inaczej! To lubię - nigdy się nie nudzisz :D 
7. Co myślisz o tanich i drogich kosmetykach?
Nic. Każda marka ma swoje perełki i buble. Często jakość idzie w parze z ceną, a często też hity kosmetyczne kosztują kilka złotych. Każdy wizażysta, którego spotkałam ma w swoim kufrze produkty z różnych półek i wie, że może na nich polegać.

8. Jaką radę dałabyś początkującym?
Po pierwsze - mniej znaczy więcej. Zanim sięgniesz po kolejny krok w makijażu upewnij się, że poprzednie wyglądają ze sobą dobrze! :) A po drugie - nie zapominaj o tym, by makijaż był dla Ciebie dobrą zabawą. Eksperymentuj, próbuj nowych technik, produktów i nie zniechęcaj się!
9. Jakiego makijażowego trendu nigdy nie rozumiałaś?
Do tej pory nie rozumiem powielania tych samych makijaży na różnych osobach. Ostatnio gdzie się nie obejrzę tam dokładnie te same instagramowe makijaże, czyli tona podkładu, kamuflaży i pudrów, sine usta. Konieczne konturowanie Kardashianowe i brwi od linijki... Nie wiem. Nie przemawia to do mnie. Przecież każdy z nas jest inny... a chcemy wyglądać tak samo:)

10. Co myślisz o makijażowej społeczności na YT?
Jest ogromna! Są kanały, które oglądam chętnie, ale są też takie, które do mnie nie przemawiają. Kiedyś już zrobiłam zestawienie moich TOP (klik). Kanały , które oglądam z pewnością mnie inspirują i dzięki nim jestem na czasie z nowymi technikami, kosmetykami i trendami :) 
Tak jak pisałam. Moja droga makijażowa jest bardzo krótka, ale wiem, że chcę więcej i chcę się rozwijać. To lubię w tej branży - musisz ciągle szukać nowości, doszkalać się i być pokorna wobec swoich umiejętności, które trzeba ćwiczyć. Lubię to! :)))

Dajcie znać czy dotarłyście do końca! :)
I koniecznie napiszcie mi w komentarzu jaka jest Wasza Pasja?
Czytaj dalej »

wtorek, 28 marca 2017

Bielenda | Perły pod mój makijaż dzienny

Cześć,
mam dziś dla Was krótką recenzję baz z marki Bielenda, które świetnie sprawdzają się u mnie pod makijażem dziennym. Mam je od poprzedniej promocji w Rossmannie i zdążyłam sobie wyrobić na ich temat zdanie. Myślę, że może Was to zainteresować, bo w kwietniu Ross znów szykuje -49% na makijaż i być może będziecie na nie zerkać:) 
LUMIERE BASE, Baza rozświetlająca
Wygląda jakby ktoś zamknął w opakowaniu prawdziwe jasne perły. Przepięknie pachnie - perfumowo, ale zapach ten nie jest wyczuwalny w ciągu dnia, a jedynie podczas aplikacji.

Jak możecie zauważyć baza jest mieszanką perły i żelu, które po roztarciu się od siebie oddzielają. Są widoczne płatki perłowe, które się błyskawicznie rozcierają i pozostawiają skórę gładką i rozświetloną. Efekt ten nie przebija przez podkład.
PEARL BASE, Baza wyrównująca
Ta baza perełki ma w kolorze różowo-brzoskwiniowym. Wygląda również przepięknie. Pachnie bardzo podobnie jak jej siostra.
Ta baza jest już zdecydowanie bardziej jednolita w konsystencji, ale ma w sobie bardzo drobne drobinki, które widać tylko wprawnym okiem, które wie, że one tam są. Czy wyrównuje? Szczerze powiedziawszy to cera jest promienniejsza i zdecydowanie ładniejsza, ale na efekt "wow" bym nie liczyła. Jedynie te drobinki odbijają światło tak, by cera wydawała się... ale nie jest :) 
Dlaczego zatem je lubię?
Po pierwsze, są przepiękne i pięknie wyglądają. Tak, jestem sroką. Jednak nie tylko o wygląd tu chodzi. Bazy pięknie nawilżają i wygładzają cerę. Zdecydowanie przygotowują cerę pod makijaż. Skuteczniejsza jest ta różowa i to po nią chętniej sięgam, ale lubię je obie. Świetnie sprawdzają się pod makijażem dziennym, gdyż są lekkie i nie zapychają. Pozostawiają lekko lepiący film, który trzyma na sobie podkład. Cera pod makijażem jest wypielęgnowana i dzięki temu podkład na niej się ładnie trzyma przez dłuższy czas. Nie jest to baza, która ekstremalnie wydłuża trwałość makijażu dlatego nie polecam jej na wyjścia, kiedy makijaż musi być nienaganny przez bardzo długi czas, ale na dzień jest jak znalazł. Zdradzę Wam jeszcze, że czasem zamiast makijażu, gdy mam cerę w dobrym stanie nakładam jedną z nich i śmigam cały dzień :)
Cena: około 30 zł bez promocji.

