Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ziaja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ziaja. Pokaż wszystkie posty

piątek, 3 lutego 2017

Ulubieńcy stycznia ♥

Cześć,
postanowiłam wznowić serię ulubieńców danego czasu. Nie będą pojawiać się regularnie, bo nie zawsze mam coś nowego i często kilka miesięcy w tej kwestii nie ma nic odkrywczego. Dziś jednak mam kosmetyczną 6 i kilka ulubieńców niekosmetycznych. Zapraszam! 
I ♥ Makeup, Naked Chocolate
Na pierwszy ogień paletka, którą dostałam na Gwiazdkę. Uwielbiam ją! Jest neutralna, satynowo-błyszcząca, dobrze napigmentowana, na bazie niesamowicie trwała i można nią wyczarować makijaż w 5 minut! Więcej o niej poczytacie tutaj.
Too Faced, Sweet Peach
Kupiłam ją co prawda w połowie miesiąca, ale skradła moje serce totalnie. Królowała na moich oczach odkąd ją zakupiłam. Zapach, pigmentacja, kolory... No po prostu cudowna! Więcej o niej poczytacie tutaj.
Kobo Professional, Aubergine
Najpiękniejszy fiolet ever! Idealny dla osób z zielonymi tęczówkami! Świetnie sprawdza się zarówno w dziennych jak i wieczorowych makijażach! Zresztą zdecydowanie tych cieni powinnam mieć więcej... Makijaż z nim możecie zobaczyć tutaj.
My Secret, Face'n'Body Bronzer
Jeżeli w zeszłym miesiącu konturowałam twarz, to bardzo miękko i puchatym pędzlem używając właśnie tego bronzera. Jest rewelacyjny! Troszkę chłodny, ale pięknie satynowy! 
Wibo, Baked Mix Bronzer
Zamiast różu królowała na moich policzkach własnie ta mozaika. Ożywiała i delikatnie ocieplała moją twarz. Jest cudownie świetlista, więc dodawała też blasku. Cudna! 
Ziaja, lano-maść
Ostatni kosmetyk to lanolina, która idealnie nawilża usta i przynosi natychmiastowe ukojenie. Więcej możecie poczytać o niej tutaj.

Niekosmetyczni: 

1. Aplikacja na telefon - Quiz'em All do pobrania tutaj.
Idealna gra na zabicie czasu w poczekalni, czy po prostu przed snem, gdy nie mogłam zasnąć. Dużo kategorii, ciekawostek. Liczy się szybkość i wiedza! Zdecydowanie polecam!

2. Trick miesiąca 
Nakładanie pudru pod oczy zwilżonym Beauty Blenderem. Pewnie wszyscy to już znacie, ale ja zaczęłam dopiero teraz:) 

3. Słodkość miesiąca - sernik własnej produkcji! Mniam!
4. Piosenki miesiąca - nic odkrywczego :)
W tej drugiej piosence nawet nie chodzi o piosenkę, ona jest nieważna, ale ten feeling, ten luz to po prostu czad! 
...i oczywiście składanki Spotify - Winter Acoustics, This is: Ed Sheeran, Your Favourite Coffeehouse.

Tyle!
A co u Was nowego?
Czytaj dalej »

