Pokazywanie postów oznaczonych etykietą test. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą test. Pokaż wszystkie posty

piątek, 20 stycznia 2017

Naked Chocolate i Aubergine | dzienny makijaż dla zielonookich | Test trwałości

Cześć,
dziś makijaż, który miałam na sobie we wtorek, a że po powrocie do domu byłam zdumiona tym jak wyglądał, to przy okazji opowiem Wam o jego trwałości. Generalnie to makijaż zrobiłam w 20 minut na stojąco (przy Hani, gdy jestem sama nie ma innej opcji jeżeli chcę, aby wszystkie kosmetyki i pędzle nie kusiły tych małych rączek) o godzinie 9 rano, a zdjęcia wieczorem robione są około 21, więc 12h! :) 
Oko wykonałam całkowicie przy pomocy Naked Chocolate od I Heart Makeup, o której możecie poczytać tutaj. Oczywiście nie widać, że powieka do trzech czwartych oka się błyszczy, ale uwierzcie na słowo:) 
Użyłam: Milky w załamanie, Sweet Shop dla pogłębienia załamania i Choc-fest w zewnętrznym kąciku. Na ruchomą powiekę wklepałam palcem błyszczący Divine, a w wewnętrzny kącik nałożyłam Way. Na dolnej powiece roztarłam ciemny brąz - Choc-fest i dodałam w wewnętrzny kącik Way. Oczywiście przed nałożeniem cieni nałożyłam bazę z theBalm i przypudrowałam pudrem Healthy Mix z Bourjois
Aby makijaż stał się jednak ciekawszy, bo jakoś miałam ochotę na trochę bardziej dziewczęcy look, to w zewnętrzny kącik, na brąz nałożyłam cień w odcieniu Aubergine od KOBO. Sprawiło to, że makijaż nabrał koloru, ale bardzo nienachalnego, a jednocześnie podkreśliło to kolor mojej zielonej tęczówki.
Na twarzy mam również: podkład - Inglot HD zmieszany z Pierre Rene Skin Balance, kamuflaż płynny Catrice, puder Healthy Mix. Na policzki użyłam bronzera Face'n'Body z MySecret, a zamiast różu użyłam mozaiki Baked Mix z Wibo. Niczym nie utrwalałam i nie użyłam pod spód żadnej bazy, a jedynie krem z Nivei.
Usta to Golden Rose Liquid Matte Lipstick w odcieniu 3, ale żeby było ciekawiej to nałożyłam na nią trochę 10. Zdecydowanie to połączenie mi się podoba!

No to jak wyglądało to po 12h? Mimo kiepskiego światła i widocznego już mojego zmęczenia, starałam się ze zdjęć wyciągnąć jak najwięcej:) 
Oko było w stanie nienaruszonym! Jak widzicie koło nosa i brody mi się starł podkład i puder, ale wynikało to z mojego kataru i złego nawyku, czyli ciągłego podpierania i dotykania twarzy (nie róbcie tego). Makijaż przeżył 4 godzinną jazdę pociągiem, a następnie spacerowanie po mieście i spotkanie z przyjaciółmi. Policzki właściwie były nieruszone, a usta wytrzymały od około 9.30 do około 16, bo zjadłam pysznego burgera i po prostu ją starłam nie chcąc jej już naprawiać:) Około godziny 14 poczułam dyskomfort w postaci ściągniętych ust, ale delikatne dodanie pomadki zażegnało "kłopot". Ja jestem pod wrażeniem! 
I co powiecie?
Chodzę sobie teraz w kitce! 
Pierwsza kitka samurajka od kwietnia zeszłego roku! :D
Czytaj dalej »

środa, 14 września 2016

Test | Używany 2 lata GlamSPONGE | Syf, kiła i mogiła...?

Cześć,
przepraszam za wczorajszą nieobecność na blogu, ale już nadrabiam zaległości! Zdjęcia są, kawa jest, dziecko śpi (kurcze, żebym nie zapeszyła!), więc siadam i piszę. Dziś rozcięłam dla Was moją gąbeczkę do makijażu GlamSPONGE. Mam ją już (o zgrozo!) 2 lata i sama zaczęłam się zastanawiać czy to już przegięcie i czy to, aby na pewno jest higieniczne... Na samym początku wspomnę, że gąbkę myłam bardziej lub mniej regularnie mydłem antybakteryjnym Protect (dostępne w Rossmann) i używałam jej tylko na sobie! W użytku była różnie... raz codziennie, a raz nie używałam jej wcale przez dwa miesiące. 
Gąbka po dwóch latach wygląda tak:
Jest troszkę popękana, odbarwiona i ogólnie w stanie nie masakrycznym, ale jednak dwa lata to już długo... Zresztą często pewnie zastanawiacie się czy taka gąbka nie wpija nam podkładu i czy w środku nie tworzy się grzyb, bo przecież może się nie domywa całkowicie... Te i inne wątpliwości zaczęły mnie intrygować, a że gąbki do makijażu nie są aż takim wydatkiem, to czas się pożegnać z tym łobuzem i wymienić ją na nową. 

