Kto mnie zna osobiście i prywatnie, ten wie, że dużą część mojego życia zajmuje muzyka. Po pierwsze zdecydowana większość moich znajomych i przyjaciół to muzycy, po drugie mój mąż jest muzykiem i po trzecie - we mnie gra muzyka non stop. Ciągle chodzę i albo coś podśpiewuję, albo do nie tak dawna gdzieś grałam na gitarze. Dlaczego Wam o tym piszę? Bo ta paletka to dokładnie połączenie moich pasji - makijażu i muzyki! To kolory inspirowane muzyką - genialne!
Paletka jest marki TUNE. Nazwa "TUNE" pochodzi z języka angielskiego i oznacza ona między innymi "Harmonię", interpretowaną jako "dopełnianie się elementów". W życiu można mieć wiele pasji, które połączone ze sobą mogą stworzyć jedną całość. Mamy nieograniczoną wyobraźnię oraz możliwości, które pozwalają nam marzyć i spełniać marzenia. (zapożyczone ze strony sklepu) To właśnie ten opis skusił mnie na nią dodatkowo, bo pierwszym bodźcem były swatche na Instagramie Daniela Sobieśniewskiego. Musiałam ją mieć!
Paletka składa się z 12 cieni o wykończeniu matowym, perłowym i foliowym. Nie dość, że sama jej nazwa jest muzyczna, to w środku mamy zakładkę w nuty i nazwy cieni to też terminy muzyczne. Sama paleta jest kartonowa, ale solidna. Porównałabym ją do Zoevy, ale jest większa.
Paleta jest z serii tych "idealnych". Posiada mocno napigmentowany beż, węglową czerń, brązy, złoto, cienie przejściowe, i miodową perełkę. Wyczarować nią można zarówno makijaże bardzo dzienne jak i wieczorowe. Ja kupiłam paletkę z serii omyłkowej, gdzie cienie w górnym rzędzie są niekoniecznie wklejone pod właściwe nazwy, ale mi to w ogóle nie przeszkadza. Pochwalam wręcz pomysł na wysprzedanie jej zamiast wyrzucanie na straty. Dodatkowo, nie ukrywajmy - paletka jest droga (179 zł, omyłkowa 110 zł), więc w razie czego byłabym stratna mniej:)
A teraz patrzcie na pigmentację.
Cienie nabierają się bardzo mocno. Ich konsystencję porównałabym do Subculture z ABH (macałam na warsztatach). Jest bardzo miałka, satynowa i mega-napigmentowana. Na Instatstory porównywałam czerń i beż z Zoevą i powiem Wam, że zmiotła ją w proch... Czerń z Zoevy to przy tej taki naprawdę średniaczek, beż to samo. Co ważne! Cień nabieramy jedynie dotykając cienia i strzepując nadmiar. Nie można w tej palecie za bardzo miziać pędzlem, bo narobimy sporych szkód, a dodatkowo pigment jest tak mocny, że wystarczy niewiele by uzyskać na powiece pożądany efekt - lepiej dokładać i budować po trochu niż nałożyć plamę.
Jak widzicie to mamy tutaj dwa beże - Cello i Melody. Różnica między nimi jest tak, że Cello to beżowy beż, a Melody jest trochę różowo-brzoskwiniowy.
5% kwoty od sprzedaży paletki przekazywane jest na rzecz Fundacji DKMS. Dodatkowy plus!
Moja opinia:
- Po paletę sięgam bardzo często! Kocham nią pracować na dziewczynach jak i na sobie. Łatwo i szybko można zrobić makijaż oka.
- Jest po prostu ładna! Jestem estetką i to dla mnie ważne :)
- Cienie rozcierają się jak masło i idealnie budują. Kolory na oku nie mieszają się w jednolitą plamę.
- Złoto jest idealnie złote i nakłada się na oko w efekt folii.
- Cena jest wysoka, ale paleta jest tego zdecydowanie warta.
Powiem Wam tak. Mega jest to wszystko przemyślane i dopracowane i choć Marty nikt nie zna, jest bardzo młoda i nigdzie o niej wcześniej nie słyszano, to paleta jest jej najlepszą wizytówką! Broni się sama! Jest naprawdę rewelacyjna i najwyższej jakości! Warto wspierać polski rynek i polskie produkty jeżeli są dobre, a jeszcze jak wspierają jakiś szczytny cel to już w ogóle szał! Ja Wam ją polecam z całego serca!
Podoba Wam się?
Słyszałyście o niej?
Makijaże z tą paletą znajdziecie na Instagram marki.
A kupić ją możecie tutaj: https://tune-shop.pl/
Polecam kupić tę tańszą póki jeszcze jest!
Faktycznie fajnie, że pomyśleli o sprzedaniu pomyłkowych egzemplarzy :)
OdpowiedzUsuń