piątek, 13 stycznia 2017

Nietypowy produkt do ust? | Skuteczny! | Ziaja

Cześć, 
dziś bardzo nietypowy produkt do ust, o którym dowiedziałam się z filmów na YouTube. W życiu nie pomyślałabym, że mógłby się nadawać do czegoś innego niż jest przeznaczony. Ja w ogóle to w makijażu i lubię kombinować i szukać nowych rozwiązań, ale z pielęgnacją to raczej się nie bawię:) O czym mowa?
Lano-maść, czyli pielęgnacja brodawek sutkowych w okresie ciąży i karmienia. Może już o tym słyszeliście, a może ktoś jest równie zaskoczony jak ja, gdy o tym usłyszałam. Gdzież krem na sutki na usta? Choć w sumie jak tak sobie myślę to jest w tym jakaś logika. W końcu skóra w tych miejscach jest tak samo delikatna i... nie będę wdawać się w szczegóły. Do sedna. Jak wiadomo zima nie jest łaskawa dla naszej skóry, szczególnie mowa tu o skórze ust, która pod wpływem zimna, klimatyzacji, ciepła i tych ciągłych zmian potrafi spękać i spierzchnąć. Głównym i jedynym składnikiem tego produktu jest lanolina, czyli "wosk chroniący wełnę owiec przed zamoczeniem. Ma bardzo dobre własności pielęgnacyjne, ze względu na podobny skład do warstwy lipidowej skóry ludzkiej. Ponadto jest naturalnym emulgatorem. Nie rozpuszcza się w wodzie, lecz jest w stanie wchłonąć jej dwukrotną ilość w stosunku do swojej wagi tworząc stabilną emulsję. (...) Dobrze przenika w głąb skóry, reguluje gospodarkę wodną, zmiękcza naskórek oraz zmniejsza szorstkość skóry. Lanolina jest emulgatorem przeznaczonym do skóry bardzo suchej i suchej." (źródło)
Lanolina ma barwę żółtawą i jest bardzo gęsta. W chłodniejszym miejscu trudno ją z opakowania wycisnąć. Trzeba ją nieco ogrzać w dłoniach. Nie ma problemu z nakładaniem jej na usta, bo ładnie się rozprowadza i pozostawia na ustach nielepiący się film, ale jednak wyczuwalny, trochę ciężki. Nie każdemu może to odpowiadać, ale na spierzchnięte usta jest ukojeniem.
Co ciekawe, gdy chciałam kupić lanolinę w aptece, to usłyszałam, że "tylko na receptę". Serio!? Swoją kupiłam w Ziaji za niecałe 12 zł. Dlaczego recenzuję ją już skoro mam ją dopiero około dwóch tygodni? Bo jest to pierwszy produkt, który podkrada mi mąż! A to już jest coś! Jako muzyk grający na puzonie, w okresie kolędowym często narzekał na zniszczone graniem usta. Kupiłam mu kiedyś pomadkę z Nivei, a nawet Carmex i do tej pory nawet to działało, ale musiał smarować się tym dość często, a przecież faceci tego nie lubią. Gdy kazałam mu w najgorszym dla jego ust momencie posmarować je lanoliną, to powiedział, że już mi jej nie odda. Nie kłamał. Na drugi dzień zwinął ją ze sobą do pracy, a to chyba najlepsza recenzja. 
Wsmarowana w usta przynosi natychmiastową ulgę i daje uczucie leczonych ust, gładkich i miękkich. Na drugi dzień problem jest już minimalny. Polecam na takie suche usta nałożyć ją grubą warstwą na noc. Będziecie zdumieni! Jest jednak coś, co mi w tym konkretnym produkcie nie pasuje...
Nie jestem zakręcona na punkcie eko-życia, ale to akurat mnie drażni. Po co takie duże opakowanie dla takiego "małego produktu" (15 g) ? No bez sensu, ale cóż:) 
Polecam Wam ten produkt z całego serca, bo w tym czasie pomógł również na moje usta, które ucierpiały  przy chorobie! Ja jestem zdumiona! Teraz nakładam ją na usta przed snem, a w dzień korzystam z lżejszych produktów. 
Znacie?
Używacie?
Czytaj dalej »

sobota, 2 stycznia 2016

Pielęgnacja mojej cery "od święta" - czyli jak przywrócić ją w trzech krokach do ładu?

Cześć,
przyznam się Wam szczerze, że jestem bardzo niekonsekwentna i nieregularna jeśli chodzi o pielęgnację. Co roku postanawiam nawilżać codziennie ciało, nakładać regularnie odżywki na włosy i maski na twarz... Niestety, co roku to nie wypala...! Ba, często nawet kremu na twarz nie nakładam. Eh! :/ Koniec tego publicznego rachunku sumienia, mam nadzieję, że w tym roku to wszystko się zmieni. 

Oczywiście zawsze wykonuję demakijaż, w ruch też musi iść płyn micelarny, tonik, czasem krem... ale wiadomo, że jedynie to, nie wystarczy na dłuższą metę i cera po jakimś czasie domaga się swojej uwagi. 


Dziś opowiem Wam o rytuale, który ma przywrócić moją cerę do ładu, gdy uświadomię sobie jak jest niedopieszczona:) Wiadomo, że nie będzie to efekt długotrwały, ale zaczynajmy od małych kroków:)


Krok 1. Zmywanie makijażu

O tym nie zapominam nigdy! Mogę paść zmęczona na twarz bez prysznica pod warunkiem, że jest oczyszczona z makijażu. Dlaczego? Po pierwsze boję się, że zapchają mi się pory i obudzę się z atakiem obcych na mojej twarzy (brrrr!), po drugie - mam wrażenie, że cera pod makijażem, który już jest jakiś czas na twarzy się dusi, a po trzecie nie cierpię mieć brudnej poduszki od różu, podkładu, bronzera i wszystkiego co miałam nałożone. Pamiętajmy! Demakijaż to podstawa!