Znacie je? 
Jakie macie o nich zdanie?
Czytaj dalej »

piątek, 24 marca 2017

Podbieram mojej córce i się tego nie wstydzę! | Kosmetyki dla dzieci, które świetnie dają radę w mojej pielęgnacji

Cześć, 
jakaś jestem ostatnio zupełnie niezorganizowana. Wiosno, przychodź już, bo dłużej nie wytrzymam! Dopada mnie jakieś przesilenie i jakoś sił i motywacji brak. Znacie to? A może znacie skuteczne sposoby na tę przypadłość okrutną? Podzielcie się:) Mam dziś dla Was trzy kosmetyki, które chętnie podbieram mojej córce i świetnie się u mnie sprawdzają. 
I wszystko jasne! Otóż puder znacie wszyscy, bo już o nim pisałam - ratuje moje włosy, gdy muszę pilnie wyjść, moje włosy nie wyglądają najlepiej, a suchy szampon się skończył :) Polecam!:) Kolejna rzecz to krem - używamy tego z Nivea Baby. Jest leciutki, bardzo gładko się rozprowadza i szybciutko wchłania. Nakładam go wieczorem często na szybciocha i skóra rano jest nie tylko miękka, ale też gładka i do tego nie wyczuwam żadnego pozostawionego na cerze filmu. Często też szybko przecieram nim dłonie, gdy mam uczucie spięcia. Jako ciekawostkę powiem Wam, że bardzo chętnie używa go też Mój Tato - a jak facet coś lubi to wiecie :D Ostatni kosmetyk to oliwka. Pomysł ten zwinęłam od Kosmetycznej Hedonistki. Na mokrą jeszcze skórę po kąpieli wcieram oliwkę, chwilę czekam i wycieram delikatnie ręcznikiem. Tym sposobem skóra jest miękka, nawilżona i nie zostawiam wszędzie tłustych śladów. Polecam spróbować:) 

Z innych kosmetyków polecam emulsje do kąpieli typu Oilatum. Jeżeli macie wannę (ja nie mam...) to warto czasem zrobić sobie taką kąpiel. Na pewno zauważycie efekty takiej kąpieli od razu. Ja widzę to po swoich dłoniach, które po kąpieli Hani są zdecydowanie ładniejsze i bardziej nawilżone. 
Pełno było wpisów o podbieraniu kosmetyków mężowi czy chłopakowi, ale postanowiłam na razie podzielić się kradzieżami od córki:) 
A Wy? 
Podbieracie coś swoim dzieciom?
A z ciekawości, co - oprócz maszynki - podbieracie swoim facetom?
Czytaj dalej »

wtorek, 21 marca 2017

Synchrovit C | Rozpromień się!