Tutaj wspomnę też, że bardzo polubiłam się z taką formą aplikacji podkładu. Stemplowanie pozwala nam uzyskać większe krycie, ale wciąż z zachowaną naturalnością. Dodatkowo wklepany gąbeczką korektor jeszcze ładnie wtapia się w cerę, konturowanie na mokro się ładnie rozciera, a nałożony na mokro puder w kamieniu lub sypki jeszcze ładniej wygląda na twarzy. Multifunkcjonalność, oszczędność czasu rano, bo nie trzeba zmieniać pędzli i świetny efekt - to lubię!
No to rozcinamy:
A w środku? 
Wow! Czego się spodziewaliście? Ja szczerze powiedziawszy myślałam, że będą zacieki, ślady podkładu, odbarwienia, brzydki środek, zgrubienia, grudy podkładu... 
...a tu czysto! jedynie mam ją w środku lekko pękniętą, ale tak to nie widzę skazy... Specjalnie też maksymalnie rozjaśniłam obraz, aby wszystko było widoczne, ale nic! Kompletnie nic! 
Jedyne co, to na dupce zastygł mi podkład po wczorajszym malowaniu, czyli tylko tyle gąbka nam wpija! Dziś tylko ją szybko umyłam po wczoraj i nie skupiłam się na dokładnym domyciu, ale i tak jestem pod wrażeniem!
Nawet po rozcięciu na ćwiartki nie ma nic. 

Ja jestem zaskoczona i zachwycona!
Nie spodziewałam się aż takiego efektu!
A Wy? Lubicie gąbki do makijażu? 
Czytaj dalej »

wtorek, 30 sierpnia 2016

Maybelline,The Falsies Push Up Drama Mascara | Tusz do rzęs pogrubiająco-podkręcający | Test

Cześć,
dziś test prawie, że na żywo razem z Wami. Pokażę Wam efekt jaki tworzy tusz do rzęs, który nie tak dawno kupiłam. Miałam nadzieję, że kilka tygodni wystarczy, aby tworzył z rzęs przepiękne i gęste firanki. Jeżeli jesteście ciekawi, co udało się zdziałać - zapraszam dalej. 
Obietnica producenta, wybiórczo ze strony Maybelline - takie co dla mnie ważniejsze:
  • Podkręcający i pogrubiający tusz do rzęs Push-Up Drama zapewni Ci spektakularny efekt push-up porównywalny do efektu sztucznych rzęs!
  • Kremowa konsystencja tuszu ułatwia jego rozprowadzanie po rzęsach, a unikalna formuła z zawartością wosków sprawia, że rzęsy nabierają nieziemskiej objętości.
  • Spraw, by Twoje cienkie i mało widoczne rzęsy stały się długie, gęste i spektakularnie uniesione!
Hmmm... no dobra. Brzmi naprawdę kusząco! Która z nas nie chciałaby mieć opisywanych rzęs? No tak, nie widzę rąk w górze! Ja Wam napiszę, że oprócz tych obietnic, przede wszystkim skusiła mnie silikonowa szczoteczka i naprawdę ładne opakowanie, nie sądzicie? Jest bardzo wyjątkowe i kobiece! Dodatkowo "push up" - to słowo zdecydowanie działa na kobiety! Po prostu skusiłam się...
Sposób użycia dla najlepszych efektów:
Aplikuj tusz kierując szczoteczkę od nasady aż po same końce. Aby osiągnąć efekt wyrazistych i uniesionych rzęs, nałóż drugą warstwę nie czekając, aż pierwsza wyschnie.

Wiem wszystko, czas na test!
Moje rzęsy bez tuszu wyglądają tak: 
Pierwsza warstwa:

Pierwsza warstwa taka se, ot. Nic specjalnego, ale też po pierwszej warstwie niczego producent nam nie kazał się spodziewać. Kremowa i ciężka konsystencja. Trudna do wyczesania. Szczoteczka duża, nabierająca bardzo dużo tuszu. Dołóżmy jeszcze jedną warstwę dla tego spektakularnego efektu. W końcu ta druga warstwa ma dopiero sprawić ten efekt WOW! Gotowi?


Eh... w sumie to nawet nie wiem co napisać. Rzęsy są widoczne i spektakularnie... oblepione tuszem! ...jak dla mnie masakra. Rzęsy są i wyglądają na ciężkie. Może troszkę są podniesione, ale to nie jest efekt WOW, ani nawet nie wiem jaki inny efekt. Z wachlarza jasnych rzęs mam kilkanaście grubych nóżek. Długo schnie.
Może będzie lepiej jak będę po warstwie wyczesywać nadmiar produktu czystą szczoteczką, ale chyba nie o to chodziło producentowi. Chociaż, chyba nic mnie już nie zdziwi... Za tę cenę, którą trzeba za niego zapłacić - 37,99 zł (Rossmann) - moim zdaniem nie warto. Szczęście, że kupiłam go w sporej promocji.

Podoba Wam się efekt?
A może jesteście tak samo zawiedzeni jak ja? 
Dajcie znać! 

Czytaj dalej »
Copyright © 2014 B L O N D L O V E , Blogger