Krok 2. Peeling

Przypomniałam sobie o peelingu drobnoziarnistego z Naobay. Zdziera naprawdę dobrze i pozostawia cerę idealnie gładką. Dzięki temu zabiegowi kolejny krok będzie o wiele efektywniejszy.

Krok 3. Maska

Przyciągnęła mnie dziś w Rossmannie Lirene - Witaminowa maska intensywnie nawilżająca. Pomyślałam: "To jest to, czego pragnie moja cera". Zachęcający opis producenta:
I konsystencja: 
Moja opinia: Trzymałam ją na twarzy ok. 30-40 minut, ładnie się wchłonęła, jedynie w miejscach, gdzie nałożyłam jej grubiej, musiałam ją ściągnąć. Efekt jest zadowalający. Cera jak na razie jest bardzo ładnie nawilżona i odżywiona. Uważam jednak, że lepsze efekty uzyskuję maską Tołpy Czarna Róża. Możecie poczytać o niej tutaj - klik. Lirene ma konsystencję gęstego kremu, a Tołpa gęstego jogurtowego kremu - jest dla mnie przyjemniejsza:)

Mam nadzieję, że będę taki rytuał powtarzać raz w tygodniu, że wrócę do maskowych śród i będę mogła znów Wam opisywać różne specyfiki w tej dziedzinie!:) Zresztą wyjdzie mi to tylko na dobre, bo przecież makijaż na zadbanej cerze wygląda o stokroć lepiej! :) 


A Wy? Jak dbacie o swoją cerę? Jesteście regularne w jej pielęgnacji?

Pozdrawiam,
Beata - Blondlove
Czytaj dalej »

piątek, 6 marca 2015

Kosmetyczni ulubieńcy lutego!

Cześć, 
co prawda ucieka już pierwszy tydzień marca, ale myślę, że jeszcze się zmieściłam z tym postem w czasie:) Mianowicie, tak jak w tytule, dziś ulubieńcy lutego. Jakoś bardzo szybko umknął mi ten miesiąc:) Szczerze powiem, że nawet nie wiem kiedy:) W ogóle ostatnio dopadło mnie chyba jakieś przesilenie przedwiosenne, bo ciągle jestem jakaś taka nieswoja:) Ale wróćmy do tematu, bo tym razem skupiłam się na kosmetykach, które towarzyszyły mi cały miesiąc. 

Zacznijmy od pielęgnacji. 
Zacznę od żelu pod prysznic, a dokładnie owocowego żelu pod prysznic o uwodzicielskim zapachu marki ISANA. Kupiłam go w Rossmannie za zawrotną cenę chyba 3,99 zł. Edycja limitowana. Przyznaję się, że wzięłam go w ciemno! Zapach jest przepiękny! Pachnie jak perfumy z nutą wiśni. Delikatny, wydajny. Umila każdy prysznic. Nie zauważyłam ani wysuszania skóry, ani podrażnienia, więc naprawdę same plusy!:) 
Następnie mam szampon zwiększający objętość włosów marki JOHN FRIEDA. Normalnie kosztuje ok. 35-40 zł w Rossmannie. Ja kupiłam go w promocji za ok. 20 zł. Już nie pamiętam. Bardzo wygodne opakowanie w tubce, które pozwoliło mi zużyć go do ostatniej kropli (tak, z końcem lutego mi się skończył). Używałam go w sumie okazyjnie od września, a teraz w lutym go zużyłam dość intensywnie!:) Piękny "fryzjerski" zapach. I oczywiście naprawdę unosił włosy. Szczególnie, gdy wzmocniłam efekt suszarką:) Naprawdę dobry szampon! Warto jednak czekać na promocje.
Makijaż wstępnie lubię zmywać już pod prysznicem. W tym miesiącu pomagał mi w tym Clean Deeper z Nivea. Żel z małymi drobinkami. Nie szoruje, a delikatnie oczyszcza. Po kąpieli jedynie domywam oczy płynem micelarnym i cera jest gotowa na krem. Lubię go bardzo. Nie podrażnia, nie wysusza, lekko ściąga, nie powoduje dodatkowych wyprysków. 
Ten produkt już znacie. Krem mikrozłuszczający z Ziaji. Mogliście poczytać o nim już tutaj. Świetny krem, po którym rano wstaję z gładką buzią. Czasami robię od niego odpoczynek i nakładam na twarz krem nawilżający, ale ten jest moim must have obok łóżka. Wygładza, nawilża. Czego chcieć więcej? 