Cześć,
dziś mam dla Was drugą recenzję. Tym razem będzie to skoncentrowane serum liposomowe: witamina C 10% + sód + cynk. Zdecydowałam się właśnie na ten produkt, bo ostatnio, gdy chodziłam bez makijażu część rodziny zawsze pytała czy wszystko ze mną w porządku. Niedospane przy dziecku noce i zima odbiły się na mojej cerze, która stała się ziemista, szara i dodatkowo uwydatniła moje sińce pod oczami, które nigdy nie były aż tak widoczne. Już dawno chciałam spróbować jakiegoś fajnego serum z Witaminą C i akurat nadarzyła się okazja. Czy Synchrowit C mi pomógł?
Otrzymałam 3 opakowania, czyli kurację miesięczną. Ja powiem Wam jakie rezultaty uzyskałam już po 12 dniach, bo na tyle starczyła mi jedna buteleczka. W środku znajduje się buteleczka z preparatem do zrobienia DIY i aplikator. 
A teraz Wam napiszę jak to zrobić:
Synchrovit C serum- serum z 10 % zawartością witaminy C w liposomach. Nie jest to produkt gotowy, należy go samodzielnie przyrządzić. A jak? W buteleczce znajduje się serum, które przenosi składniki aktywne. W zakrętce jest proszek z witaminą C. Przekręcamy zakrętkę, aż do momentu przerwania zabezpieczenia ( w międzyczasie otworzy się w środku klapka-zawór w witaminą C). Proszę nie odkręcać zakrętki, tylko popukać kciukiem w górą cześć zakrętki, tak aby proszek z witaminą C spadł na dół. Teraz porządnie mieszamy i wytrząsamy. Zakładamy nakrętkę aplikacyjną i ....voila! Produkt jest gotowy do użycia i witamina C jest stabilna 10-12 dni od sporządzenia :) Przetrzymujemy w ciemnym, chłodnym miejscu. Proponowałabym nakładać na noc.

Tak też zrobiłam, codziennie przez 12 dni nakładałam na twarz na noc.
Pewnie się zastanawiacie, po co w ogóle to się miesza, wytrząsa i puka? Dlatego, żeby produkt zachował swoje właściwości. Witamina C jest bardzo wartościowym i wszechstronnym składnikiem, ale i bardzo delikatnym. Jak wymieszamy samodzielnie składniki i są małe fiolki, mamy pewność że nie utraci swoich właściwości pod wpływem np.: światła, ciepła czy też powietrza i w 100 % skorzystamy z jej dobroczynnych właściwości :) Serum zużywamy w ciągu 10-12 dni od otwarcia.
Konsystencja lekka, przyjemna w aplikacji, szybko się wchłania. Serum zresztą jest naprawdę bardzo wydajne. Oprócz powyższych informacji dostałam też instrukcję jak go nakładać. Otóż:
Nakładamy partiami na twarz, czyli najpierw czoło i wmasowujemy do wchłonięcia i dopiero kolejne partie - w ten sposób unikniemy efektu "klejenia". Podczas nakładania możliwe jest uczucie delikatnego szczypania, mrowienia co nie powinno niepokoić. Skóra może się też delikatnie złuszczać (kwas askorbinowy) co też będzie normalną reakcją (nie u każdego efekt ten występuje).

Faktycznie, niewmasowany dokładnie produkt lubi się kleić, ale nie ściąga twarzy i zupełnie nie przeszkadza. Szczypanie odczułam, ale tylko po peelingu twarzy. Skóra mi się nie złuszczała. Co jednak zaobserwowałam?
Cera stała się zdecydowanie bardziej zdrowa, wypoczęta, promienna, jednolitsza i jaśniejsza. Stała się miększa i bardziej jędrna. Zauważyła to od razu moja Siostra, gdy zapytałam ją po skończeniu pierwszej partii kuracji. Dla wzmocnienia efektu zaleca się nakładanie kremu z tej samej linii. Rano cieniutka warstwa była jeszcze wyczuwalna podczas przemywania twarzy, ale nie było to uciążliwe. Zauważyłam jednak, że rano miałam rozszerzone pory na twarzy. Mnie nie zapchało, ale warto mieć na to uwagę. 
Cena: około 25-40 zł w zależności od apteki
Dostępność: Apteki stacjonarne i internetowe.

Ja polecam!
Po zimie taka kuracja jest naprawdę pomocna, 
a wielu uważa ją za Must Have!
Czytaj dalej »
Copyright © 2014 B L O N D L O V E , Blogger