I jeszcze kolorówka:)

  1. KOBO puder konturujący w odcieniu Nubian Desert. Rewelacyjny! Więcej przeczytacie o nim tutaj. Matowy, łatwy w użyciu. Stopniuje się, rozciera. Bajka!
  2. Jeden z moich ulubionych róży - Catrice Defining Blush o odcieniu 040 Think Pink. Piękny koralowo-różowy odcień, który nadaje cerze naturalnego wyglądu i świeżości. Bardzo go lubię. Wykończenie satynowe. Mocno napigmentowany, więc trzeba uważać, aby nie zrobić sobie krzywdy. Jest moim ulubionym różem od miesięcy!:) 
  3. FM Group wypiekany róż do policzków w odcieniu Delicious Papaya. Róż rozświetlający. Jego kolor to brzoskwinia wpadająca w koral. Uwielbiam go używać szczególnie jak nie konturuję twarzy. Nakładam go na policzki i delikatnie na szczyty kości policzkowych i buzia od razu wygląda świeżo, zdrowo, naturalnie, ładnie. Cera jest lekko rozświetlona i zaróżowiona. Świetny! Wtedy jeszcze tylko brwi, rzęsy, pomadka i makijaż w 7 minut gotowy:))))
  4. Zoeva 127 luxe sheer cheek. Pędzel z naturalnego włosia kozy do różu, brązera. Ja używam go głównie do różu. Jest na tyle miękki, puszysty i skośnie ścięty, że nawet z trudnym i mocno napigmentowanym produktem można sobie w bardzo łatwy sposób poradzić uzyskując jakby mgiełkę koloru. Uwielbiam go!:)
To na tyle ulubieńców kosmetycznych.

Jeżeli chodzi o ulubieńców niekosmetycznych, to w tym miesiącu przyznaję, że raczej niewiele w tym temacie zrobiłam. Mam nadzieję, że marzec będzie obfitszy w doznania kulturowe, filmowe i książkowe!:))) Jedyny film, który w tym miesiącu obejrzałam aż 10 razy, to film z naszego wesela, który odebraliśmy od naszych Przyjaciół!:))) Jeżeli chodzi o muzykę to w dalszym ciągu króluje Mela Koteluk, ale ostatnio także Sam Smith:) 

Zostawiam Wam dwa, tak na zachętę, moje ulubione kawałki obu wykonawców:
A jak Wam minął luty? Jak Wasi ulubieńcy? Może macie jakiś dobry film, albo książkę do polecenia? Ja właśnie zaczynam "Klątwę" Heather Graham:))) Dam znać czy fajna:))) 

PS. Przypominam o rozdaniu! Do zgarnięcia paletka 10 cieni marki Zoeva! 
Pozdrawiam,
Blondlove
Czytaj dalej »

środa, 28 stycznia 2015

Bandi czy Ziaja?

Cześć,
kolejna szybka recenzja tego, co się skończyło i tego, co mam nadzieję zastąpi stare. Tajemniczo? Zapraszam dalej:) 

W listopadowym beGlossy dostałam krem z kwasem migdałowym i polihydroksykwasami. Była to 30 ml-owa próbka i właśnie kilka dni temu mi się skończyła. Tak wyglądał krem:
Chcę Wam szybko wyliczyć jego niesamowite zalety:

  1. Zapewne policzyliście szybko ile mi służył. Tak, ponad dwa miesiące codziennego stosowania z kilkoma dniami przerwy, gdy zapomniałam go ze sobą zabrać na wyjazd. Pierwszy wniosek: bardzo wydajny. 
  2. Opakowanie z pompką, czyli bardzo higieniczny:)
  3. Nakładałam go zaraz przed snem. Szybko się rozprowadzał i bardzo szybko wchłaniał. Wniosek trzeci: przyjemny w stosowaniu.
  4. Po wchłonięciu pozostawiał skórę gładką i miękką. Wniosek czwarty: Przyjemne uczucie na twarzy.
  5. Rano, gdy się budziłam, moja twarz była bardzo delikatna, bez dodatkowych wyprysków, wygładzona, nawilżona i pory były ściągnięte. Wniosek piąty: wszystkie obietnice, które napisane są na opakowaniu, zostały spełnione. Co to za obietnice? Zapraszam tutaj :) 
  6. Konsystencja? Lekka, żelowo-kremowa. 
Wada? Cena: 69 zł/50 ml.
Dostępność: tutaj lub w innych drogeriach internetowych, stacjonarnie nie widziałam, ale podobno w Hebe. Sprawdzę:) A jak widzieliście to dajcie znać!:)

Kwas migdałowy okazał się być moim sprzymierzeńcem jak sądzę i dlatego szukałam kremu z tym składnikiem. Koleżanka poleciła mi Ziaję.
Czy ma podobne działanie? Stosuję go dokładnie tak samo jak poprzednika.
  • Konsystencja jest bardziej żelowa, ale wolniej się wchłania.
  • Po wchłonięciu buzia jest troszkę taka "tępa", nie jest tak przyjemna w dotyku jak po Bandi.
  • Faktycznie nie powoduje dodatkowych wyprysków i nie zaognia tych, które się pojawiły.
  • Nawilża.
  • Jest zamknięty w tubce, czyli mniej higieniczny w użytkowaniu.
  • Na zakrętkę, czego nie lubię. Wolałabym, aby był na klik, zatrzask, wiecie o co chodzi. Dobra czepiam się!:)
  • Działanie bardzo podobne do Bandi, więc nie mam zastrzeżeń.
  • Cena? Około 10-12 zł.
Konsystencja:
69 zł a 10-12 zł... Robi wrażenie! Działanie bardzo podobne. Kilka drobnych szczegółów, dlatego uważam, że Ziaja wypada na jego tle baaardzo dobrze! Stosunek ceny do jakości jest naprawdę korzystny! A dodatkowo w Ziaji znajdziemy ekstrakt z liści z drzewa Manuka, który łagodzi podrażnienia, posiada właściwości antybakteryjne, zmniejsza infekcje, oczyszcza. Same plusy!:)

Porównajmy jeszcze składy obu kremów. 

Bandi:
Aqua/Water, Propylene Glycol, Cyclomethicone, Mandelic Acid, Caprylic/Capric, Trigliceride, Ethylhexyl Stearate, Glyceryl Stearate, Cetearyl Alcohol, Paraffinum Liquidum, Cyclopentasiloxane, Sodium Hydroxide, Gluconolactone, Dimethicone, Lactobionic Acid, Ceteareth - 20, PEG-100 Stearate, Dimethicone Crosspolymer, Disodium EDTA, Cyclohexasiloxane, Parfum/Fragrance, Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin, Limonene, Citronellol, Geraniol, Hexyl Cinnamal, Linalool.
Ziaja:
Aqua (Water), Isohexadecane, Cyclopentasiloxane, Propylene Glycol, Mandelic Acid, Glyceryl Stearate, PEG - 100 Stearate, Hydroxyethyl Acrylate/Sodium Acryloyldimethyl Taurate Copolymer, Cetyl Alcohol, Panthenol, Zinc Gluconate, Leptospermum Scoparium Leaf Extract, Xanthan Gum, Diazolidinyl Urea, Methylparaben, Propylparaben, Parfum (Fragrance), Benzyl Salicylate, Hexyl Cinnamal, Limonene, Linalool, Citral, Eugenol, Triethanolamine

W Bandi kwas migdałowy jest na czwartym miejscu, a w Ziaji na piątym, czyli nieznaczna różnica. Niestety tylko tyle potrafię na razie odczytać ze składu... Jeśli widzicie coś więcej, to zachęcam, aby mnie uświadomić:)

Ogólnie to zadowolona jestem bardzo z Ziaji. Jest dobrym zamiennikiem Bandi! Cena i jakość tego produktu jest naprawdę świetna:) Nie wiem jednak, czy nie wrócę Bandi, gdy mi się skończy:) Jakoś tak bardzo się z nim polubiłam:) Może będę stosować zamiennie? Nie wiem, będę o tym myśleć później:)

A Wy? Macie może Ziaję? Jakie macie z nim odczucia? Polecacie? Które z produktów z tej linii są też godne uwagi? Dajcie mi koniecznie znać:)
Pozdrawiam,
Blondlove

Czytaj dalej »
Copyright © 2014 B L O N D L O V E , Blogger